Polityka. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Kurator Nowak, czyli duch w narodzie nie ginie

Małopolska kurator oświaty Barbara Nowak Małopolska kurator oświaty Barbara Nowak Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Przegląd internetu pokazuje, że opinie kurator Barbary Nowak i ministra Przemysława Czarnka, nie tylko na temat inscenizacji „Dziadów”, wcale nie są odosobnione. A za słowami zwykle idą czyny.

Pani Nowak tak skomentowała inscenizację „Dziadów” Mickiewicza w reżyserii Mai Kleczewskiej: „Odradzam organizację wyjść szkolnych na spektakl »Dziady« w Teatrze J. Słowackiego. W mojej ocenie haniebne jest używanie dzieła wieszcza A. Mickiewicza dla celów politycznej walki współczesnej opozycji antyrządowej z polską racją stanu”.

Ten apel został uzupełniony przez małopolskie kuratorium (zwraca uwagę kunsztowne literaturoznawstwo): „Wskazana (...) interpretacja »Dziadów« Adama Mickiewicza jest swobodną emanacją poglądów środowiska, które pragnie kształtować spojrzenie społeczne na współczesną Polskę nie z troską, miłością należną Ojczyźnie, lecz z nienawiścią do jej rodowodu historycznego, do tożsamości narodu ugruntowanego na fundamencie tradycji cywilizacji łacińskiej. Ten spektakl zawiera i promuje treści, które pozostają w jawnej sprzeczności z celami wychowania młodych Polaków”.

Czytaj też: Małopolskie kuratorium chciało wymusić donosy na uczniach

UJ otwarty dla Belzebuba

Pani Nowak nie pierwszy raz wojuje o słuszne sprawy. W czerwcu 2021 r. perorowała: „Szok! Uniwersytet Jagielloński zamienia się w agencję towarzyską! Przygotowuje ofertę wg płci kulturowych. Pierwsza polska wyższa uczelnia, z historią od 1364 r., stosuje segregację studentów po neomarksistowsku” – to w reakcji na ankietę skierowaną do studentów, w której było pytanie o płeć (do wyboru: kobieta, mężczyzna, transkobieta, transmężczyzna, niebinarna, „nie chcę odpowiadać na to pytanie”).

W 2017 r. Centrum Kopernika w Krakowie zaprosiło z odczytem Daniela Dennetta, znanego amerykańskiego psychologa, a także radykalnego ateistę. Jego wystąpienie było zapowiedziane w Audytorium Maximum UJ. Pani Nowak ułożyła protest (podpisany przez prawie 2 tys. osób, w tym profesorów uniwersyteckich), w którym stoi: „Dennett, jeden z aktywistów tzw. nowego ateizmu, prowadzi od lat fanatyczny, skrajnie nietolerancyjny, obskurancki atak na ludzi wierzących. (...) Został zaproszony na Uniwersytet. (...) Współorganizatorami spotkania są: Centrum Kopernika (...) oraz Miasto Kraków, a wykład antyreligijnego prowokatora, nadużywającego autorytetu nauki, jest częścią projektu Wielkie Pytania w Krakowie i współfinansowany jest ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Smutne, że tak ważne instytucje promują działalność, której istotą jest właśnie fanatyzm, nienawistna pogarda dla ludzi o odmiennych poglądach. Problemem współczesnego świata nie jest religia – jest nim właśnie fanatyzm, także ten o antyreligijnym ostrzu. Wspieranie tego zjawiska w takim miejscu jak Uniwersytet Jagielloński budzi (...) żal i zarazem zdecydowany sprzeciw”.

W ustnym komentarzu pytała: „czy UJ otworzy gościnne podwoje przed Belzebubem?”.

Czytaj też: „Dziady” według Kleczewskiej. Poruszający portret Polski

Obciachowa historia z Krakowa

Niektórzy komentatorzy traktują enuncjacje p. Nowak (i im podobne) w kategoriach tragifarsy. Słusznie, ponieważ atak na inscenizację teatralną (notabene bez jej oglądnięcia), porównywanie najstarszej polskiej uczelni do agencji towarzyskiej czy tropienie w niej Belzebuba są na pewno wydarzeniami komicznymi. Ale nie tylko.

Tak się składa, że spotkałem się wcześniej z Dennettem na jednym z międzynarodowych kongresów filozoficznych. Podszedłem do niego przed jego krakowskim odczytem – z uśmiechem i znaczącym mrugnięciem okiem powiedział: „Uważaj, bo witasz się z wiadomo kim”. „Uspokoiłem” go, wyjaśniając, że w kręgach zbliżonych do p. Nowak mam podobną opinię co on, ale nie było wątpliwości, że wybitny intelektualista zachodni traktował całą historię jako – by użyć młodzieżowego slangu – wielce obciachową.

I tak ujmując rzecz poważniej, głupoty wygadywane przez osobę kierującą publiczną edukacją w jednym z najważniejszych regionów kraju zwyczajnie kompromitują nasz poziom cywilizacyjny, i to w oczach nie byle kogo. Panią Nowak wspomógł lokalny Klub „Gazety Polskiej”. Wprawdzie demonstracja zgromadziła niewielu uczestników, ale sam fakt, że się odbyła, świadczył o jakimś społecznym rezonansie opowieści o Belzebubie atakującym UJ. Odczyt Dennetta miał tytuł „Od bakterii do Bacha i z powrotem” – dotyczył ewolucji ludzkiego umysłu, problemu bardzo żywo dyskutowanego przez filozofów, psychologów i przyrodników, a w szczególności nie było w nim nic o religii. Zgodnie ze standardami polemiki uosabianymi przez p. Nowak w jej antydennettowskich filipikach nie było nic o jego naukowych osiągnięciach (dobrozmieńcy z reguły przemilczają dokonania swych adwersarzy i lubują się w podawaniu fałszywych informacji mających kompromitować ich „wrogów”).

Czytaj też: Daniel Dennett o wzmożeniu wokół religii i polityki

Ministra Czarnka oględna reprymenda

Ministrem szkolnictwa wyższego był wtedy (w 2017 r.) p. Gowin. Nie przyłączył się do krucjaty p. Nowak przeciwko „nowemu” Belzebubowi – wręcz przeciwnie, całkowicie odciął się od tej akcji. Pan Czarnek, następca p. Gowina i kierownik imperium złożonego ze wszystkich rodzajów edukacji, ocenił p. Nowak inaczej niż jego poprzednik, tj. bardzo wysoko: „W moim przekonaniu pani kurator Barbara Nowak wykonuje funkcję wzorowo, znakomicie przykładając się do swojej pracy. Jest jednym z najlepszych kuratorów w Polsce w ogóle, nie tylko dzisiaj, ale w ogóle w historii”.

Dla sprawiedliwości uzupełniam, że p. Czarnek dodał: „Niektóre jej komentarze na Twitterze prywatnym mogłyby być delikatniejsze. Zwróciłem uwagę pani Barbarze Nowak na ostatni jej komentarz pod adresem władz Uniwersytetu Jagiellońskiego [o agencji towarzyskiej], w którym rzeczywiście dzieją się bulwersujące rzeczy, ale historia Uniwersytetu Jagiellońskiego, wspaniała, piękna, z której jesteśmy dumni, powoduje, że słów niektórych pod adresem tego uniwersytetu nie powinna używać również na Twitterze prywatnym”.

Nagana pana ministra pod adresem pani kurator małopolskiej jest jednak, jak łatwo zauważyć, dość oględna, gdyż kwestionuje użycie pewnych słów, ale podkreśla, że UJ to miejsce, „w którym rzeczywiście dzieją się bulwersujące rzeczy”. Kto wie, może gdyby nie reprymenda ze strony p. Czarnka, usłyszelibyśmy od kogoś, że UJ to agencja towarzyska, bo k...wi się za pieniądze otrzymane od Sorosa.

Szostkiewicz: „Dziady”. Reaktywacja

Zbawienie dzieci i herezje Czarnka

Zważywszy na ocenę p. Nowak przez p. Czarnka, nie dziwi, że podzielił jej stanowisko o „Dziadach” w Teatrze Słowackiego, zmyślnie wplatając wątek edukacji klasycznej i zbawienie dzieci. Rzekł: „Czym jest edukacja klasyczna? Najkrócej rzecz ujmując, jest to edukacja, która stawia na wychowanie do dobra, do piękna i, co najważniejsze, do prawdy. I chyba nie musimy sobie wyjaśniać i dodatkowo jeszcze argumentować, że jest to niezwykle ważne dzisiaj, w czasach, kiedy piękno jest zdeformowane, jak choćby tam w Krakowie, gdzie zamiast »Dziadów« powstaje dziadostwo. Bardzo dziękuję pani kurator za reakcję. Nie wolno siedzieć cicho i milczeć w obliczu właśnie deformowania piękna i bezczeszczenia sztuki, kiedy prawda jest deformowana na skalę niespotykaną. Wystarczy włączyć telewizor na odpowiednie kanały i zobaczyć, jak wylatuje z ekranu kłamstwo, jak na dłoni. Nie będę cytował dzisiejszych wystąpień co niektórych polityków, tzw. polityków, a tak naprawdę kłamców, antypolskich kłamców”.

Dodał, że szkoła ma uczyć „nowocześnie rzeczy najważniejszych. Ale co to są rzeczy najważniejsze? Gdybyście mnie państwo zapytali, czego ja chcę dla swoich dzieci, to w pierwszej kolejności chcę, żeby się zbawiły. Wydaje mi się, że dramatem w czasach dzisiejszych jest odcięcie człowieka od perspektywy zbawienia. Jak te dzieci mają się zbawić? One się zbawią tylko wówczas, kiedy nie będą kłamały, kiedy nie będą cudzołożyły, kiedy nie będą zabijały – czyli kiedy będą przestrzegać dziesięciu przykazań Bożych, uniwersalnych rzeczy, które stanowią o dobru człowieka”.

Z pewnym zakłopotaniem notuję, że p. Czarnek jest chyba na bakier z katolicką teologią dogmatyczną, ponieważ twierdzi, że człowiek (w tym wypadku dziecko) może zbawić się sam. Ustęp 1949 Katechizmu Kościoła Katolickiego uczy: „Człowiek, powołany do szczęścia, ale zraniony przez grzech, potrzebuje zbawienia Bożego. Pomoc Boża zostaje mu udzielona w Chrystusie przez prawo, które nim kieruje, i przez łaskę, która go umacnia”. Człowiek wedle teologii katolickiej może jedynie zabiegać o zbawienie, natomiast nie jest władny sam osiągnąć tego stanu rzeczy. Wprawdzie nie czuję się upoważniony do napominania p. Czarnka w materiach religijno-eschatologicznych, ale nie wykluczam, że powinien być wezwany przed oblicze np. p. Jędraszewskiego (w końcu to wiceprzewodniczący episkopatu) i pouczony, aby nie rozpowszechniał treści o heretyckim posmaku.

Passent: „Dziady” solą w oku kolejnego reżimu

Co na to wszystko Piotr Gliński?

Wielu komentatorów nie może oprzeć się pokusie porównywania „Dziadów” z 2021 r. z tymi z 1968, tj. w inscenizacji Kazimierza Dejmka w Teatrze Narodowym w Warszawie, zdjętej przez cenzurę w końcu stycznia 1968. Choć uważam zestawienia państwa tzw. dobrej zmiany z PRL za zasadne w wielu punktach i sam często czynię stosowne porównania, nie zgadzam się w tym wypadku. Dokładniej mówiąc, analogie widzę w czymś innym niż w losach obu spektakli.

Podstawowa różnica jest taka, że krakowskie „Dziady” nie zostały na razie zdjęte z afisza. W pełni doceniając niebywałą moc polityczną p. Nowak i p. Czarnka, nie sądzę, aby mogli spowodować skutek w postaci zabronienia dalszych przedstawień dramatu Mickiewicza w Teatrze Słowackiego. Trudno przypuścić, aby zmiana Konrada w „Konradkę” mogła wygenerować takie następstwa jak słynna scena Konrada (granego przez Gustawa Holoubka) ukazującego się w kajdanach.

Być może p. Nowak zorganizuje protest z udziałem plutonu zwolenników p. Bąkiewicza, domagających się, aby wrócić do męskiej płci bohatera dramatu, ale taka inicjatywa prawdopodobnie skończy się podobnie jak próba zablokowania odczytu Dennetta-Belzebuba. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że jeszcze wszystko przed nami, że pierwsze oznaki niezadowolenia władz ze spektaklu wyreżyserowanego przez Dejmka pojawiły się w listopadzie, a więc przeszło dwa miesiące przed decyzją cenzury, natomiast premiera „dziadostwa” (jak powiada p. Czarnek) miała miejsce raptem kilkanaście dni temu – to wszystko sprawia, że nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca.

Być może p. Gliński, znany protektor „obiektywnej” kultury, tak ułoży finansowanie narodowej sceny im. Słowackiego, że jej dyrekcja zostanie zmuszona do zaprzestania kontynuowania przedstawień „Dziadów” i w ten sposób aktywista odpowiedzialny za ojczyste dziedzictwo zastąpi działania dawnego Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, którego obecnej władzy chyba bardzo brakuje.

Czytaj też: Najbardziej szokująca jest klasyka

Kleczewska na dywanik. Jak Dejmek

Poczekamy, zobaczymy… Są pewne podobieństwa związane z „Dziadami 1968” (w gruncie rzeczy powinno się pisać: „Dziadami 1967/1968” z uwagi na konsekwencje zdjęcia tego przedstawienia dla wydarzeń w marcu 1968) i „Dziadami 2021”, na które warto zwrócić uwagę. Od razu uderza niejaka zbieżność stylu argumentacji wtedy i teraz. Dejmek został wezwany do Wydziału Kultury KC PZPR, gdzie mu oświadczono, że jego inscenizacja jest „antyrosyjska, antyradziecka i religiancka”, natomiast sam Gomułka określił ją jako „nóż w plecy przyjaźni polsko-radzieckiej”.

Można sobie wyobrazić, że wspomniany p. Gliński podejmie p. Kleczewską w swoim biurze i powie jej, a właściwie powtórzy za p. Nowak i p. Czarnkiem, że przygotowała przedstawienie haniebne, nacechowane nienawiścią, deformujące piękno i prawdę na skalę niespotykaną, bezcześci sztukę, ale przede wszystkim jest antyreligijne i odcina ludzi od zbawienia, zaś Jego Ekscelencja pójdzie śladem towarzysza Wiesława i proklamuje, że spektakl wykorzystuje „Dziady” do wbijania noża w polską rację stanu, w szczególności do politycznej walki totalnej opozycji z rządem, która nie kieruje się troską i miłością należną Ojczyźnie, lecz nienawiścią do jej rodowodu historycznego, do tożsamości narodu ugruntowanego na fundamencie tradycji cywilizacji łacińskiej i łączy to z fanatycznym, skrajnie nietolerancyjnym, obskuranckim, prowokacyjnym atakiem na ludzi wierzących. Spodziewać się należy dalszego rozwinięcia tej narracji przez dodanie: „w myśli wskazań lewackich haseł dominujących w niektórych państwach należących do UE”. Leksykalne żargony, które dzieli ponad 60 lat, są oczywiście różne, ale cechuje je ten sam zideologizowany styl.

Czytaj też: Ile w rządach PiS jest podobieństwa do czasów PRL

Tradycyjny duch w narodzie nie ginie

Trudno dziś oszacować, na ile antysemicki (jeśli ktoś woli – antyżydowski) i antyinteligencki żargon kampanii politycznej z lat 1967–68 miał szersze poparcie społeczne. Było różnie, w zależności od miejsca, np. był bardziej wzięty w Warszawie czy Łodzi niż Krakowie. Ale błędem jest przekonanie, że ówczesne hasła były popularne w części obozu ówczesnej władzy i jej, z reguły podpitych, akolitów wysyłających syjonistów do Syjamu. Napisy „Won do Izraela” pojawiały się dość często na drzwiach osób pochodzenia żydowskiego. Paroletnia córka mojego przyjaciela z Warszawy, Żyda z pochodzenia, przyszła raz z płaczem do domu i pytała: „Tato, dlaczego to źle być Żydówką? Inne dzieci mnie tak przezywają”.

Przegląd internetu pokazuje, że opinie p. Nowak i p. Czarnka wcale nie są odosobnione. Oto kilka przykładów: „ja widzę jedną konsekwencję: że jeśli któryś nauczyciel nie wiedział, to teraz już wie, że to przedstawienie jest bieżącą nawalanką polityczną pod pretekstem inscenizacji »Dziadów« i się zastanowi, czy jest sens zabierać na nią dzieciaki, czy osiągnie założony cel edukacyjny”; „ksiądz Piotr jest pedofilem. A Becu pisowskim agentem, za co zresztą spotyka go słuszna kara”; „[Kleczewska] biedne dziewczę po psychologii, większość swoich premier wystawiające na deskach teatralnych w takich metropoliach jak Bydgoszcz czy Opole. Tak, ta żenada trzyma się kupy... zwłaszcza kupy”; „Podpiera się taka owaka Mickiewiczem i montuje te swoje frustracje w »Dziady«. Zamknąć taką do pierdla za kradzież praw autorskich, zaraz by się nauczyła moresu”; „Co te lewackie brednie mają wspólnego z »Dziadami«, ta pani reżyser powinna swoje sztuki opierać o myśli Stalina”; „tak, obserwujemy marsz komuchów przez instytucje, w tym przypadku przez teatry”; „Pisz, lewaku, co ci ślina na język przyniesie, lewackie bojówki sraczki dostają! Nie powinno się pozwalać żydostwu interpretacji POLSKICH WIESZCZY!!! Oni mają wyssane z mlekiem swych matek, aby pluć na Polskę i Polaków!”.

To ostatnie świadczy, że tradycyjny duch w narodzie nie ginie, i przypomina wspomniane wyganianie syjonistów do Syjamu, chociaż obecnie inne mniejszości przejęły rolę Żydów. Warto się zastanowić, jak wygląda i jak jest znaczne „ludowe” poparcie autorytarnopodobnej władzy w Polsce, bo zwykle bywa tak (parafraza Leca): „Styl jest stały, tylko słowa się zmieniały”. A za słowami idą czyny.

Czytaj też: „Wesele”. Film, który podzielił Polskę

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Guru strategii i willa na Żoliborzu

Jacek Bartosiak to prawnik i popularny w PiS geopolityk amator. Głosi nieufność wobec Zachodu, twierdzi, że Polska bez pomocy NATO może wygrać z Rosją. Jego kancelaria adwokacka przez siedem lat działała w domu żony Rogera de Bazelaire. To były dyrektor finansowy kremlowskiego oligarchy Michaiła Fridmana.

Tomasz Piątek
17.01.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną