Społeczeństwo

Minimum dla imigranta. Pomorze otwiera się na Ukraińców

Demonstracja w Gdańsku Demonstracja w Gdańsku Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
Powstający na Pomorzu model integracji opiera się na wciąż wyjątkowej w Polsce myśli, że imigranci to nie tylko ręce do pracy, ale ludzie, więc solidarność powinna obejmować także ich.

Pomorze chce ułatwić życie cudzoziemcom, którzy już związali się z tym regionem – pracują i mieszkają tu, sprowadzili rodziny albo chcieliby osiąść w przyszłości. Obszar Metropolitalny Gdańsk-Gdynia-Sopot (OMGGS), skupiający 56 samorządów, po wielu miesiącach wypracował Standard Minimum w Integracji (SMI). Dokument ten wskazuje kompleksowe działania, które powinny wdrożyć instytucje na różnych szczeblach, żeby przychodźcy poczuli się lepiej, bardziej u siebie. SMI przechodzi obecnie końcowe konsultacje. Tym, którzy nad nim pracowali, zależy, by uzyskać szeroką akceptację.

Przyjezdni byli wśród nas od zawsze – mówi marszałek pomorski Mieczysław Struk. Pomorze było tyglem, w którym mieszały się narodowości, kultury, religie. Tak jest również dziś, kiedy region stał się domem dla wielu obywateli byłego ZSRR, w tym najliczniejszej grupy Ukraińców. Nie wiemy, jak będzie wyglądała najbliższa przyszłość, jaki model polityki migracyjnej przyjmie rząd, ale powinniśmy mieć model integracji imigrantów. Nie możemy pozostawiać żadnej grupy poza nawiasem społecznym – mówi.

SMI. O co chodzi z tym standardem?

Nie jest lekko żyć w obcym kraju, w obcym środowisku. Zwłaszcza gdy słabo zna się jego język i obowiązujące prawo. Jeśli pojawi się jakiś problem, niby można pójść do urzędu miasta czy gminy zapytać, jak go rozwiązać. Ale czy nieprzygotowany, nieprzeszkolony urzędnik nie zbędzie ukraińskiego interesanta? Nie odeśle go np. do urzędu wojewódzkiego, gdzie w oddziale ds. cudzoziemców stoi się w niekończących się kolejkach, by zalegalizować pobyt?

Urzędnicy w biurach obsługi mieszkańców dzięki SMI mają zostać przygotowani na wizyty imigrantów. Zostaną wyposażeni w informacje przetłumaczone na trzy języki, w tym ukraiński i rosyjski. Dotyczą kwestii podstawowych, jak zdobycie numeru PESEL czy rejestracja auta. Bo generalnie w standardzie minimum nie chodzi o stwarzanie jakichś równoległych światów, osobnych okienek do obsługi przybyszów, ale o zniesienie barier, które utrudniają im korzystanie z tego, co przysługuje wszystkim mieszkańcom.

Albo kwestia pracy. Poletko opanowane przez różne agencje, które nierzadko słono sobie liczą za pośrednictwo między pracodawcą a pracownikiem. Ukraińcy, bo oni dominują wśród imigrantów zarobkowych na Pomorzu, tracą w ten sposób nawet 30 proc. pensji. Teoretycznie zarabiają przyzwoicie, a praktycznie mizernie. Teraz kanałem łączącym firmy z cudzoziemskimi pracownikami ma być portal LiveMore Agencji Rozwoju Pomorza, projekt unijny. – Był on skierowany do tzw. ekspatów, nastawiony na ściąganie na Pomorze talentów, np. z branży informatycznej – opowiada Marta Siciarek z OMGGS, spiritus movens projektu. – Umykały nam zawody takie jak spawacz, budowlaniec i wiele innych. Teraz wszyscy mogą z niego korzystać, złożyć tam swoje CV i znaleźć kontakt z pracodawcą.

Na razie kwestionariusz na portalu jest w języku angielskim, ale ma być przetłumaczony także na rosyjski. Bo nawet jeśli jest dostępny translator Google, to formularz bliższy językowo jest niejako deklaracją otwartości, przyjaznego nastawienia.

Włączać krok po kroku

Standard Minimum w Integracji (SMI) został rozpisany na cztery kroki. W ramach pierwszego ujęto takie zadania jak powołanie powiatowego zespołu ds. imigracji (chodzi o wymianę informacji między instytucjami), kursy języka polskiego dla dorosłych, przygotowanie szkół na dzieci z doświadczeniem imigracji, wspomniana już kwestia informacji dla imigrantów i bezpieczeństwo. To na początek. Dalsze kroki obejmą m.in. doradztwo zawodowe i pośrednictwo pracy, integrację przez kulturę, wsparcie w sytuacjach kryzysowych, jak np. przemoc w rodzinie, podwyższanie kompetencji coraz szerszych grup urzędników, przeciwdziałanie konfliktom związanym z obecnością imigrantów.

Weźmy szkoły. Dziś traktują imigranckie dzieci bardzo różnie. Są dyrektorzy, którzy starają się pomóc, ułatwić adaptację w nowym środowisku, wyrównać braki, ale są i tacy, którzy uważają, że imigrancki dzieciak sam ma się nauczyć polskiego. Beata Rutkiewicz, wiceprezydent Wejherowa, opowiada, że w jej mieście takich dzieci jest mało – 11. Ale już w gminie Wejherowo wygląda to inaczej. I każda gmina ma inne podejście. A przecież można na podstawie najlepszych doświadczeń i błędów wypracować wspólny wzór. Żeby dyrektorzy szkół wiedzieli, jak się tymi dziećmi zająć, jak dobrze zorganizować zajęcia wyrównawcze.

– Chciałabym – mówi Rutkiewicz – żeby w naszych szkołach były kursy języka polskiego dla rodziców dzieci imigranckich. Bo schemat jest taki: ojciec pracuje np. na budowie i uczy się języka w pracy, dzieci w szkole, a matka pozostaje w domu i się nie uczy.

W opozycji do próżni

Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni, podkreśla, że nie chodzi o to, by tworzyć wyspy w postaci dużych miast – jak Gdańsk czy Gdynia. Bo to jest ekosystem. Imigrant często pracuje w Gdańsku czy Gdyni, ale mieszka w mniejszej miejscowości, gdzie łatwiej znaleźć lokum, gdzie jest taniej.

To wyjście poza wielkie miasta dr hab. Paweł Kaczmarczyk, dyrektor Ośrodka Badań nad Migracjami UW, uważa za bodajże największy walor SMI. Bo wielkie miasta, gdzie imigranci trafiają w pierwszej kolejności, są na ogół otwarte i inkluzywne, bardziej przystosowane. Jakoś sobie radzą. Na Pomorzu powstaje model, który można by zaaplikować wszędzie, by imigranci stali się pełnoprawną albo bardziej pełnoprawną częścią społeczeństwa niż obecnie.

Ilu ich jest w Polsce, na dobrą sprawę nikt nie wie. Paweł Kaczmarczyk przywołuje liczby. W kwietniu tego roku cudzoziemców z dokumentami pobytowymi było ok. 350 tys. Zarejestrowanych w systemie ZUS – ok. 700 tys. A zespół NBP w ubiegłym roku szacował, że w szczycie sezonu liczba imigrantów w Polsce może sięgać 2 mln osób. Bo wielu przyjeżdża do pracy krótkoterminowej i nie musi regulować kwestii pobytowych. To oni w dużej mierze, gdy wybuchła pandemia, tłumnie wyjeżdżali. Często w obawie przed statusem „nielegalnego”, który uniemożliwi im w przyszłości przyjazdy do pracy.

Polska powinna mieć ogólnokrajową strategię w sprawie przyjmowania imigrantów. Kiedyś taką strategię, może niedoskonałą, ale miała (dokument „Polska polityka migracyjna – stan obecny i wyzwania na przyszłość”). Uchylił ją w 2016 r. rząd PiS. Zapowiedział nową. I długo się z nią kokosił. Czy dlatego, że stał się zakładnikiem swojego wcześniejszego szczucia na obcych – straszenia uchodźcami i tym, co przynoszą, propagandowego mącenia w głowach, mieszania uchodźców z imigrantami zarobkowymi, którzy okazali się niezbędni polskiej gospodarce? Wreszcie rok temu pojawił się ten długo wyczekiwany projekt. Wywołał wiele kontrowersji, bo ignorował pojawienie się pracowników z Ukrainy. Po krytyce projekt schowano. I do dziś cisza nad tym tematem.

Niektóre samorządy, zwłaszcza w dużych miastach, już od kilku lat próbują wypełnić zaistniałą próżnię. Pokazać, że są do przychodźców dobrze usposobione. Inne uważają, że skoro nie ma spójnej polityki na szczeblu rządowym, to temat jest mało istotny. Że ewentualnie powinni się nim zająć przedsiębiorcy, którzy korzystają z ich pracy. I nie dociera do świadomości części włodarzy coś, na co wskazują wiceprezydentki Gdyni i Wejherowa – że imigranci mają korzystny wpływ na gospodarkę, także lokalną. Że to nie tylko ręce do pracy, ale ludzie, więc solidarność lokalnej wspólnoty powinna obejmować także ich.

Ba, wspomniana próżnia sprawia, że lokalne inicjatywy na rzecz integracji bywają postrzegane jako działanie w kontrze do władzy centralnej.

Ile zmienia pandemia?

Na Pomorzu myślenie włączające przybyszów do lokalnej wspólnoty zaczęło się od gdańskiego modelu integracji imigrantów i imigrantek – polityki miejskiej uwzględniającej różne sfery imigranckiego życia: od edukacji, przez pracę, zdrowie, mieszkalnictwo, kulturę, po pomoc społeczną. Dlatego teraz Marta Siciarek zadedykowała pomorski przewodnik po integracji (fundament SMI) śp. prezydentowi Pawłowi Adamowiczowi, „dzięki któremu o integracji imigrantów i imigrantek mówimy w Gdańsku i na Pomorzu jako o sprawie oczywistej”. Bo to właśnie w Adamowiczu znalazła przed laty wsparcie dla idei integracji. I bardzo się obawiała, że zaangażowanie w tę problematykę zaszkodzi mu w wyborach 2018. Bo taki był wtedy w Polsce klimat. Ale nie zaszkodziło. Ba, pomysłem zainteresował się Pomorski Urząd Marszałkowski.

Jaki jest klimat teraz? Nie wiadomo. Standard Minimum w Imigracji wchodzi w finalny etap w dobie koronawirusowego zamieszania. Trudno przewidzieć, jaka będzie skala bezrobocia, jaka będzie przyszłość imigracji zarobkowej. Ani czy imigranci nie zaczną być postrzegani jako konkurencja (nawet jeśli truskawki niepozbierane – zgniją).

Paweł Kaczmarczyk uważa, że fajniej byłoby, gdyby ów standard minimum już na Pomorzu funkcjonował. Faktycznie, może, gdy wybuchła pandemia, nie byłoby potrzeby szukania rozwiązań ad hoc. A tak w trybie działań kryzysowych uruchomiono dla imigrantów infolinię (517 056 260) oraz adres e-mail (pomoc@metropoliagdansk.pl), gdzie mogą uzyskać informacje o dostępie do usług pomocowych. Przeprowadzono też ankietę dotyczącą zmian spowodowanych lockdownem. Niereprezentatywną, ale lepsza taka niż żadna. Wynika z niej, że sytuacja połowy imigrantów uległa pogorszeniu. Co czwarty badany pochodzący zza wschodniej granicy za sprawą wirusa stracił pracę, 17 proc. znajduje się w bardzo trudnej sytuacji finansowej, 30 proc. poszukuje pracy.

Szef Ośrodka Badań nad Migracjami UW przypuszcza, że popyt na pracę cudzoziemców może być teraz mniejszy, ale trudno mu sobie wyobrazić polską gospodarkę bez ich udziału. Cieszyłby się więc, gdyby inne regiony podjęły podobne inicjatywy.

Standard Minimum w Imigracji jest jak przysłowiowa jaskółka. Jedna wiosny nie czyni. Ale i tak miło ją zobaczyć.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Kawiarnia literacka: Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka

Polska to nie jest kraj, w którym wypada mówić, że 500 plus nie należy się wszystkim.

Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka
26.05.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną