Polityka. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Kurdej-Szatan, Jaś Kapela i cancel culture. Autocenzura służy każdej władzy

Barbara Kurdej-Szatan Barbara Kurdej-Szatan Artur Zawadzki / EAST NEWS
Od kilku lat konserwatywni publicyści w Polsce straszą zjawiskiem „cancel culture” – kulturą unieważnienia. Tymczasem widać, że to „unieważnianie” bardzo sprawnie idzie właśnie im. Zwłaszcza że mają biznes po swojej stronie.

Kilka dni temu media podały, że Barbara Kurdej-Szatan najpewniej straci rolę w spotach Play. Miałaby to być odpowiedź firmy na jej pełen wulgaryzmów post dotyczący działań straży granicznej. Sieć zdementowała te plotki, choć wydaje się, że rzeczywiście w najbliższym czasie zmieni swoją kampanię reklamową. Ciąży jej polityczne uwikłanie aktorki – z punktu widzenia firmy zawsze lepiej nie zniechęcać potencjalnych klientów. Tymczasem Play został zalany prośbami o to, by Kurdej-Szatan z reklam zniknęła. Można podejrzewać, że to konsumenckie wzmożenie jest przynajmniej w jakiejś mierze nieprzypadkowe. Wywieranie nacisku na firmy, by zerwały kontrakty z konkretnymi twórcami, często jest działaniem skoordynowanym.

Czytaj też: Za antypolonizm do prokuratury

Jaś Kapela budzi emocje

O ile Play pewnie nie mógł się spodziewać, że Barbara Kurdej-Szatan stanie się postacią kontrowersyjną, o tyle sklep x-kom musiał wiedzieć, jakie emocje budzi Jaś Kapela. Udzielający się aktywnie w sieci pisarz i publicysta słynie z kontrowersyjnych wypowiedzi i prowokacyjnych działań. Dla x-kom napisał scenariusz i zagrał w filmie promocyjnym „Czarny piątek”.

Autor jeszcze przed premierą odniósł się na Twitterze do sprawy Kurdej-Szatan: „ej ja też obrażam Straż Graniczną prawie codziennie i nikt mnie nie zwalnia. #muremzakurdejszatan”. Po tej wypowiedzi x-kom zdecydował się zawiesić emisję filmu, tłumacząc: „Decyzja o zaangażowaniu Jasia Kapeli była nieprzemyślana i niepoparta wystarczającą analizą. Działania i idee, które prezentuje Jaś Kapela, są sprzeczne z wartościami naszej firmy i stanowczo się od nich odcinamy”.

Można podejrzewać, że x-kom liczył na kontrowersje i szum wokół filmu, ale niekoniecznie chce się stać kolejną firmą zamieszaną w krytykę działań państwa polskiego na granicy. Wraz ze wzmożoną akcją „Murem za polskim mundurem” różne marki coraz bardziej uważają, by wśród ich współpracowników nie znalazł się nikt, kto ów mundur by krytykował. Choć te działania mają kontekst polityczny, to w istocie za strategią firm stoją głównie pieniądze. Każdy obrażony klient to problem, każdy opłacony celebryta, który powie o jedno zdanie za dużo – to ciężar dla wizerunku.

Czytaj też: Urzędnicy biorą się za influencerów

Autocenzura. Najlepszy prezent dla władz

Ten mechanizm nie jest nowy, pojawia się niemal wszędzie na świecie. W Stanach Zjednoczonych od kilku lat firmy bardzo dbają, by zatrudnieni przez nich aktorzy i aktorki nie zdenerwowali przypadkiem chińskich władz i konsumentów (kiedy John Cena powiedział, że Tajwan to osobne państwo, musiał potem bardzo przepraszać), a za niewłaściwe podejście do symboli narodowych można stracić kontrakt (co spotkało m.in. futbolistę Vona Millera, który przykląkł przed amerykańską flagą zamiast stać do hymnu). Nie mówimy więc o mechanizmie nowym i nieznanym.

Problemem jest raczej to, jak ta postawa firm przekłada się na działania aktorów, celebrytów czy influencerów. Każda taka sprawa jest wyraźnym sygnałem, że nie warto podejmować tematów politycznych i społecznych, bo generuje to straty finansowe. A to oznacza, że często najliczniej obserwowani ludzie w sieci dystansują się od zajmowania stanowiska w jakichkolwiek kwestiach publicznych. Autocenzura to prezent dla każdej władzy – nie musi nic robić, by uciszyć głos sprzeciwu. Twórcy sami zamilkną w obawie przed utratą zarobku, a i firm nie trzeba straszyć konsekwencjami – specjaliści od marketingu wyprzedzą każdy ruch organów państwowych, byleby zachować „czysty” wizerunek.

Czytaj też: Jak się hoduje influencerów

Cancel culture istnieje

Od kilku lat konserwatywni publicyści straszą swoich czytelników „cancel culture” – kulturą unieważnienia. To zjawisko miałoby wyrzucać poza nawias każdego twórcę, naukowca czy osobę publiczną, która nie zgadza się z postępową wizją świata. Każdy, kto nie jest dość „poprawny”, zostanie unieważniony, a co za tym idzie, zepchnięty na margines.

Istnienie „cancel culture” przywołuje się nieraz jako ostateczny dowód na to, że postępowe poglądy nie znoszą dyskusji i szkodzą społeczeństwu. Tymczasem przyglądając się wydarzeniom w Polsce i na świecie, widać, że „unieważnianie” bardzo sprawnie idzie... konserwatystom. Zwłaszcza że mają po swojej stronie biznes, który zawsze będzie się bał kontrowersji. Ostatecznie tam, gdzie mowa o pieniądzach i wizerunku firmy, nie ma miejsca na politykę.

Czytaj też: Celebryci, którzy nudzą

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Testy antygenowe i omikron. Jak poprawnie zrobić wymaz?

Testy antygenowe na koronawirusa mają tę zaletę, że są szybkie i można je zrobić samodzielnie, ale wiele wskazuje, że w dobie omikronu będzie trzeba zmienić sposób ich wykonywania. Większa skuteczność wykrywania infekcji jest szczególnie istotna w kontekście ostatniego komunikatu WHO.

Piotr Rzymski
12.01.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną