Za kulisami legalnej aborcji

Prenatalne i postnatalne
Ważąca 750 gramów dziewczynka z zespołem Downa i wadą serca przeżyła własną aborcję. Zmarła dopiero po miesiącu.
Według Światowej Organizacji Zdrowia płód osiąga zdolność do wspomaganego przeżycia ok. 22 tygodnia ciąży, gdy waży powyżej 500 gramów.
Mirosław Gryń/Polityka

Według Światowej Organizacji Zdrowia płód osiąga zdolność do wspomaganego przeżycia ok. 22 tygodnia ciąży, gdy waży powyżej 500 gramów.

W Polsce nie ma chętnych na adopcje nieuleczalnie chorych dzieci, czemu nie można się dziwić, skoro państwo praktycznie w tym nie pomaga.
Mirosław Gryń/Polityka

W Polsce nie ma chętnych na adopcje nieuleczalnie chorych dzieci, czemu nie można się dziwić, skoro państwo praktycznie w tym nie pomaga.

Już w 10 tygodniu za 2,6 tys. zł można z 99-proc. prawdopodobieństwem wykluczyć u płodu zespół Downa, Edwardsa i Papau’a.
Mirosław Gryń/Polityka

Już w 10 tygodniu za 2,6 tys. zł można z 99-proc. prawdopodobieństwem wykluczyć u płodu zespół Downa, Edwardsa i Papau’a.

Tekst został opublikowany w POLITYCE w kwietniu 2014 roku.

Dziecko przez pięć tygodni leżało na oddziale intensywnej terapii noworodków wojewódzkiego szpitala. W inkubatorze obok – niewiele starszy i odrobinę większy chłopczyk, który po prostu urodził się sporo za wcześnie. Oboje podłączeni do respiratorów i całej tej skomplikowanej maszynerii ratującej życie. Łudząco do siebie podobni, kompletnie różni.

Polskie prawo dopuszcza przerwanie ciąży m.in. wtedy, gdy badania prenatalne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Z danych Ministerstwa Zdrowia: w 2011 r. z około 5 tys. inwazyjnych badań prenatalnych 724 miało pozytywny wynik, wykazując wadę genetyczną płodu. 620 matek (ok. 80 proc.) zdecydowało o wcześniejszym zakończeniu ciąży.

Czasem zdarza się jak we Wrocławiu, że w wyniku tzw. terminacji ciąży rodzi się żywe dziecko. Dokładnych danych z polskich szpitali brak. Ale wiadomo, im późniejsza ciąża, tym większe ryzyko (w Wielkiej Brytanii, gdzie można usunąć nawet bardzo zaawansowaną ciążę, takich przypadków jest kilkadziesiąt rocznie). I wtedy zespół przerywający zaawansowaną ciążę może mieć dylemat: ratować czy zostawić bez pomocy i czekać na zgon?

Wskazaniem „właściwego sposobu postępowania” ma się zająć Komitet Ministrów Rady Europy.

Ratować czy nie

W warszawskim Szpitalu Bielańskim mają na sali inkubator. – Trzeba zapewnić komfort takiemu dziecku, nie można profanować ani zwiększać cierpienia – mówi prof. dr hab. n.med. Romuald Dębski, kierownik Kliniki Położnictwa i Ginekologii Szpitala Bielańskiego. Wyrzucić do śmieci, jak we Włoszech, gdzie po 20 godzinach znaleziono poaborcyjnego noworodka w pojemniku na brudne szpitalne prześcieradła. Wtedy, jakby w poczuciu winy, zaczęto go reanimować. – To był błąd w sztuce – uważa prof. Dębski. – Tak jak podpisuje się protokół DNR (o zaniechaniu uporczywej terapii) przed porodem, gdy wiadomo, że dziecko ma wadę uniemożliwiającą życie, jak nie reanimuje się pacjentów umierających na raka, tak nie powinno się reanimować ciężko uszkodzonego płodu po sztucznie wywołanym poronieniu. Ale np. uniwersyteccy ginekolodzy z Rzymu apelują, by ratować płody powyżej 22 tygodnia życia, które przeżyły aborcję. Nawet wbrew woli matki. Powołują się na dane przeżywalności wcześniaków: ok. 30 proc. urodzonych w 23 tygodniu i poddanych intensywnemu leczeniu ma szanse na przeżycie. – To jest po prostu nielogiczne – twierdzi prof. Dębski. – Nie po to kończymy ciążę wcześniej, by potem ratować, nie dość, że nieodwracalnie i ciężko uszkodzony, to jeszcze niedojrzały płód.

Polska wrażliwość w praktyce często okazuje się bliższa tej rzymskiej. Dębski pamięta przypadek sprzed wielu lat z innego szpitala – gdy nie robiono jeszcze nie tylko badań prenatalnych, ale nawet nie zawsze usg. – kobieta urodziła dziecko z tzw. wodo-bezmózgowiem (czyli z tak zaawansowanym wodogłowiem, że doprowadziło do zaniku kory mózgowej), noworodek dostał 1 punkt w skali Apgar. Ale było to duże, donoszone dziecko, około 4 kg i pediatra je zaintubował. Potem przetransportowano je do Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie umierało przez pół roku. – W tym czasie, gdyby tego noworodka nie reanimowano po porodzie, można by na tym miejscu w superwyspecjalizowanym ośrodku uratować pięcioro czy sześcioro innych dzieci, które miały szansę – mówi prof. Dębski. Ale położnik nie może pediatrze zabronić resuscytacji. Chyba że podpisano wcześniej protokół DNR.

Ale nie tylko o wrażliwość chodzi. Postępowanie z dużymi poaborcyjnymi płodami komplikuje fakt, że taka późna terminacja to w praktyce poród. W Polsce nie podaje się też domacicznych zastrzyków uśmiercających płód. Kobieta dostaje leki wywołujące poród. Czasem taka indukcja trwa dwa–trzy dni. Lekarze czekają na rozwarcie szyjki i akcję skurczową macicy. Płód na ogół umiera na skutek skurczów albo tuż po przecięciu pępowiny, albo po prostu nie zaczyna oddychać i umiera po kilku sekundach. Czasem próbuje i wtedy trwa to trochę dłużej. Ale w końcu „zasypia” – jak mówią ginekolodzy – choć anestezjolog, który jednak nie chce pod nazwiskiem wypowiadać się na temat aborcji, zżyma się na taką hipokryzję: – Nie zasypia, tylko się dusi. Na intensywnej terapii dostawałby leki znieczulające. Dlatego próbował przekonać ginekologów, którzy przeprowadzają aborcje eugeniczne, do stosowania pomp morfinowych u kobiet – ale bez skutku. Dziecko wysycałoby się znieczulającym narkotykiem i nie czułoby bólu. On może tylko radzić, jakiekolwiek działanie w tej sprawie byłoby pomocnictwem przy aborcji, a to w prawie kanonicznym powoduje ekskomunikę – polscy lekarze nie chcą się na nią narażać, względnie na szykany ze strony Kościoła.

Ustawa o planowaniu rodziny nie określa też dokładnie, do którego tygodnia można ciążę usunąć z powodu ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu. Dopuszcza takie rozwiązanie do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej. – Ale co to znaczy: zdolny do życia – zastanawia się dr Joanna Różyńska, bioetyczka z Uniwersytetu Warszawskiego. – Samodzielnie czy za pomocą zaawansowanej aparatury medycznej?

Według Światowej Organizacji Zdrowia płód osiąga zdolność do wspomaganego przeżycia (tzn. można go próbować reanimować) ok. 22 tygodnia ciąży, gdy waży powyżej 500 gramów. Więc niektórzy przyjmują, że to jest ta granica, do której wolno ciążę usunąć. Tak jest np. w warszawskim Szpitalu Klinicznym im. ks. Anny Mazowieckiej (przy Karowej). Ale z drugiej strony mamy wyrok Sądu Najwyższego w słynnej sprawie łomżyńskiej (przypadek państwa Wojnarowskich, którym na skutek odmowy wykonania badań genetycznych, mimo że ich pierwsze dziecko miało nieuleczalną, genetyczną hipochondroplazję kości, urodziło się drugie dziecko z tą samą chorobą), który przesuwa granicę do 24 tygodnia ciąży. – Tak jak rekomendacje polskiego Zespołu ds. Problemów Etycznych w Perinatologii, które przyjmują, że naturalną granicą przeżywalności dla większości noworodków jest właśnie 24 tydzień ciąży – wyjaśnia dr Różyńska. I już w Szpitalu Bielańskim można przerwać ciążę ze wskazań embriopatologicznych do 24 tygodnia. – W wielu krajach Europy, w Wielkiej Brytanii, Holandii nie ma w ogóle tej górnej granicy – mówi prof. Dębski. – Te Polki, które z jakichś powodów nie zdążą przed 24 tygodniem, jadą tam, a potem wracają z martwą ciążą, którą oczywiście my musimy ukończyć. A za granicą płacą tylko za zastrzyk.

Uśmiercić czy dać umrzeć

Okazuje się więc, że możemy mieć do czynienia z przypadkiem terminacji ciąży 24-tygodniowej – i wtedy jest to dla lekarzy płód. Dzieckiem staje się, gdy w tym samym 24 tygodniu urodzi się za wcześnie. Wtedy neonatolodzy walczą o jego życie. Z różnym skutkiem. Ale ma już imię, najczęściej jest ochrzczone, a jak nie uda się go uratować, będzie pochowane na cmentarzu. Podobnie jak każde dziecko martwo urodzone czy poronione, niezależnie od czasu trwania ciąży.

Rodzice, którzy zdecydowali się na przerwanie ciąży, nie występują do szpitala o kartę zgonu i wydanie ciała. Bo w tym wypadku nie ma dziecka. Jest tylko płód, spalany razem z odpadami szpitalnymi. Więc te kobiety, które nie są w stanie zaakceptować rozstania bez pożegnania, i przede wszystkim te, którym religia nie pozwala na przerwanie ciąży, wiedząc o nieodwracalnym uszkodzeniu płodu, decydują się na donoszenie i urodzenie po to, by móc się pożegnać ze swoim dzieckiem. To kolejna komplikacja.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj