Społeczeństwo

Płatny urlop dla ofiar przemocy domowej w Nowej Zelandii

Nie pozostawiajmy przemocy domowej policji, wszyscy mamy do odegrania ważną rolę w pomaganiu ofiarom. Nie pozostawiajmy przemocy domowej policji, wszyscy mamy do odegrania ważną rolę w pomaganiu ofiarom. Cristian Newman / Unsplash
Za urlop płacić będzie pracodawca. Przemoc domowa nie respektuje podziału na pracę i życie.

Po siedmiu latach partii Zielonych udało się przekonać parlamentarzystów, że płatny urlop dla osób, które chcą naprawić swoje życie, to rozwiązanie, na którym skorzystają wszyscy. Zdecydował pragmatyzm. Podliczono koszty przemocy domowej i okazało się, że opieka medyczna, zasiłki i inne formy wsparcia dla trwających w patologicznych układach kosztują nowozelandzki budżet od 4 do 7 mld dol. rocznie.

Za urlop pracownika płacić będzie pracodawca

Nietypowym rozwiązaniem jest, że za urlop pracownika płacić będzie pracodawca. To zdecydowało, że Zieloni, którzy zgłosili pomysł, finalnie wycofali poparcie, zostawiając decyzję o tym, jak głosować, poszczególnym posłom. Ci jednak zdecydowali, jak zdecydowali. „Źródłem tej inicjatywy jest zmieniająca się wrażliwość społeczna. Nie pozostawiajmy przemocy domowej policji, wszyscy mamy do odegrania ważną rolę w pomaganiu ofiarom, bo wszyscy mamy swój udział w tym, że niektórzy trwają w patologii, a to nie jest w porządku” – powiedziała Jan Logie, posłanka przygotowująca projekt. Jak widać, przekonała wystarczająco wielu.

Czytaj także: Według PiS sprawa Piaseckiego to „temat zakończony”

Prócz płatnego urlopu ofiara będzie mogła liczyć na pomoc pracodawcy w utajnieniu numeru telefonu, adresu, a – jeśli to będzie możliwe – także miejsca wykonywania pracy. Dla pracodawców to nowe obowiązki. Jak argumentowała Logie, podobnie do obowiązku szanowania odpoczynku pracownika, asekurowania go w chorobie czy szczególnego chronienia w czasie ciąży „przemoc domowa nie respektuje podziału na pracę i życie”.

Kluczowe dziesięć dni

Dziesięć dni to niedużo. Nie da się w takim czasie zbudować nowego życia ani w pełni stanąć na własnych nogach. Ale też w pierwszych dziesięciu dniach zwykle decyduje się, co dalej. Wytrwać w postanowieniu, czy wrócić z podwiniętym ogonem i poczuciem, że niczego nie da się zmienić. Jak widać, zmienić można bardzo wiele. Tylko trzeba znaleźć poparcie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną