Społeczeństwo

Psychiatria dziecięca w Polsce. Jak bomba tykająca przy uchu

Isaac Jenks / Unsplash
Mam nadzieję, że premier nie chce wyważać otwartych drzwi – pomysły rządu komentuje socjolożka Renata Szredzińska, członkini zarządu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

KATARZYNA CZARNECKA: „Dzisiaj wiemy doskonale, że dzieci są narażone na niesamowite ryzyka. Na ataki różnego rodzaju: hejt, nienawiść. Poprzez to dochodzi do różnego rodzaju działań destrukcyjnych, do wielu problemów psychicznych, psychiatrycznych. (...) To wszystko razem tworzy środowisko, w którym musimy wyciągnąć dłoń” – stwierdził w środę premier Morawiecki. I wraz z ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim przedstawił plany wsparcia psychiatrii dziecięcej opiewające na 220 mln zł. Cieszycie się w fundacji?
RENATA SZREDZIŃSKA: Na razie podchodzimy ostrożnie.

Dlaczego?
Bo słowa, które padły na tej konferencji, nie mają na razie poparcia w żadnych szczegółowych danych. Poza infografikami umieszczonymi na Twitterze Ministerstwa Zdrowia nie ma oficjalnego dokumentu, a przynajmniej nie znaleźliśmy takiego. Nie wiadomo, w jakiej ustawie lub rozporządzeniu sprawa znajdzie swoje odzwierciedlenie. Nie wiadomo, czy projekt jest częścią prowadzonej od 2019 r. reformy w systemie ochrony zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, czy czymś niezależnym. Nie wiadomo w końcu, skąd rząd zamierza wziąć pieniądze na realizację tych obietnic.

Czytaj też: Znów mrzonki o reformie psychiatrii dziecięcej

Minister Niedzielski mówił, że ok. 60 mln zł będzie pochodziło z NFZ lub Funduszu Medycznego, 20 mln z Funduszu Przeciwdziałania Covid-19, reszta z budżetu państwa. Tyle że w stosunku do ubiegłego roku obcięto w nim finansowanie psychiatrii w ogóle o 115 mln zł.
Trudno się w tym na razie zorientować.

Pieniądze, choć wirtualne, premier już jednak podzielił: 120 mln na remonty i unowocześnienie infrastruktury oddziałów psychiatrycznych. Mamy ich 35, jeszcze jeden powstaje.
Byłoby dobrze, bo warunki w wielu tego typu placówkach są złe. Nie inwestowano w nie od lat. To, co jednak znacznie bardziej doskwiera, to niewystarczająca liczba personelu. Dzieci w ostrym kryzysie psychicznym nie powinny spać na korytarzach, powinny mieć odpowiednią opiekę. A o tym żaden z członków rządu na konferencji nie wspomniał.

Czytaj też: Psychiatria dziecięca runęła w przepaść

Premier powiedział o zwiększeniu dostępności świadczeń, szkoleniach i całym systemie, „aby z problemem walczyć u jego źródeł”.
To słuszne, ale bardzo enigmatyczne. Domyślam się, że chodzi o to, żeby nie było w poradniach zdrowia psychicznego limitu porad terapeutycznych, za które płaci NFZ, co byłoby dobrym krokiem. Co do szkoleń zaś, to znów: to potrzebne, ale trzeba mieć kogo szkolić.

Jesienią 2020 r. resort zdrowia przeznaczył 33 miejsca rezydenckie dla chętnych na specjalizację psychiatria dzieci i młodzieży.
Owszem, ale zainteresowanych nie ma tak wielu. Problem, jak zachęcić studentów medycyny, żeby chcieli tę specjalizację wybrać, nie jest rozwiązany. WHO zaleca, żeby na 10 tys. osób poniżej 18. roku życia przypadał jeden psychiatra. W Polsce jest ich w tej chwili 461, czyli połowa. Rząd powinien się przede wszystkim zastanowić, jak tę sytuację zmienić.

Dlaczego nie ma chętnych?
Po pierwsze, lekarze nie mogą liczyć na wsparcie terapeutów i pielęgniarzy psychiatrycznych, bo ich także jest zbyt mało, zwłaszcza na oddziałach szpitalnych. A po drugie, to specjalizacja bardzo obciążająca psychicznie. A już szczególnie gdy na oddziałach bywa dwa razy więcej pacjentów, niż powinno być. Psychiatrzy mówią, że to jak tykająca przy uchu bomba zegarowa. Żyją w ciągłym stresie, że prędzej czy później któryś pacjent popełni samobójstwo, bo to fizycznie niemożliwe, żeby wszystkimi odpowiednio się zaopiekować i wyeliminować takie niebezpieczeństwo. Nie ma też zapewnionej superwizji, która pozwoliłaby częściowo emocjonalnie odciążyć personel. W efekcie nie tylko nie ma nowych psychiatrów dziecięcych, ale i wielu tych, którzy wybrali ten zawód, z niego odchodzi albo rozpoczyna praktykę prywatną.

Rząd chce walczyć z uzależnieniami cyfrowymi. To chyba dobry plan?
Tak, tym bardziej że edukacja zdalna mogła spotęgować problem. Taniej i efektywniej jest zapobiegać, niż potem leczyć. Ale to znów hasło, trudno powiedzieć, jaki jest konkretny zamysł. Mam tylko nadzieję, że premier nie chce wyważać otwartych drzwi i zdecyduje się na dofinansowanie i rozwijanie inicjatyw, które już w tym obszarze istnieją.

Nawet na poziomie rządowym. Ministerstwo Edukacji i Nauki wydało np. poradnik „Bezpieczna szkoła. Zagrożenia i zalecane działania profilaktyczne w zakresie bezpieczeństwa fizycznego i cyfrowego uczniów”, przeznaczony dla dla dyrektorów, nauczycieli, rodziców i uczniów.
Na przykład. Ale premier nie rozwinął tematu innych problemów, które przyczyniają się do kłopotów ze zdrowiem psychicznym, jak dyskryminacja, przemoc rówieśnicza, przemoc w rodzinie.

Czytaj też: Jak traumy z dzieciństwa wpływają na dorosłe życie

Ostatnim z czterech przedstawionych na konferencji punktów jest uruchomienie darmowej, całodobowej infolinii. „Chcemy udostępnić wszystkie możliwe kanały komunikacji po to, żeby jak najmniej było, najlepiej w ogóle, samobójstw wśród dzieci i młodzieży, żeby otworzyć wszelkie możliwe mechanizmy wsparcia dla dzieci i młodzieży w tym bardzo trudnym czasie” – mówił premier Morawiecki. Co pani na to?
Cóż, to jest ta część planu, która zaskoczyła nas najbardziej. Nie wiem, czy pan premier nie wie, czy specjalnie na ten temat nie powiedział ani słowa, ale taka infolinia od 12 lat istnieje. To telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (116 111). Bezpłatny, działa 24 godziny na dobę, jest możliwość wysłania wiadomości, jeżeli dziecko czy młody człowiek nie może w danej chwili swobodnie rozmawiać. Pracuje przy niej 65 osób – psychologów, pedagogów, terapeutów. Rząd w 2008 r. zlecił jej prowadzenie naszej fundacji, wypełniając w ten sposób dyrektywę Unii Europejskiej, według której w każdym kraju taka pomoc powinna działać.

Przez 12 lat odebraliśmy 1,3 mln telefonów, odpisaliśmy na 75 tys. wiadomości, przeprowadziliśmy ponad 2,5 tys. interwencji ratujących życie, czyli odwiedliśmy młodych ludzi od samobójstwa. Wiemy, że dzieci bardzo sobie tę pomoc cenią, mamy także pozytywne sygnały od nauczycieli i rodziców.

Czytaj też: Inwestujmy w psychiatrię dzieci. Ale zajmijmy się też przyczynami

Rozumiem, że skoro działacie na polecenie władz, to macie pieniądze z budżetu państwa.
W tym roku na razie ani złotówki.

Jak to?
Do 2015 r. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji co roku ogłaszało konkursy na prowadzenie telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży, do których stawaliśmy. Dotacje nie pokrywały całości kosztów, ale były przewidywalnym i stabilnym źródłem finansowania. W 2013 r. wygraliśmy także konkurs Ministerstwa Edukacji Narodowej na dwuletnie wsparcie, co pozwoliło nam rozszerzyć działania – funkcjonowało naraz dziesięć stanowisk, mogliśmy prowadzić programy edukacyjne i profilaktyczne. Po zmianie rządu w 2015 r. nowy projekt MEN nie został ogłoszony, na trzy lata ustały także konkursy MSWiA, więc nie mieliśmy gdzie ubiegać się o środki. Dwa lata temu MEN nagle ogłosił, że można dostać wsparcie. Beneficjentem została Fundacja Itaka. Stworzyła nowy telefon, który, niestety, w grudniu 2020 r. przestał działać, bo nowego konkursu nie ma. W ubiegłym roku po przerwie ogłoszono konkurs MSWiA i ten wygraliśmy my. Otrzymaliśmy 135 tys. zł, czyli ok. 5 proc. budżetu działania infolinii. W tym roku nic o tym, czy rząd ma w planach jakieś dotacje, nie wiadomo.

Czytaj też: Szpital psychiatryczny o bardzo ponurej przeszłości

Wy jednak nieprzerwanie działacie. Jak?
Dzięki darczyńcom indywidualnym i biznesowi. Wiele osób decyduje się przekazać nam 1 proc. podatku czy drobne sumy co miesiąc. Jesienią 2019 r. zbiórkę zorganizował Szymon Hołownia. Wspierają nas m.in. fundacja pani Kulczyk, fundacja Drzewo i Jutro, Orange, Ikea. To po prostu wielki obywatelski wysiłek, żeby ten telefon mógł działać. A musi. Nie można uruchamiać infolinii po to, żeby ją za kilkanaście miesięcy zamknąć. Wyobraźmy sobie taką sytuację: dziecko raz gdzieś usłyszy o telefonie – w tym momencie może tego nie potrzebuje, ale zapamięta, że jest takie miejsce. Po kilkunastu miesiącach coś się dzieje i może chcieć zadzwonić, a tu nagle linii nie ma. Tak nie może wyglądać profesjonalna pomoc. Musi być trwała, przewidywalna. Wysłaliśmy już pismo do premiera z zapytaniem, czy jednak nie warto nawiązać współpracy z nami. Czekamy na odpowiedź.

Czytaj też: Program prewencji samobójstw potrzebny od zaraz

Wspomniała pani o reformie z 2019 r. Jej celem – pisze MZ – jest m.in. zapewnienie wszystkim dzieciom i młodzieży w kraju właściwej opieki psychiatrycznej poprzez wyrównywanie różnic między regionami i zapobieganie nadmiernemu obciążeniu oddziałów psychiatrycznych poprzez rozwój pomocy dla pacjentów z zaburzeniami psychicznymi na innych poziomach referencyjnych. Wytłumaczmy, o co chodzi.
Chodzi o stworzenie trzystopniowego wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego. Pierwszy poziom to ośrodki środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej, które mają działać w każdym powiecie lub gminie. Założenie jest takie, że dziecko z problemami, ale niewymagające jeszcze leczenia farmakologicznego, oraz jego rodzina mogły liczyć na pomoc możliwie blisko miejsca zamieszkania.

Ostatnie dane pochodzą z maja 2020 r. – umowy na ich prowadzenie podpisały 142 podmioty. Powiatów mamy ponad 300, premier zapowiedział, że wojewódzkie NFZ zabezpieczyły środki na 349 miejsc pierwszej pomocy.
Jeżeli problemy będą poważniejsze czy zaburzenia ostrzejsze, dziecko ma mieć możliwość znalezienia się na oddziale dziennym, gdzie może liczyć także na pomoc psychiatry. To centra zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży dla kilku sąsiadujących powiatów. Ostatni poziom to ośrodki wysokospecjalistycznej całodobowej opieki psychiatrycznej, gdzie pacjenci są hospitalizowani.

Czytaj też: Nieistniejące ADHD?

W 2020 r. oddziały psychiatrii dziecięcej chciano zmieniać w covidowe. Interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich. „W perspektywie roku będziemy w zupełnie innym świecie w psychiatrii dziecięcej” – chwalił tymczasem w środę swoją reformę minister Niedzielski.
Na poziomie założeń my też ją chwalimy. Terapeuci i psychiatrzy od lat o takie rozwiązania się dopominali. Nie każde dziecko, które ma kłopoty psychiczne, musi od razu trafiać do szpitala psychiatrycznego. Czasami potrzebuje po prostu, żeby ktoś go wysłuchał, okazał profesjonalne wsparcie. Kibicujemy tej reformie, czekamy, jakie efekty przyniesie.

Czytaj też: Aktywność ponad siły

Problemów jest sporo. Z badania, które wasza fundacja przeprowadziła na początku pandemii, wynika, że 33 proc. młodych ludzi oceniło swój dobrostan jako zły lub bardzo zły, 27 proc. doświadczyło krzywd ze strony bliskich lub rówieśników, 10 proc. było wykorzystanych seksualnie. O ile 87 proc. miało wsparcie przynajmniej jednej osoby, o tyle 9 proc. nie mogło liczyć na nikogo. „Aby można było zapewnić warunki pozwalające na przestrzeganie praw dzieci, potrzebne są powszechne programy nakierowane na aspekty związane z troską o zdrowie psychiczne i profilaktykę wykorzystywania seksualnego dzieci. Należy prowadzić uważny monitoring skali problemu krzywdzenia dzieci, ewaluować dostępną ofertę pomocową i lepiej koordynować rozproszone działania dzięki stworzeniu krajowego programu ochrony dzieci. A to zaledwie kilka punktów z listy naszych rekomendacji” – pisała pani w podsumowaniu raportu. Dlaczego tego typu postulaty w XXI w. wciąż nie są spełnione?
Mam świadomość, że wielu rzeczy nie można zrobić od ręki, bo to są zmiany systemowe i wymagają czasu. Bez zaangażowania i współpracy instytucji publicznych, władz centralnych i samorządowych niewiele może się zmienić. Nie jest też oczywiście tak, że żadne działania chroniące dzieci w Polsce nie są prowadzone, ale one są rozproszone w różnych instytucjach w różnych aktach prawnych na różnym szczeblu decyzyjności i nie spinają się naszym zdaniem w jednolity, dobrze skoordynowany system. Kiedy wciela się w życie jakieś pomysły, trzeba sprawdzać, czy rzeczywiście przynoszą efekty, czy też może należałoby pomyśleć nad innym rozwiązaniem, bo to, które mamy, nie do końca się sprawdza.

Czytaj też: Jak po ludzku leczyć chorych psychicznie

Niestety, często dziś neguje się to, że dziecko ma prawo do życia wolnego od przemocy, do własnych poglądów, że trzeba je szanować, a nie ustawiać się wobec niego w pozycji władzy. No i jakąś barierą jest brak woli decydentów. I powiedzmy uczciwie: choć wiele rzeczy zmieniło się przez 30 lat na dobre, mamy też na sumieniu wiele zaniedbań.

W pandemii patrzę z zazdrością np. na Finlandię. Tam premier mówi do dzieci, tłumaczy, jak sytuacja wpłynie na ich życie. Nie przypominam sobie żadnego wystąpienia ministra albo premiera skierowanego do najmłodszych obywateli w naszym kraju. Dzieci są zagubione, rodzice często także. Państwo powinno to zauważać. To niby drobna rzecz, ale niezwykle ważna.

Marcin Nowak: To nie szpitale tworzą szramy

Trudno się oprzeć wrażeniu, że najwięcej dzieje się nie dzięki władzom, a mimo władz.
Tych inicjatyw jest bardzo dużo i dobrze. Ale rzeczywiście na poziomie kraju pewne rozwiązania muszą zostać przyjęte i skoordynowane.

Chciałoby się mieć nadzieję, że w sprawie psychiatrii dziecięcej rząd kolejny raz nie będzie działał ad hoc, aby zatrzeć złe wrażenie po odrzuceniu poprawki budżetowej przyznającej na jej rzecz 80 mln zł.
Tak, w tym obszarze szczególnie potrzebny jest przemyślany, spójny plan. Ale czas pokaże. Na razie czekamy na konkretne zapisy. Mam nadzieję, że się doczekamy.

Czytaj też: Jaka jest granica między normą a chorobą psychiczną?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Młodzi: monogamia to tylko jedna z opcji

Amelia chętnie słucha, gdy jej chłopak opowiada, jak mu się udała randka z drugą dziewczyną. Dla coraz większej liczby młodych monogamia przestaje być normą. Staje się tylko jedną z opcji.

Norbert Frątczak
11.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną