Społeczeństwo

A gdy ciąża jest mnoga? Aborcja ratująca życie też jest zakazana

Każde istnienie ludzkie ma prawo do życia, a każdy wytwór powstały z ludzkich komórek rozrodczych powinien spowodować, że ręce lekarzy odsuną się od brzucha, a nawet od ciężarnej w ogóle. Każde istnienie ludzkie ma prawo do życia, a każdy wytwór powstały z ludzkich komórek rozrodczych powinien spowodować, że ręce lekarzy odsuną się od brzucha, a nawet od ciężarnej w ogóle. Christian Bowen / Unsplash
Usunięcie źle rozwijającego się płodu, przy zapewnieniu maksymalnego bezpieczeństwa drugiemu, to już nie prosta aborcja farmakologiczna, a skomplikowana operacja. Tego tzw. obrońcy życia nie przewidzieli.

Wynik badania mówiący o nieodwracalnych wadach płodu to tylko przypuszczenie. Dopiero poród zweryfikuje, czy np. dzięki modlitwie nie nastąpił cud uzdrowienia, w ostateczności cud pomyłki lekarskiej. A każda kobieta w Polsce ma prawo doświadczyć takiego cudu. Nie uda się? Widocznie modlitwa nie była wystarczająco gorliwa.

Tak z grubsza brzmi argumentacja entuzjastów tzw. wyroku Trybunału Konstytucyjnego, wyłączającego uszkodzenia płodu jako warunek legalnej aborcji. Pod podobną argumentacją podpisywał się nawet rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak. Każde istnienie ludzkie ma prawo do życia, a każdy wytwór powstały z ludzkich komórek rozrodczych powinien spowodować, że ręce lekarzy odsuną się od brzucha, a nawet od ciężarnej w ogóle.

Na ratunek zdrowemu dziecku

Argumentację można uznać za spójną do momentu, gdy nie okaże się, że w brzuchu kobiety rozwijają się dwa płody, jeden zdrowy, drugi uszkodzony, bez szans na przeżycie, a pozostawienie ciąży swojemu biegowi oznacza śmierć dla pierwszego z nich. Co wówczas robić w świetle wyroku Trybunału Julii Przyłębskiej?

Takie pytanie już na początku roku zadał resortom sprawiedliwości i zdrowia senator Krzysztof Brejza. Po serii uników, wykręcania się brakiem podpisu elektronicznego i pewności, że nikt się pod senatora nie podszywa, a potem zapewnień, że Ministerstwo Sprawiedliwości nie jest od interpretowania prawa i że można je sobie samemu tłumaczyć, doczytawszy w naukowych opracowaniach – w końcu nadeszła odpowiedź.

To prawda, napisał upoważniony przez ministra zdrowia podsekretarz stanu Waldemar Kraska, że w przeszłości terminacja uszkodzonego płodu bywała skutecznym sposobem na ratowanie zdrowo rozwijającego się dziecka. Długi wywód, rozpoczynający się konstatacją, że podobne przypadki są niezwykle ważnym zagadnieniem, choć zdarzają się wyjątkowo rzadko, kończy się lapidarnie – że w świetle obowiązujących przepisów ratowanie zdrowo rozwijającego się dziecka nie jest możliwe. Kropka.

Święta wojna o życie poczęte

W każdym innym przypadku, w którym kobieta decyduje się na aborcję, może ją dziś przeprowadzić za granicą. Ciocia Czesia, ciocia Wienia czy ciocia Basia – organizacje pomagające Polkom w aborcji w innych krajach – nie zadają pytań, Abortion Support Network pomaga sfinansować wyjazd, a po tzw. wyroku przeprowadzenie jej stało się łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej. A jednak usunięcie źle rozwijającego się płodu, przy zapewnieniu maksymalnego bezpieczeństwa drugiemu, to już nie prosta aborcja farmakologiczna, a skomplikowana operacja. Tu możliwości i dobre chęci cioci Basi czy Wieni mogą nie wystarczyć.

Skoro operacja – to i prawo międzynarodowe. Na tzw. leczenie planowane za granicą obywatela polskiego wymagana jest zgoda prezesa NFZ – wniosek z załącznikami i długie oczekiwanie. NFZ oceni, czy podany w piśmie powód, a więc brak możliwości przeprowadzenia potrzebnego leczenia w kraju, rzeczywiście ma miejsce, ale dziecko być może nie zdąży się urodzić.

NFZ zabuksuje zapewne już na pierwszym grząskim gruncie – czy w ogóle można uznać zagrożony płód za polskiego obywatela. Poślizgnie się na pytaniu o to, czy aborcja niedozwolona w Polsce z powodów ideologicznych może być przez nasze państwo finansowana za granicą – ale dla zdrowo rozwijającego się dziecka to wszystko nie ma już znaczenia. Dla niego czas ma kluczowe znaczenie, a tego na pewno zabraknie.

W swojej świętej wojnie „obrońcy życia poczętego” zostawili te dzieci bez szans na życie, które miałyby w każdym innym kraju w Europie. Za mało ich wobec tej dwusetki rocznie z zespołem Downa, które uratowali. No ale pewnie pójdą za to prosto do nieba. Zresztą nie one pierwsze.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Młodzi: monogamia to tylko jedna z opcji

Amelia chętnie słucha, gdy jej chłopak opowiada, jak mu się udała randka z drugą dziewczyną. Dla coraz większej liczby młodych monogamia przestaje być normą. Staje się tylko jedną z opcji.

Norbert Frątczak
11.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną