Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Lepiej siedzieć cicho? Jak Barbara Kurdej-Szatan straciła pracę w TVP

Barbara Kurdej-Szatan Barbara Kurdej-Szatan forumgwiazd.com.pl / Forum
Na sprawę Barbary Kurdej-Szatan trzeba spojrzeć w szerokim kontekście. W gruncie rzeczy nie chodzi tu o to, czy aktorka miała prawo nazwać funkcjonariuszy straży granicznej mordercami, czy nie.

Konto instagramowe aktorki Barbary Kurdej-Szatan obserwuje 1,4 mln osób. Zwykle trafiają tu treści, w których specjalizują się polscy celebryci: trochę zdjęć z czerwonych dywanów, trochę z egzotycznych wakacji i dużo materiałów sponsorowanych. Nic specjalnego czy kontrowersyjnego. Do momentu, gdy aktorce skończyła się cierpliwość i napisała, co sądzi o działaniach straży granicznej. Jej usuniętym już wpisem zajmie się prokuratura, straciła też posadę w TVP.

Jak tłumaczył Jacek Kurski: „Obrona polskiej granicy pokazuje, jak cenna jest praca polskich służb i wojska. W Telewizji Polskiej nie może być miejsca dla osób, które szkalując i wyzywając obrońców naszych granic, same postawiły się poza wspólnotą aksjologiczną Polaków”. Okazuje się, że dziś krytyka działań SG absolutnie może być podstawą zwolnienia w mediach publicznych.

To jest straż graniczna? Jak tak można?

Czytając pełen wykrzykników post aktorki, można dojść do wniosku, że napisała go osoba będąca pod wpływem silnych emocji. Obserwując działania SG, nie wytrzymała – jej wpis jest nie tylko pełen wulgaryzmów, ale też złości i bezsilności. „To jest ku**a »straż graniczna«????? »Straż«?????????? To są maszyny bez serca bez mózgu bez NICZEGO!!! Maszyny ślepo wykonujące rozkazy!!!!! Ku**a!!!!!! Jak tak można!!!!!!! (…)”. Aktorka tłumaczyła, że ma dwoje małych dzieci i nie jest w stanie patrzeć na to, co się dzieje na granicy. Odrzuciła sugestie, że pisała swój post pod wpływem alkoholu, zapewniając, że jej odbiorcy po prostu dowiedzieli się, co czuje, gdy widzi starcia na polsko-białoruskiej granicy.

Jak się szybko okazało, aktorka trafiła w sam środek politycznych sporów. Na jej Instagramie pojawiły się całe grupy zostawiające podobne w treści komentarze, a prawicowi publicyści namawiali do bojkotu sieci Play, która zatrudnia aktorkę w reklamach. Zgłoszenie do prokuratury przesłał „Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu”. To fundacja prowadzona przez Dariusza Mateckiego, szczecińskiego radnego i polityka Solidarnej Polski. W lutym tego roku okazało się, że ma on dość duże doświadczenie w wykorzystywaniu internetu do swoich celów. Przed wyborami samorządowymi kupił cztery grupy gromadzące na Facebooku osoby zainteresowane polityką i zmienił ich nazwy na popierające PiS. Jak przyznał, nie widzi nic niemoralnego w kupowaniu użytkowników i grup. Co może tłumaczyć, dlaczego pod postem aktorki tak szybko pojawiła się zorganizowana grupa komentatorów.

Czytaj też: Polska sama nie da rady. Zachodnie media o kryzysie na granicy

Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu. I nie tylko

Odłóżmy na bok język, jakim posłużyła się aktorka, a który dla wielu może stanowić podstawę oskarżenia czy publicznego potępienia. Zdecydowanie ciekawszy jest tu mechanizm, jaki zaczął się pojawiać w polskim internecie.

Jeśli osoba publiczna (zwłaszcza popularna w social mediach) wyraża się krytycznie na temat władzy (choć nie tylko), szybko pojawia się zaniepokojona fundacja – mamy ich w Polsce kilka, poza „Ośrodkiem Monitorowania Antypolonizmu” także np. „Ośrodek monitorowania Chrystianofobii”. Działa sprawnie, zwykle uderzając nie tyle w osobę, ile w jej kontakty biznesowe, wymuszając na firmach albo ustosunkowanie się do działania influencera, albo zerwanie współpracy.

W mniejszym stopniu przeżył to kilka miesięcy temu youtuber Łukasz Stelmach, oskarżony o mowę nienawiści względem katolików. Tu sprawę podjął „Ośrodek monitorowania Chrystianofobii”. Dwie firmy – Huawei i Logitech – zdecydowały się przerwać współpracę ze Stelmachem. Play tymczasem napisał, że Kurdej-Szatan nie wypowiada się w imieniu firmy, ale może się okazać, że przy odpowiednim nacisku też zdecyduje się zerwać kontrakt.

Czytaj też: Czy Polska może zatrzymać Łukaszenkę? I jak?

Lepiej reklamować szampon i siedzieć cicho

Ten mechanizm ma wskazać osobom publicznym ich miejsce. A osoby uzależnione w dużym stopniu od kontraktów reklamowych niekoniecznie mają odwagę czy możliwość mówić, co myślą. Dlatego wielu ludzi działających w sieci decyduje się milczeć w kwestiach politycznych, ewentualnie wyraża poparcie w sposób bardzo ostrożny i dyplomatyczny, tak by nie podpaść którejś z licznych monitorujących sieć organizacji czy nie zniechęcić biznesowych kontrahentów. Nawet jeśli odbiorcy pozytywnie reagują na ostre i stanowcze deklaracje, to firmy wolą się dystansować – cóż z tego, że bojkoty konsumenckie rzadko działają. Zdecydowane poglądy nie pasują im do wizerunku.

Na sprawę Barbary Kurdej-Szatan trzeba spojrzeć w szerokim kontekście. Nie chodzi tu o to, czy aktorka miała prawo nazwać funkcjonariuszy straży granicznej mordercami, czy nie, ani o to, czy osoba publiczna może używać tylu wulgaryzmów w swoich postach. Kluczowy jest sygnał, jaki został wysłany do innych osób publicznych – słowa zbyt emocjonalne i zbyt krytyczne mogą kosztować pracę i sprowadzić na głowę prokuraturę.

Dlatego lepiej siedzieć cicho, reklamować kurtki i szampon do włosów i nie mówić do swoich odbiorców niczego, co mogłoby podważyć działania rządu. Można się spodziewać, że jeśli nastroje społeczne się utrzymają, takich spraw będzie jeszcze kilka. Pytanie tylko, co dalej. Czy osoby publiczne i działające w internecie postawią swoje zaangażowanie ponad obawy przed prokuraturą? Czy jednak dziesięć razy się zastanowią, zanim napiszą, nawet w emocjach, co sądzą o działaniach rządu PiS.

Czytaj też: Im więcej imigrantów, tym więcej generałów

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną