Społeczeństwo

Pensje nauczycieli w nowym roku: Biednie będzie na wsi, w mieście też niebogato

Zespół Szkół Energetycznych nr 9 w Krakowie Zespół Szkół Energetycznych nr 9 w Krakowie Jakub Włodek / Agencja Gazeta
Jedyna zmiana, która przybiera wyraźniejszy kształt, to wzrost wynagrodzeń do poziomu płacy minimalnej (!!!) w przypadku tych nauczycieli, których płace zasadnicze byłyby poniżej 2,6 tys. zł brutto w przyszłym roku.

Małe wiejskie szkoły prowadzone przez stowarzyszenia to kolejny obszar na mapie systemu oświaty poturbowany przez tzw. reformę, a ostatnio z powodu zmian w wynagrodzeniu nauczycieli. W rozporządzeniach MEN dotyczących podziału subwencji nie przewidziano dla szkół niepublicznych dodatkowych środków, które można by przeznaczyć na podwyżki nauczycielskich pensji – ani na ten rok, ani na przyszły.

W 2020 r. szkoły niepubliczne dostaną z tego powodu ok. 600 zł mniej w przeliczeniu na ucznia niż szkoły publiczne. Niepubliczne – czyli także bezpłatne szkoły społeczne prowadzone przez stowarzyszenia (najczęściej założone przez rodziców), które przejęły je od gmin, niedających sobie rady z utrzymaniem wszystkich wiejskich szkół na swoim terenie. Takie rozwiązanie dość intensywnie praktykowane było od 1999 r. jako sposób ratowania ważnych dla mieszkańców placówek przed likwidacją. Dziś szkół niepublicznych w całym kraju jest kilkaset. Nie obowiązuje w nich Karta Nauczyciela, nauczycieli można zatrudniać na mocy Kodeksu pracy. Dla samorządu wychodzi to taniej, a rodzice na wsiach nie muszą płacić czesnego. Szkoły niepubliczne można utrzymywać z dodatkowych źródeł, np. programów unijnych, jednocześnie środki budżetowe przez lata trafiały do nich w takiej samej wysokości jak do szkół publicznych. Ale właśnie się to zmienia.

Brakuje pieniędzy na realizację reformy

PiS w poprzedniej kampanii, jeszcze przed tzw. reformą, deklarował wielką troskę o małe szkoły i konieczność ich ochrony przed zamknięciem. Zmienił prawo oświatowe tak, że samorząd nie może zlikwidować ani też przekazać placówki, jeśli kurator się na to nie zgodzi. Działacze prowadzący małe szkoły przyznają jednak, że z ich perspektywy wydłużenie nauki w podstawówkach do ośmiu lat to, mówiąc oględnie, wyzwanie. Ogromnym obciążeniem okazała się konieczność znalezienia nauczycieli przedmiotowców, a także stworzenia pracowni przedmiotowych. Na to też z budżetu państwa nie przeznaczono żadnych funduszy. Gdzieś zrzucała się rada rodziców, gdzie indziej nauczyciele opodatkowali się, żeby kupić mikroskopy czy sprzęt do eksperymentów chemicznych.

„W nagrodę” teraz nie dostali pieniędzy na podwyżki, a w przyszłym roku niektórym trzeba będzie obniżyć pensję lub wręcz zwolnić ich z pracy, by pozostałym zapewnić wynagrodzenie na poziomie podwyższonej pensji minimalnej 2,6 tys. brutto. Przestrzegają przed tym m.in. działacze stowarzyszenia „Razem dla szkół” prowadzącego dwie szkoły w gminie Grodziec. Cała sytuacja jest kolejnym przejawem tego, jak zmiana systemu oświaty, która wedle zapowiedzi miała prowadzić do wyrównywania szans, pogłębia przepaść między edukacją na wsiach i w miastach.

6-procentowych podwyżek dla nauczycieli nie będzie

I nie jest to żadną pociechą, że w większych ośrodkach nauczyciele też zmuszeni są pogodzić się z faktem, iż obiecywanych przez MEN sześcioprocentowych podwyżek w przyszłym roku raczej nie będzie. Nie przewiduje ich przygotowany przez rząd projekt budżetu na 2020 r. Jedyna zmiana, która przybiera wyraźniejszy kształt, to wzrost wynagrodzeń do poziomu płacy minimalnej (!!!) w przypadku tych nauczycieli, których płace zasadnicze byłyby poniżej 2,6 tys. zł brutto w przyszłym roku.

Związek Nauczycielstwa Polskiego otrzymał niedawno do konsultacji projekt rozporządzenia płacowego MEN w tej sprawie. Chodzi o to, żeby nauczyciele jednak zarabiali przynajmniej tyle samo, co sprzątaczka lub woźny. Innych zmian Związek się nie spodziewa. Mimo to na niedawnym Krajowym Zjeździe Delegatów ZNP zapowiedziano starania o powiązanie zarobków nauczycielskich z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce.

Przeciętne wynagrodzenie nauczyciela stażysty miałoby wynosić 90 proc., a nauczyciela dyplomowanego – 155 proc. średniej krajowej (chodzi jednak tylko o zarobki zatrudnionych na mocy Karty Nauczyciela, tych z małych szkół „stowarzyszeniowych” nie). Konkurujące związki zawodowe w oświacie zaczynają więc iść niemal ręka w rękę. Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” też wyrażała oburzenie przedstawionym rozporządzeniem płacowym, a jeszcze wcześniej domagała się powiązania zarobków nauczycieli z krajową średnią, choć na niższym poziomie (70 proc. dla stażysty, 115 dla dyplomowanego). Obietnica dalszych rozmów „Solidarności” z rządem na ten temat była częścią porozumienia okołostrajkowego w kwietniu.

W kolejnych tygodniach zapowiadano, że owe rozmowy zostaną wznowione po wyborach. Niedawno „Solidarność” zapowiadała, że nowy system powinien zostać wypracowany do końca tego roku i obowiązywać od 2020 r. Jako żywo, tego też nic nie zapowiada.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Między pracą a harówką

Dlaczego współcześnie praca – jeśli już nawet nie zabija – to tak wiele osób dobija psychicznie.

Piotr Kaczmarek-Kurczak
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną