Społeczeństwo

Katoliku młody! Nuże się zapisywać! Na uczelnię Ordo Iuris

Narodziła się nam nowa uczelnia: Collegium Intermarium, czyli „międzymorskie”. Narodziła się nam nowa uczelnia: Collegium Intermarium, czyli „międzymorskie”. Pedro Dias / Unsplash
Uczelnia w ramach odwiecznej misji katolickiej specjalizować się zamierza w prawach człowieka. Jak sądzę, ze szczególnym uwzględnieniem prawa do głoszenia, że homoseksualność jest chorobą, a aborcja zabójstwem z premedytacją.

Dobra nowina! Oto narodziła się nam nowa uczelnia: Collegium Intermarium, czyli „międzymorskie”. Ma działać od Bałtyku po Morze Czarne, to znaczy, jak rozumiem, w zapisanej w naszych sercach jagiellońskiej Polsce „od morza do morza”. Uroczyste otwarcie 28 maja. Zajęcia ruszają od października! Katoliku młody! Nuże się zapisywać! Rękojmią poziomu nauczania założyciel szkoły: Ordo Iuris. O wpływach i potędze twórców nowej świątyni wiedzy niech świadczy bukiet gości specjalnych planowanej uroczystości inauguracyjnej: Vaclav Klaus, Piotr Gliński, Przemysław Czarnek oraz Judit Varga, wiceminister sprawiedliwości praworządnością słynących Węgier. Do tego jeszcze konserwatywna intelektualistka Chantal Delsol, znany powszechnie twórca szarej sieci i Maszyny Bezpieczeństwa Narracyjnego Andrzej Zybertowicz oraz kilka bardziej „insajderskich” nazwisk międzynarodówki skrajnej prawicy.

Widać, że grosz jest, a fundamentalizm katolicki w białych kołnierzykach i z adwokacką aktówką świetnie prosperuje na fali „płynnej nowoczesności”. Wśród ptaków kolorowych jest miejsce i dla ptaka czarnego. Albo, jak kto woli, tęcza potrzebuje czarnego tła.

Drżyj szkoło Rydzyka, drżyj KUL!

Uczelnia w ramach odwiecznej misji katolickiej, jaką jest zwalczanie wszelkiej hipokryzji, tudzież dyskryminacji, specjalizować się zamierza w prawie, a osobliwie w prawach człowieka (jak sądzę, ze szczególnym uwzględnieniem prawa do głoszenia, że homoseksualność jest chorobą, a aborcja zabójstwem z premedytacją). Nad promocją praw człowieka czuwać będzie rektor dr Tymoteusz Zych, wiceszef Ordo Iuris. Drżyj szkoło Rydzyka! Drżyj KUL! Rośnie wam konkurencja!

Gdyby inicjatywa powołania wschodnioeuropejskiego uniwersytetu wyszła od osób wiarygodnych i poważnych, trudno byłoby jej nie przyklasnąć. Powstanie międzynarodowej uczelni, łączącej kilka nazbyt często odwracających się od siebie plecami krajów, mogłoby uczynić wiele dobrego. Nie ma też przeszkód, aby państwa patronowały prywatnym przedsięwzięciom akademickim, a jeśli robią to w skali międzynarodowej, to tym lepiej. Wprawdzie nie da się na zawołanie stworzyć liczącej się uczelni, lecz można zasiać ziarno, które po wielu latach wydać powinno plon. Jeśli tylko ziarno jest dobre, a gleba urodzajna… Jestem zwolennikiem różnorodności ustrojowej szkolnictwa wyższego, łącznie z formułami publiczno-prywatnymi.

Niestety, na nic podobnego nie można liczyć w odniesieniu do Intermarium. W tym przypadku ziarnem jest ideologia, a posiew pada na grunt autorytarnych struktur państwowych i rządzących nimi partyjno-biznesowo-kościelnych oligarchii. Intencje szacownych założycieli są raczej przejrzyste, bo wiemy, czym się zajmuje Ordo Iuris i cały klaster ultrakatolickich organizacji, którego jest częścią. Nie mam złudzeń, że wszystko, co czyni Ordo Iuris, służy narodowo-katolickiej ideologii oraz umacnianiu tej władzy, która tak odmieniła oblicze tej ziemi. A przynajmniej ta władza ma nadzieję, że póki trwa, może się bezpiecznie chronić pod skrzydłami Kościoła i jego świeckich agend. Oczywiście za odpowiednią opłatą i składając dostatecznie gorliwe, wiernopoddańcze hołdy.

Uczelnia Ordo Iuris. Cele?

Co do generalnych intencji i celów sprawa jest raczej oczywista. Warto jednak wypunktować szczegóły akademickiego planu Ordo Iuris. Niech mnie poprawią, jeśli się mylę, lecz znajomość życia i świata katolickiego pobudza mnie do wypowiedzenia pięciu hipotez odnośnie do intencji i celów nowej inicjatywy.

Po pierwsze, snobizm. Młodzi prawnicy tworzący Ordo Iuris mają głowy pełne miraży i snów o potędze. Znam to z KUL. Jakieś „przedmurze”, jakaś „cywilizacja chrześcijańska”, „filozofia klasyczna” i „misja Kościoła”. Mitomania i megalomania, które wraz z dobrą gotówką pozwalają realizować wielkie „projekta” na miarę historiozoficznych aspiracji młodych konserwatystów, którym sam Pan Bóg wyznaczył tę rolę w dziejach zbawienia. A poza tym i przy okazji można stworzyć imitację szkoły Sorosa i w ogóle zbudować „na swoim” nową elitę równoległą do tych lewackich (żeby nie powiedzieć na „ż”).

Po drugie, szkoła kadr politycznych. Jak się uczelnia rozkręci, a w Polsce, w Czechach czy na Węgrzech nadal rządzić będą jacyś cyniczni populiści albo (co daj Boże) fanatycy katoliccy, to kuźnia kadr państwowych będzie jak znalazł. Niczym francuskie „grandes écoles” czy inny Oxford z Cambridge – Collegium Intermarium dostarczać będzie całe kontyngenty ministrów i dyrektorów, a tym samym Ordo Iuris i jego bardzo zagraniczni mocodawcy i patroni (jakoś tak od Rzymu po Brazylię) będą już nie tylko sterować, lecz wprost rządzić Polską i innymi statystami boskiego planu zbawienia. Skoro sowieci mieli swój Instytut Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, a polscy komuniści mieli takiż przy KC PZPR, to czemu katolicy mają nie skorzystać z tak udanych wzorów?

Poczekalnia dla polityków

Po trzecie, ssawka publicznych środków. Nie mamy chyba wątpliwości, że Collegium Intermarium będzie dobrze płacić swoim ideologicznym kadrom i że nie będą to pieniądze z tacy. Pan Czarnek i paru innych zadbają o to, aby miód i mleko popłynęły korytarzami uczelni, w której zresztą z pewnością niejeden znajdzie nie najgorzej płatną robotę, gdy przyjdzie na to czas.

Po czwarte, synekury i poczekalnia dla polityków. Nie trzeba zresztą być doktorem habilitowanym od wyższości normalności nad zboczeniami, jak Przemysław Czarnek. Na uczelni znajdą się synekurki również dla magistrów praktyków, czyli byłych i aktualnych polityków partii katolickich. W latach posuchy będą mogli się przechować w oczekiwaniu na lepsze czasy. A gdy te nadejdą, nie omieszkają się swojej szacownej uczelni wywdzięczyć.

I przyczółek dla Kościoła

Po piąte, przyczółek Kościoła w jądrze państwa. Na ile Ordo Iuris liczy się akurat z polskimi biskupami, tego ocenić nie potrafię. Z pewnością jednak pracuje nad tym, aby mieć kilku czy kilkunastu po swojej stronie. Własna uczelnia może bardzo pomóc w zdobywaniu pozycji w lokalnych strukturach kościelnych. W końcu biskupi potrzebują doktoratów, a Collegium Intermarium chętnie ich ambitnym księżom udzieli. Na przykład z tematu „Obraza Majestatu Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w świetle ustawodawstwa Rzeczypospolitej Polskiej”. Będą biskupi jak malowani!

Widzę to wszystko jak wróżka w swej kuli. I nie są to bynajmniej złe przepowiednie dla naszej nowej uczelni. Nie wątpię w jej świetlaną przyszłość. Ba, chętnie wezmę tam międzymorskie godziny – w ramach listka figowego i pluralizmu. Wystarczy mi połowa stawki prof. Zybertowicza. No to jak będzie?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Operacja „Hiacynt”. Jak to było naprawdę?

Na ekrany wszedł „Hiacynt”, film o akcji służb PRL skierowanych przez gen. Czesława Kiszczaka przeciwko homoseksualistom.

Andrzej Krajewski
17.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną