Społeczeństwo

Dużo ciemnych chmur zawisło nad gdańską kurią

Abp Sławoj Leszek Głódź Abp Sławoj Leszek Głódź Łukasz Dejnarowicz / Forum
Tego, co się nagromadziło wokół gdańskiej kurii, można było uniknąć, gdyby hierarchowie byli zdolni do uczciwej rozmowy z wiernymi – tymi zranionymi przez duchownych i tymi zatroskanymi o stan Kościoła. I wreszcie gdyby Watykan inaczej reagował na własne pomyłki kadrowe.

Dużo ciemnych chmur zawisło nad Kurią Metropolitalną w Gdańsku. Po upływie ponad roku od głośnego reportażu Bożeny Aksamit „Sekret Świętej Brygidy” („Duży Format”) Barbara Borowiecka, która opowiedziała o tym, że jako dziecko była molestowana przez ks. Henryka Jankowskiego, wystąpiła do sądu z pozwem. Domaga się od kurii przeprosin i 500 tys. zł odszkodowania.

Rok temu przyjechała do Polski z Australii, gdzie mieszka od wielu lat. Liczyła, że w kurii ją przesłuchają i zbadają sprawę. Czekała na próżno. Kościół zareagował wtedy serią zwodów i uników. Po dziewięciu miesiącach kobieta otrzymała list od kanclerza kurii, który informował, że Kongregacja Nauki Wiary uznała prowadzenie postępowania procesowego po śmierci osoby oskarżanej za niemożliwe. To ucieczka w formalizm prawny w sytuacji, która wymagała pochylenia się nad krzywdą. Mimo upływu lat i ograniczonych możliwości działania.

Czytaj też: Kto i jak mógłby rozstrzygnąć sprawę ks. Jankowskiego

Wielka kumulacja w gdańskiej kurii

W tym samym dniu, kiedy adwokatka Borowieckiej składała pozew, rozegrały się jeszcze inne wydarzenia niejako z tej samej parafii. Arcybiskup gdański Sławoj Leszek Głódź zeznawał w sądzie w procesie Michała L., byłego wikariusza w jednej z gdańskich parafii oskarżonego o dwukrotne zgwałcenie 17-latki. Zawiadomienie do prokuratury złożył inny ksiądz, któremu dziewczyna opowiedziała o gwałcie. Jej adwokaci uważają, że hierarchowie archidiecezji gdańskiej o wszystkim wiedzieli, ale jedyne, co zrobili, to przenosili L. z parafii do parafii. W ciągu kilku lat uzbierało się tych parafii aż pięć. Ofiara leczy się z traumy. Kuria pokrywa koszty jej terapii. Oskarżony nie przyznaje się do winy.

Gdy arcybiskup występował w roli świadka, delegacja wiernych z jego archidiecezji gościła w Warszawie na spotkaniu z nuncjuszem apostolskim abp. Salvatore Pennacchio. Do spotkania doszło po dwóch protestach przed gdańską kurią i po trzech listach do nuncjatury. I nie wiadomo, czy by doszło, gdyby wierni z Gdańska nie zapowiedzieli kolejnego protestu, tym razem w stolicy, pod siedzibą nuncjusza.

Czytaj też: 22 skrzywdzonych chłopców. Proces księdza Mariana W.

O co chodzi katolikom z Gdańska?

Przed spotkaniem wysłali swoje pytania do abp. Pennacchio. Dotyczyły m.in. zaniechań abp. Głódzia w sprawach dotyczących pedofilii i molestowania seksualnego. Zadośćuczynienia pokrzywdzonym. Dotyczyły także mobbingu ze strony abp. Głódzia, na który skarżyli się księża z diecezji.

Po raz pierwszy zrobiło się głośno na ten temat w 2013 r. po publikacji w tygodniku „Wprost” (jeszcze za nuncjusza Celestino Migliore). Potem były kolejne krytyczne publikacje w innych mediach. Aż jesienią 2019 r. telewizja TVN24 wyemitowała reportaż, który pokazywał całe to zło razem wzięte – poniżanie, ubliżanie, pychę, wystawny styl życia, wymuszanie danin na proboszczach, awanse za pieniądze. Skargę do nuncjusza (nieanonimową) złożyło kilkunastu księży. Z kolei najbliżsi współpracownicy arcybiskupa pełniący różne funkcje w gdańskim Kościele wydali oświadczenie, że obraz metropolity w materiale TVN24 został zakłamany i zmanipulowany. „Uderzenie w Pasterza archidiecezji odbieramy także jako systemowy atak wymierzony w duchowieństwo i wiernych Archidiecezji Gdańskiej” – pisali duchowni.

Kilka dni później zabrali głos sami wierni, przedstawiający się jako „żarliwi katolicy zatroskani o Kościół” (część z nich ma staż w różnych organizacjach kościelnych). Zgromadzili się przed kurią z transparentem „Odzyskajmy nasz Kościół”. Wyrażali solidarność zarówno z osobami, które doświadczyły upokorzeń od arcybiskupa, jak i z ofiarami księży pedofilów. Protestowali przeciwko brakowi reakcji ze strony Kościoła. Nie wznosili okrzyków, tylko modlili się.

Arcybiskup Głódź i św. Paweł Apostoł

Potem był kolejny protest, listy do nuncjusza, do papieża, zapowiedź pikiety przed nuncjaturą. Wreszcie 2 marca tego roku spotkanie w nuncjaturze. Nie usatysfakcjonowało ono „żarliwych” z Gdańska. Twierdzą, że abp Pennacchio nie odpowiedział na żadne z ich pytań. Poinformował, że mogą złożyć oficjalną skargę na metropolitę w odpowiedniej kongregacji w Rzymie. I że wobec abp. Głódzia nie toczy się żadne postępowanie wyjaśniające.

Tym samym ponownie zdementował niedawne doniesienie „Wprost” o tym, że do Gdańska przyjedzie wizytator apostolski z Watykanu, żeby zbadać sytuację.

Na sygnał „Wprost” zareagował też abp Głódź. 26 lutego wydał oświadczenie, że to brutalny atak, próba podjudzania przeciwko niemu opinii publicznej, manipulacja i rozpowszechnianie niesprawdzonych informacji. Że nie wykazał żadnej opieszałości w sprawie jakichkolwiek duchownych, którzy dopuścili się przestępstwa. „W związku z tym, że moje bezpieczeństwo i życie zostało zagrożone, a także stan mojego zdrowia spowodowany chorobą nowotworową nieustannie się pogarsza – czytamy w oświadczeniu – będę zmuszony wystąpić na drogę działań prawnych. Taką możliwość otwiera przykład św. Pawła Apostoła, który w sytuacji zagrożenia życia skorzystał z obowiązującego wówczas prawa (zob. Dz 25,1–12)”.

Czytaj też: Niewiarygodne oświadczenie abp. Głódzia

Głódź ma plecy w Watykanie

Poważna choroba zwykle łagodzi ludzkie reakcje, tonuje niechęci. Tak też było kilka lat temu, gdy gdańscy wierni dowiedzieli się o tym, że abp Głódź ma problem zdrowotny. Przycichł wtedy, spuścił z tonu. Wydawało się, że coś się w nim zmienia na lepsze, że jest szansa na jakieś nowe otwarcie. Ale wkrótce wszystko wróciło na dawne tory. Szkoda, bo wystarczyłoby, jak się zdaje, trochę gotowości do dialogu, odrobina empatii, mniej pychy i arogancji. Jednak świadomość hierarchów, że Watykan na ich nieprawości nie reaguje albo reaguje słabo, nie sprzyja samonaprawie, trwałej korekcie złych zachowań. Nie sprzyja wsłuchiwaniu się w sygnały, które płyną z otoczenia. A ono ewoluuje. Oczekuje postaw bardziej partnerskich, w których nie tylko pasterz zasługuje na szacunek.

Czytaj też: Oskarżam biskupów, księży i świeckich mojego Kościoła

To nie przypadek, że podobny problem z owieczkami, które nie chcą milczeć, ma abp Jędraszewski w Krakowie. W obu sytuacjach mamy wspólny mianownik: duże miasto i ultrakonserwatywnego hierarchę, który wszystko wie najlepiej.

Część duchownych świetnie rozumie, że Kościół, nie reagując, przewlekając, zamiatając pod dywan ciemne sprawki, sam stwarza sobie problemy. Niemal w przeddzień spotkania w nuncjaturze „Dziennikowi Bałtyckiemu” udzielił wywiadu ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski z Krakowa. Duchowny nie kryje żalu do kolejnych nuncjuszów, którzy nie reagowali na sygnały. „Arcybiskup Głódź – mówi bez ogródek – korzysta z tego, że był bardzo blisko papieża i świetnie zna środowisko watykańskie. Trzeba przyznać, że to bardzo rzadki przypadek, żeby biskup trafił do trzech diecezji. Powiedzmy to wprost: on ma plecy”. I dalej: „Skarg wobec arcybiskupa było już tyle, że sama ich liczba daje do myślenia”.

Czytaj też: Abp Jędraszewski zwalnia niezamężne

Sprawiedliwość dla ofiar Kościoła

Wygląda na to, że kościelna wierchuszka czeka, by gdański problem sam się rozwiązał. Bezboleśnie. Bez rozstrzygania dylematów moralnych związanych ze stanem zdrowia metropolity. W sierpniu abp Głódź skończy 75 lat i odejdzie na emeryturę. Nie bez powodu Nuncjatura Apostolska w swoim komunikacie (upublicznionym na stronie internetowej gdańskiej kurii) podkreśla, że od kilku miesięcy trwają konsultacje w celu wyłonienia następcy.

Pewnie te kilka miesięcy wierni i źle potraktowani księża są w stanie wytrzymać. Pozostanie jednak ciążenie złego przykładu, który nie spotkał się z właściwą reakcją. Pozostanie nienaruszony mechanizm działania instytucji, która nad przyznanie się do błędu przedkłada grzech zaniechania.

Czytaj też: Teraz Szkodoń. Abp Jędraszewski nie może umywać rąk

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

„Motel Polska”, czyli perwersyjna propaganda PiS

O nie, „Motel Polska” to nie jest produkcja żenująca. Nie jest obciachem, popisem złego gustu i amatorszczyzny. To produkt jak najbardziej przemyślany, diablo przewrotny i wyrachowany.

Jan Hartman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną