Społeczeństwo

Bieda psychiatrii dziecięcej. Lekarze na wypowiedzeniach, pacjenci głodni

Instytut Psychiatrii w Warszawie Instytut Psychiatrii w Warszawie Kuba Atys / Agencja Gazeta
Odrapane ściany, zdezelowane łóżka, zapychające się toalety – to standard. Przed pandemią oddziały zapychały się w październiku, listopadzie, wrzesień na ogół był jeszcze spokojny. A w tym roku fala przyszła wcześniej.

Sytuacja psychiatrii dziecięcej na Mazowszu i Podlasiu z dramatycznej może stać się beznadziejna. Pięciu z sześciu lekarzy Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży złożyło wypowiedzenia. A Instytut to jeden z trzech ośrodków przyjmujących młodzież w ostrych stanach w tych dwóch wielkich województwach. Dwa pozostałe są w Konstancinie i Józefowie i też pękają w szwach. W kraju nie jest lepiej: w aż pięciu województwach nie ma żadnego dziennego oddziału psychiatrycznego dla najmłodszych. Brakuje ok. 300 lekarzy psychiatrów, niemal połowy. A wśród 400 specjalistów, którzy pracują, aż jedna trzecia ma więcej niż 55 lat.

Nie ma psychiatrii bez lekarzy

Nie da się prowadzić szpitala bez lekarzy – mówi dr hab. n. med. Barbara Remberk, kierowniczka Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, konsultantka krajowa w dziedzinie psychiatrii dla najmłodszych. Jeżeli zespół odejdzie, trzeba będzie oddział zamknąć od grudnia. – Za takie pieniądze, jakie oni dostają w Instytucie, nie znajdę nikogo. W każdym innym miejscu w Warszawie psychiatrzy zarabiają więcej – mówi prof. Remberk.

Doktor Łukasz Szostakiewicz, od wielu lat w klinice, pracuje też w poradni w Mazowieckim Centrum Psychiatrii w Józefowie. Tam jego stawka godzinowa jest niemal trzykrotnie wyższa. Nie chce odchodzić z Instytutu, ale do „rzucenia papierami”, jak mówi, zmusiła go sytuacja. Bezpośrednim powodem była odmowa podniesienia podstawy pensji o 2 tys. zł. Dyrekcja Instytutu wystosowała na początku września pismo do wiceministra zdrowia

  • Ministerstwo Zdrowia
  • psychiatria
  • psychiatria dziecięca
  • Reklama