Społeczeństwo

Od konkordatu do pandemii: Kościół ponad państwem

Fidel Fernando / Unsplash
Okres 2015–21 stanowi wręcz modelowy przykład sojuszu ołtarza z tronem z wyraźną dominacją tego pierwszego. Stosunek Kościoła do pandemii jest kolejnym tego dowodem.

Niniejszy felieton dotyczy statusu Kościoła katolickiego (KK) w Polsce po 1989 r., tak jak jest to postulowane przez polskich hierarchów (zgadza się z nimi zdecydowana większość duchownych i sporo osób świeckich) i realizowane przez władze państwowe. Podpisanie konkordatu w 1993 r. jest punktem przełomowym w związku z dyskutowanym zagadnieniem, natomiast pandemia dość wyraziście ujawniła, co jest grane na linii państwo–KK.

Konkordat zawarty przedterminowo

Mało kto pamięta, a przynajmniej przypomina, jak doszło do zawarcia konkordatu pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a Stolicą Apostolską. W 1988 r. rząd, jeszcze PRL, i episkopat uzgodniły projekt konwencji regulującej wzajemne stosunki oparte na zasadzie rozdziału obu podmiotów. Model ten został powtórzony w ustawie o stosunku państwa do Kościoła katolickiego z maja 1989 r.

Po wyborach czerwcowych sytuacja zmieniła się radykalnie. Konwencja z 1988 r. zmarła, by tak rzec, śmiercią naturalną – obie strony dążyły do zawarcia konkordatu. Został podpisany w 1993 r. (pierwszą wersję opracowano w Watykanie), już po wcześniejszym rozwiązaniu parlamentu i przed nowymi wyborami. Krok ten był prawnie dopuszczalny, ale wywołał ambiwalentne komentarze, ponieważ uważano, że ustępujący rząd (premierem była p. Suchocka) powinien pozostawić decyzję nowemu gabinetowi.

„Przedterminowe” podpisanie konkordatu było działaniem „na wszelki wypadek”. Wybory wygrała koalicja SLD-PSL i wstrzymywała ratyfikację konkordatu; opór ludowców sprawił, że nie odrzucono umowy ani też nie podjęto próby jej renegocjacji – na to drugie nie godził się też

  • covid-19
  • katolicyzm
  • konkordat
  • Kościół katolicki
  • Watykan
  • Reklama