Społeczeństwo

Punkt dla szpetoty. Wojewoda zawetował uchwałę krajobrazową

Cała procedura prowadząca do przyjęcia uchwały krajobrazowej była bardzo długa, żmudna i starannie prowadzona. Cała procedura prowadząca do przyjęcia uchwały krajobrazowej była bardzo długa, żmudna i starannie prowadzona. Michał Mutor / Agencja Gazeta
Bardzo źle się stało, że z takim trudem wypracowana uchwała i o tak jednoznacznie pozytywnych skutkach została bezmyślnie utrącona jednym podpisem w imię... no właśnie: czego?

Sześć tygodni satysfakcji. Tyle trwała radość z uchwalonej przez samorząd warszawski uchwały krajobrazowej, która wreszcie doprowadziłaby do uporządkowania przestrzeni publicznej w bodaj najbardziej zaśmieconym reklamami polskim mieście. Wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł wie jednak lepiej, co dla miasta właściwe, i ustawę unieważnił w tzw. trybie nadzorczym.

„Czyszczenie” Warszawy musi poczekać

Przypomnijmy, że cała procedura prowadząca do przyjęcia uchwały była bardzo długa, żmudna i starannie prowadzona. Zaczęło się ponad cztery lata temu, a do pierwszego jej projektu ogłoszonego w 2017 r. zgłoszono ponad 2,5 tys. poprawek. Później odbywały się wymagane prawem społeczne konsultacje i procedowanie uchwały w magistracie. Co ciekawe, „za” głosowali praktycznie wszyscy radni klubu PiS, doskonale rozumiejący wagę problemu i potrafiący w związku z tym wznieść się ponad polityczne podziały.

Przypomnę, że problemy z wprowadzeniem uchwał krajobrazowych w życie miało kilka dużych miast, w tym m.in. Poznań, Opole i Łódź. Wszędzie tam jednak można było doszukać się pewnych uchybień proceduralnych, które uzasadniały decyzję władz administracyjnych. Wojewoda mazowiecki swoje weto uzasadniał dość mgliście i nieprzekonująco „uchwaleniem innego projektu, niż był konsultowany”, stawiając się – co wygląda wręcz groteskowo – w roli obrońcy społecznej partycypacji.

Nic więc dziwnego, że prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski postanowił decyzję zaskarżyć do sądu administracyjnego, i wygląda na to, że nie jest bez szans. Niestety, terminy „czyszczenia” miasta z reklam przewidziane w uchwale zostały zawieszone i muszą czekać na prawomocne rozstrzygnięcia. To może potrwać kilka lat, czego dowodzą choćby perturbacje samorządowców w Łodzi.

Rządowi z Agorą nie po drodze

Wydaje się, że postępowanie Radziwiłła ma wyraźny podtekst polityczny. Nie chodzi tylko o to, że stolicą rządzi Koalicja Obywatelska. Także o pewien szczegół dotyczący wyłączonych z ustawy nośników reklam umieszczonych na warszawskich przystankach tramwajowych i autobusowych. Otóż dzierżawi je firma AMS będąca spółką córką koncernu Agora, z którym obecnej władzy rządowej zdecydowanie nie po drodze. Wprawdzie za dwa lata mija okres tej dzierżawy, a firma zainwestowała w zainstalowanie owych nośników, ale ów monopol (bo tak go szybko ochrzciła prawica) chyba mocno kole w oczy wojewodę i jego przełożonych.

Pamiętać też należy, że za rynkiem reklam wielkoformatowych stoją bardzo duże pieniądze. Wiele firm, które czerpały ogromne zyski z billboardowego bezhołowia w stolicy, nagle zaczęło tracić biznesowy grunt pod stopami. Ruszył więc ogromny lobbing (także pod postacią tzw. czarnego PR) i miejmy nadzieję, że pozbawiony nielegalnych, tzw. trudnych do odrzucenia argumentów.

Czytaj też: Jeśli człowieka kształtuje to, co widzi, to Polacy powinni oślepnąć

Arystokrata Radziwiłł zdecydował

Bardzo źle się stało, że z takim trudem wypracowana uchwała i o tak jednoznacznie pozytywnych skutkach została bezmyślnie utrącona jednym podpisem w imię... No właśnie, dokładnie nie wiadomo, w imię czego, bo w ten prawniczy puryzm trudno uwierzyć. I oto wielki paradoks i chichot historii: otóż warto przypomnieć, że Konstanty Radziwiłł jest laureatem Nagrody m. st. Warszawy „dla osób szczególnie zasłużonych dla stolicy”! Odebrał ją w 2015 r. Nie lubię się wyzłośliwiać w ten sposób, ale tym razem trudno mi pominąć fakt, który niech będzie moim symbolicznym komentarzem do tej sytuacji, że jako arystokrata pan Radziwiłł legitymuje się herbem „Trąby”.

Czytaj też: Ulica i zagranica o królikach ministra Radziwiłła

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną