Społeczeństwo

Fiasko rozmów medyków z rządem, karetki będą stały puste. Co dalej?

Białe Miasteczko przed siedzibą KPRM w Warszawie Białe Miasteczko przed siedzibą KPRM w Warszawie Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
„Przedstawiciele resortu zdrowia tylko pozorują negocjacje” – mówiła na konferencji prasowej Anna Bazydło z Porozumienia Rezydentów.

Fiaskiem zakończyły się rozmowy „ostatniej szansy” protestujących medyków z Ministerstwem Zdrowia. „Przebieg rozmów jest żenujący”, podsumowuje tę rundę negocjacji Ogólnopolski Komitet Strajkowy Pracowników Ochrony Zdrowia. „Udowadniają one, że minister zdrowia nie chce żadnych zmian w systemie” – piszą medycy w wydanym wczoraj komunikacie. Zamysłem rządu jest, twierdzą, by rozmowy trwały i pokazywały dobrą wolę władzy.

Medycy chcą podwyżek i nowej wyceny świadczeń

Co dalej? Na razie medycy nie mówią o żadnej formie zaostrzenia protestu. Negocjacje mają być kontynuowane, ale w innej formule. Chcą rozmawiać z ministrem finansów albo szefem rządu. Bo w rozmowach z przedstawicielami resortu zdrowia „na każdym spotkaniu wracają do punktu wyjścia”.

Przedstawiciele MZ pozorują negocjacje, przedstawiono nam z zaskoczenia treść porozumienia, która była nie do przyjęcia – powiedziała na konferencji prasowej Anna Bazydło z Porozumienia Rezydentów. – Zawarte w nim elementy nie zostały z nami uzgodnione i tekst został nam przedstawiony dopiero dzisiaj, mimo że prosiliśmy o niego wczoraj.

Medycy domagają się m.in. zmiany ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia (to od uchwalenia tej ustawy w lipcu zaczął się protest ratowników medycznych). W tym punkcie ministerstwo odrzuciło wszystkie propozycje protestujących. Drugi postulat to realny i szybszy wzrost wyceny świadczeń medycznych (bez tego pracodawcy, np. zarząd spółki „Meditrans” warszawskiego pogotowia ratunkowego, nie mają z czego dać podwyżek). A są procedury, których wycena nie zmieniła się od 15 lat, alarmują medycy. Jednak minister odmawia szybszego procesu przeprowadzenia realnej wyceny, która pokrywa koszty działalności medycznej.

Odrzucił też kolejny postulat: zatrudnienia pracowników administracyjnych i personelu pomocniczego (by lekarz nie marnował połowy godzin ze swojego dyżuru, wypełniając formularze, raportując do NFZ czy wisząc na telefonie, by znaleźć miejsce dla pacjenta, któremu u niego w szpitalu nie można pomóc, bo nie ma łóżka, sprzętu diagnostycznego czy lekarza danej specjalności). Nie ma także zgody na postulat urlopu zdrowotnego dla medyków po 15 latach pracy.

Protestujący domagają się też zapewnienia zawodom medycznym statusu funkcjonariusza publicznego i stworzenia systemu rejestrowania niepożądanych zdarzeń. Tu jest zgoda i minister zobowiązał się do podjęcia inicjatywy legislacyjnej, ale projekty wciąż nie zostały przedstawione. Podobnie jak projekty ustaw o medycynie laboratoryjnej i zawodzie ratownika medycznego.

Ratownicy medyczni zaostrzają protest

Brak porozumienia również w rozmowach ratowników medycznych z warszawskiego „Meditransu” z dyrekcją wojewódzkiej stacji pogotowia i przedstawicielami ministerstwa. Resort twierdzi, że pieniądze na podwyżki dla ratowników przekazał, „Meditrans” – że ich na koncie nie ma i nie ma z czego wypłacić. Na biurku dyrektora leży już setka wypowiedzeń. Tych, którzy pracują na kontraktach. – Karetki będą stały puste – mówi jeden z warszawskich ratowników. – Nie dlatego, że ratownicy strajkują, tylko dlatego, że ich nie ma.

Wczoraj też jedna piąta zespołów pogotowia ratunkowego w stolicy nie wyjechała. Znów śmigłowiec LPR cztery razy lądował w ciasnej miejskiej zabudowie, zabierając poszkodowanych, bo nie było wolnego zespołu PRM.

Przypomnijmy: 21 września minister Adam Niedzielski ogłosił, że z protestującymi w całym kraju ratownikami zawarł porozumienie. Nie dodał, że podpisał je tylko z jednym związkiem zawodowym, reprezentującym część środowiska. Po podpisaniu porozumienia w całym kraju trwają protesty ratowników medycznych. Minister twierdzi, że to lokalne konflikty z pracodawcami. Prawdopodobnie zmieni zdanie dopiero, gdy dzienna liczba zakażeń poszybuje do kilkunastu tysięcy. Może wtedy też zacznie na poważnie rozmawiać z protestującymi medykami.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną