Strażnik pamięci z Jedwabnego

Jak powiedzieć przepraszam
Krótka i gwałtowna historia kącika wiedzy o Żydach w Jedwabnem i Kuczach.
Kamil Mrozowicz - strażnik pamięci o Jedwabnem.
Marcin Kołodziejczyk/Polityka

Kamil Mrozowicz - strażnik pamięci o Jedwabnem.

Jedwabieński pomnik zamordowanych Żydów.
Rafał Jabłoński/EAST NEWS

Jedwabieński pomnik zamordowanych Żydów.

Kamil Mrozowicz ma 32 lata, urodził się i spędził większą część życia we wsi Kucze Wielkie i pobliskim Jedwabnem. Teraz mieszka w Białymstoku, pracuje na posadzie urzędnika, ale nosi się z zamiarem wyjechania na jakiś czas do Ameryki.

W lutym 2018 r. pod świetlicą w Kuczach rozegrały się takie sceny z udziałem kilku mieszkańców wsi, kilku Portugalczyków i Kamila, że teraz cudzoziemcy pytają przez internet, czy Mrozowicz nie potrzebuje pomocy i czy ma wszystkie szyby w oknach. Zdawkowo odpisuje, że wszystko w porządku. Inaczej musiałby napisać, że odżyły stare demony Jedwabnego, a to i trudno, i wstyd tłumaczyć.

Poszło o klucze do świetlicy wiejskiej i książki na tematy żydowskie – klucze należało natychmiast oddać, a książki natychmiast zabrać, ponieważ mieszkańcy nie życzyli sobie obecności takich książek u siebie. Protestowali przeciwko kłamliwym treściom, których nigdy nie czytali.

***

Zapadał zmrok, było zimno. Świetlica we wsi Kucze Wielkie to stary budynek leżący na uboczu i wyremontowany jedynie w niewielkiej części za pieniądze unijne, oprócz tego opustoszały. Cudzoziemcy – portugalscy dziennikarze – zadziwili się, widząc, jak spontanicznie na poziomie obywatelskim wprowadzana jest w życie nowa ustawa o IPN, zakazująca mówienia o polskim udziale w Holokauście. Mimo że akurat nikt o tym w świetlicy nie mówił. Tego lutowego wieczora w Kuczach Wielkich ustawę rozciągnięto oddolnie na zakaz mówienia o Żydach w ogóle.

Tu żadni Żydzi nie mieszkali – twierdzili po przybyciu do świetlicy mieszkańcy Kucz. Tu żadnych Żydów nikt nie mordował – mówili. A właściwie bardzo krzyczeli. Kamil, co to za ludzie? – pytali wystraszeni Portugalczycy. Był wśród nich Murzyn, którego widok wywoływał chichotanie kobiet z Kucz Wielkich – pierwszy czarnoskóry w dziejach wsi. Jest tu w ogóle jakiś Polak? – pytała drużyna gospodarzy pod świetlicą.

Niedawno Portugalczycy przysłali Kamilowi artykuł pisany w bezpiecznej odległości od Polski – na fotografii Kamil stoi przed świetlicą w rodzinnych Kuczach i trzyma kilka książek o Żydach. Tytuł artykułu: „Recepta na prawdę”.

***

Z Kucz Wielkich do Jedwabnego jest 4 km – ta sama gmina i parafia. Jedwabne jest dla Kucz najbliższym miastem – stacja benzynowa, sklepy spożywcze, szkoła, wiele aptek i kwiaciarni, bank, kościół, cmentarz, a także kebab Viking. Świetlica wiejska w Kuczach to filia domu kultury w Jedwabnem. Odległość mała, ale podziały miasto-wieś stare, nienaruszalne i przydatne, kiedy chce się komuś pokazać lekceważenie. Wiele razy, gdy Kamil Mrozowicz pytał o przedwojennych Żydów w Jedwabnem albo pisał o tym w internecie, zawsze słyszał: a co on tam może wiedzieć, jest tylko wieśniakiem z Kucz. W wojnę – mówili Kamilowi miastowi z Jedwabnego, niektórzy wysoko we władzach miasta – nawet cię nie było na świecie.

***

Kamil zapamiętał z dzieciństwa, jak w 2000 r. senne Jedwabne z dnia na dzień stało się miejscem globalnym o ponurej sławie. Zaczęło się od wydania książki Tomasza Grossa o tutejszym pogromie „Sąsiedzi: historia zagłady żydowskiego miasteczka”. Wcześniej był artykuł w łomżyńskiej gazecie i film dokumentalny Agnieszki Arnold na ten sam temat, ale nie wzbudziły takiej sensacji jak Gross.

Nagle przyjeżdżali dziennikarze i politycy z całego świata. Dla młodych ludzi z okolic to było archeologiczne odkrycie – mieszkali tu kiedyś jacyś Żydzi? Prawie wszystkie domy w rynku należały do Żydów? Zabili ich polscy sąsiedzi? Dla wielu uwierzyć w to oznaczałoby przyznać przed sobą, że mieszka się z rodzinami w cudzych kątach i być może korzysta się ze sprzętów po zamordowanych ludziach.

***

Kamil Mrozowicz opowiada, że w 2000 r. była wśród młodych ludzi chęć rozmowy o Żydach z Jedwabnego, ale brakowało danych i źródeł. Więc rozmowy zaczynały się i cichły w pół albo grzęzły w spiskowych teoriach. Pierwszy raz w życiu usłyszeli słowo „Żyd” odnoszące się do ludzi z imionami i nazwiskami, kiedy mieli po kilkanaście lat. Nikt im nie tłumaczył, co z tą wiedzą począć i czy to w ogóle prawda.

Kamil, wówczas uczeń gimnazjum w Jedwabnem, chodził i pytał, kto to byli Żydzi i co się z nimi stało, ale nikt – włączając w to staruszków i miejscowych nauczycieli historii – nic nie wiedział ani też sobie nie przypominał. Szkolny program historii był nastawiony, podobnie jak dzisiaj, jedynie na gloryfikowanie polskiego bohaterstwa i polskich ofiar hitleryzmu.

Wobec tego Kamil i jego koledzy starali się żyć normalnie mimo żydowskiej burzy medialnej szalejącej w okolicy – tak się wtedy mówiło: burza medialna – jeździli pływać nad Biebrzę i podziwiać samochody, którymi przyjeżdżali do miasteczka zagraniczni dziennikarze i politycy.

***

W 2000 r. Jedwabne zjednoczyło się wobec ataku świata. Grossa obwołano kłamcą, a świeżo wydobytą na światło historię z żydowskimi mieszkańcami – spiskiem przeciw narodowi polskiemu. Fakt, że na obrzeżach miasta trwały ekshumacje, a pracownicy zakładu komunalnego z Jedwabnego, wśród nich ojciec Kamila, przygotowywali tam miejsce pod pomnik zamordowanych w 1941 r. sąsiadów, miał tylko udowadniać teorię o spisku. Jeżeli ktoś uważał jak Gross albo choć czekał na wyświetlenie prawdy, był zdrajcą i nie podawało się mu ręki.

Ale znalazło się wtedy w Jedwabnem kilku takich miejscowych, którzy opowiadali o zbrodni sprzed 60 lat – zanim dla własnego bezpieczeństwa wyjechali z Jedwabnego na stałe do Ameryki, ciemne postaci kręciły im się nocą pod domami, a nieznani sprawcy grozili ich rodzinom porwaniami i podpaleniami. Dziś uprzejmie przyjmują zaproszenia Kamila Mrozowicza do grona znajomych na Facebooku, ale zapytani o Jedwabne – milczą, jakby już nie rozumieli po polsku. Ale jeśli napisać do nich po angielsku – też milczą.

***

Żydzi w powojennym Jedwabnem istnieli jednak – Kamil zdał sobie sprawę dopiero po latach – w drobnych, niezrozumiałych dla dzieci, powiedzonkach dorosłych. Na przykład, kiedy ktoś miał coś do sprzedania, mówił, że musi „pogonić to do Żyda”. A gdy dorośli łaskotali dzieci w kolana podczas zabawy, mówili: „zobaczymy, czy masz Żyda w kolanach”. Babcia Kamila kiedyś opowiedziała historię jak z przypowieści Martina Bubera: był przed wojną w Jedwabnem taki zdolny Żyd krawiec, który potrafił uszyć ubranie, idąc drogą do klienta.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj