Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Polskim chorym na covid może zabraknąć nawet tlenu

Rurka doprowadzająca tlen do respiratora Rurka doprowadzająca tlen do respiratora Filip Błażejowski / Forum
Brakuje już nie tylko łóżek, respiratorów, remdesiviru i osocza. W wielu szpitalach nie wystarcza tlenu dla pacjentów chorych na covid-19.

To był straszny dyżur – mówi lekarka z powiatowego SOR w centralnej Polsce. – W ciągu dwóch dni umarło nam pięciu chorych. Wszyscy dostawali tlen. Jeden pacjent leżał na samym końcu korytarza, nie było tam jak postawić butli, a przewód nie sięgał. Ratownik przedłużył jakimś przewodem gospodarczym.

Dobrze, że mieli butle z tlenem. W szpitalu w Kraśniku zabrakło, a pacjentów wymagających tlenoterapii trzeba było ewakuować do szpitali w Lublinie i Janowie Lubelskim.

Czytaj też: Szpital polowy teoretycznie otwarty. Kto obsłuży respirator?

Butle z tlenem od strażników leśnych

W łódzkim szpitalu „Na Stokach", gdzie leczeni są pacjenci z covid-19, butle z tlenem dostarczają strażnicy leśni z regionalnej dyrekcji Lasów Państwowych. Pobierają z magazynu puste butle, wiozą do punktu nabijania, a potem na wózkach rozwożą po szpitalnych salach. Szpital nie ma centralnego systemu dostarczania tlenu do łóżek, a butle przy łóżkach trzeba wymieniać. Wcześniej zajmował się tym jeden pracownik i nie dawał rady.

Wydawałoby się, że tlenu zabraknąć nam nie może. Nie dość, że pełno go dookoła w powietrzu, to jeszcze Zygmunt Wróblewski i Karol Olszewski, naukowcy, profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, wymyślili, jak go z atmosfery pozyskać. Jako pierwsi na świecie skroplili tlen i azot. Ale tlenu w szpitalach, a czasem i w karetkach zaczyna brakować.

W szpitalach tlen dla pacjentów z niewydolnością oddechową może iść ze ściany. Pod warunkiem że w murach jest specjalna miedziana instalacja, tłocząca tlen z olbrzymiego białego zbiornika, takiej gigantycznej butli znajdującej się na ogół gdzieś na tyłach szpitala. W zbiorniku jest ciekły tlen pod dużym ciśnieniem. A w salach szpitalnych kurki, do których można podłączyć pacjentów. – Większość szpitali ma takie instalacje, ale na ogół obliczone są na określoną liczbę chorych – mówi dyrektor medyczny mazowieckiego szpitala. – U nas to 20–30 proc. hospitalizowanych, a teraz z tlenu korzysta ponad połowa pacjentów.

Czytaj też: Ile jeszcze mamy respiratorów? Kiedy zabraknie personelu?

Tlenu wystarczy na dwie godziny

Postawienie takiego zbiornika trwa około tygodnia. W Pomorskim Centrum Chorób Zakaźnych i Gruźlicy w Gdańsku właśnie postawili zbiornik wypełniony ponad 11 tonami tlenu, który wystarczy na zaopatrzenie pacjentów wymagających tlenoterapii i respiratoroterapii przez ponad tydzień.

Piotr Pisula z Porozumienia OZZL w programie „Onet Rano” stwierdził, że w niektórych szpitalach, gdy zaczyna brakować tlenu w instalacji, pacjenci dostają tlen w trochę mniejszym stężeniu, bo trzeba czekać, aż zostanie uzupełniony.

Na oddziałach, gdzie nie ma instalacji tlenowej, trzeba pacjentów podłączać do butli. Butle są 40-litrowe, sprężonego do 150–200 atmosfer tlenu jest w każdej 6 tys. litrów. U chorego na POChP ustawia się przepływ 5 litrów na minutę, ale u chorych na covid to jest raczej 15 litrów. To oznacza, że jedna butla wystarcza na sześć godzin. Chorzy w cięższym stanie potrzebują wysokoprzepływowej tlenoterapii donosowej (HFNC) i tu już mamy 60 litrów tlenu na minutę. Butla wystarczy na niespełna dwie godziny.

Do butli potrzebny jest reduktor zmniejszający ciśnienie tlenu do ok. 4 atmosfer, gniazdo szybkozłączne w systemie AGA, przepływomierz i nawilżacz dokręcany do reduktora. Do tego tzw. wąsy tlenowe, dające małe przepływy tlenu, maska tlenowa lub respirator.

Czytaj też: Karetki krążą od szpitala do szpitala

Wężykiem do karetki

W karetkach pogotowia butle są mniejsze, bo czterdziestka się do ambulansu nie zmieści. Najczęściej karetka ma na pokładzie dwie butle 10-litrowe i dwie mniejsze, przenośne. Tlenu powinno wystarczyć na trzech–czterech pacjentów, ale korki przed SOR-ami i wielogodzinne oczekiwanie powodują, że wyczerpują się one szybciej. Wtedy podjeżdża inna karetka i wymienia butle. Ale zdarzyło się i tak, że tlen, wężykiem, podawano do karetki z SOR.

Dostawy tlenu do karetek z firmy Linde Gaz są ustawione systemowo i nagle zamiast 200 butli dostajemy 20 – mówi Grzegorz Anioł, dyrektor operacyjny Falck Medycyna na województwo łódzkie, wielkopolskie, lubuskie i kujawsko-pomorskie. Falck realizuje transporty międzyszpitalne, przewożąc najciężej chorych. – Okazało się, że wojewoda łódzki, powołując się na ustawę covidową, zarządził, że cały tlen mają przesłać do szpitali. Nie zdarzyło się jeszcze, żeby jakaś karetka z tego powodu nie wyjechała, ale butli mamy na styk. Powstające w całym kraju oddziały covidowe nie mają centralnych instalacji i „jadą” na butlach. Stąd butli brakuje.

Linde Gaz jest potentatem na rynku gazów technicznych i praktycznie zmonopolizował produkcję tlenu medycznego. Rzeczniczka prasowa firmy Małgorzata Zawadzka potwierdza: to nie tlenu brakuje, tylko butli.

Aktualne zapotrzebowanie szpitali na tlen medyczny w butlach jest wielokrotnie wyższe niż jeszcze kilka tygodni temu – mówi. – Nie jest możliwe zapewnienie dostaw w ilościach zgodnych z zamówieniami czy oczekiwaniami szpitali i innych placówek medycznych. Natomiast cały czas dysponujemy odpowiednią ilością ciekłego tlenu medycznego i możemy napełniać szpitalne zbiorniki stacjonarne.

Czytaj też: W Polsce covid leczy się zaklęciami

Przede wszystkim brakuje butli

Liczba butli (małych i dużych), w których jest dostarczany tlen, jest ograniczona, bo jest dostosowana do potrzeb sprzed epidemii. Żeby zaradzić sytuacji, Ministerstwo Zdrowia powołało wojewódzkich koordynatorów ds. dystrybucji tlenu i uzgadnia z producentami pozyskanie nowych zasobów tlenu.

„Dziennik Gazeta Prawna” podaje, że rząd zastanawia się nad liberalizacją uregulowań dotyczących certyfikacji tlenu medycznego, a nawet, w wariancie awaryjnym, nad zastosowaniem butli przemysłowych. Tlenu używa się np. podczas spawania i różni się on od medycznego – poza nazwą – tym, że nie jest osuszany i szronią się wężyki.

Czytaj też: Jesteśmy u progu zapaści systemu

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Tadeusz Gołębiewski i hotelowa gigantomania

Właściciel największej polskiej sieci hoteli Tadeusz Gołębiewski do tej pory był witany przez władze lokalne z entuzjazmem i nadzieją. Teraz ściąga też kłopoty i podejrzenia. Jego gigantomania ma powody, ale i cenę.

Joanna Solska
23.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną