Pełnomocnicy rodziny Bartosza Sokołowskiego z Lubina, który zmarł najprawdopodobniej wskutek interwencji policji, dysponują nowymi dowodami w sprawie. To niezależna sekcja zwłok przeprowadzona w Libercu. Wiadomo z niej, że Bartek nie mógł umrzeć z powodu zażycia narkotyków, stwierdzono za to ślady krwawienia do płuc, a stan śluzówki gardła i przełyku sugeruje duszenie.
Nieobecni: Mariusz Kamiński, komendanci policji
Pełnomocnicy rodziny Bartka Sokołowskiego z Lubina i Łukasza Łągiewki z Wrocławia wraz z rodzinami zmarłych byli w poniedziałek w Sejmie – przyjechali na posiedzenie komisji spraw wewnętrznych i administracji, która miała zająć się tragiczną w skutkach serią policyjnych interwencji. W tych dwóch konkretnych przypadkach policję wezwali bliscy mężczyzn: do Bartka matka, przekonana, że funkcjonariusze odwiozą jej syna do szpitala psychiatrycznego i tam zostanie na odtruciu, a do Łukasza Łągiewki ojciec, z obawy, że syn w depresji popełni samobójstwo. Posłowie opozycji zamierzali przegłosować wniosek, by podczas posiedzenia Sejmu minister spraw wewnętrznych przedstawił informację na temat interwencji na Dolnym Śląsku, gdzie w ciągu zaledwie tygodnia zmarło trzech młodych mężczyzn. Trzeci to 25-letni Ukrainiec Dmytro Nikiforenko.
Na komisję nie przyszedł nikt z ministerstwa, nie wyłączając Mariusza Kamińskiego, który niedługo później wziął udział w