Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Społeczeństwo

Testomania ad Hoc. Kuriozalne pomysły PiS przy piątej fali pandemii

Test na obecność koronawirusa w jednej z gliwickich aptek Test na obecność koronawirusa w jednej z gliwickich aptek Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl
Irracjonalne decyzje obecnej władzy mają niewiele wspólnego z efektywnym przeciwdziałaniem pandemii. Są obliczone na przeczekanie trudnego okresu z możliwie małymi stratami politycznymi.

Pod koniec zeszłego roku p. Hoc, poseł PiS, przedstawił w Sejmie projekt ustawy regulującej ważne kwestie w związku z przeciwdziałaniem kolejnej, już piątej, fazie pandemii i ewentualnym następnym, które są spodziewane. Tzw. lex Hoc przewidywał m.in. wprowadzenie obowiązkowych szczepień dla określonych grup społecznych, w szczególności lekarzy i nauczycieli, oraz prawo pracodawcy do weryfikacji paszportów covidowych.

Projekt był procedowany przez prawie sześć tygodni, popierany przez opozycję i wiele środowisk, m.in. przedsiębiorców, a także związki zawodowe. Nagle sytuacja się zmieniła i do Sejmu wpłynął nowy pomysł legislacyjny, zwany różnie: lex Hoc 2.0, lex Rychlik (od nazwiska promotora, oczywiście też posła PiS) i wreszcie lex Kaczyński – to ostatnie określenie okazało się zwycięskie z uwagi na to, że proteguje je sam Jego Ekscelencja.

Wewnętrzny imperatyw testowania

Nowy projekt, właśnie odrzucony przez Sejm, znosił obowiązek szczepień (poza służbą zdrowia), a weryfikację paszportów zastąpił masowym testowaniem. Sam p. Hoc znalazł się w kłopotliwej sytuacji. Z jednej strony nie ukrywał, że jest zawiedziony niepowodzeniem ustawy sygnowanej jego nazwiskiem, z drugiej strony jako karny żołnierz służący pod sztandarem Nowego Lidera Wolnej Europy znalazł rozwiązanie, deklamując, że lex Hoc 2.0 jest uzupełnieniem jego projektu: „Forma już jest, konsensus jest, dopracowujemy naprawdę takie kwestie, które dadzą nam perspektywiczne przesłanki do zdecydowanych działań”.

Zapytany, co jest celem korekty pierwotnego projektu, precyzyjnie odpowiedział: „Przede wszystkim testowanie. Nie tylko promocja, ale też taki wewnętrzny imperatyw testowania przede wszystkim”. Przypomina to nauki niejakiego Immanuela Kanta o wewnętrznym imperatywie moralności. Niewykluczone, że p. Hoc hołduje takiej myśli filozofa z Królewca, mianowicie: „niebo politycznych gwiazd (zbyteczne dodawać, o kogo chodzi) nade mną, wewnętrzny imperatyw testowania we mnie”.

Wedle szacunków, aby ów oblig stał się rzeczywistością, trzeba by wykonać ok. 2 mln bezpłatnych testów dziennie – na razie jest ich mniej niż 200 tys. „Mędrcy” z otoczenia Handlarza Pokościelnym Mieniem Bezspadkowym podjęli wyzwanie i wykoncypowali, że testować będą apteki. Zaczęto to wprowadzać jeszcze przed procedowaniem lex Kaczyński i okazało się, że ok. 100 aptek na ponad 13 tys. jest gotowych do przeprowadzenia tej operacji. To powód, aby cały koncept określić jako testomanię ad Hoc, inspirowaną przez Jego Ekscelencję.

Czytaj też: Upadek lex Kaczyński. Wypadek przy pracy czy początek końca PiS?

Decyzja w warunkach pewności i ryzyka

Powyższa historia każe skreślić parę uwag na temat teorii decyzji, specjalności wykorzystującej zaawansowany aparat matematyczny i mającej wiele zastosowań, także w badaniu wyborów dokonywanych w ważnych i trudnych sytuacjach społecznych.

Ogólny schemat jest taki: rozważamy proces decyzyjny, którego realizatorem jest jakiś podmiot, zwany decydentem, mogący być człowiekiem lub grupą osób (decyzje coraz częściej są podejmowane przez urządzenia podpadające pod określenie „sztuczna inteligencja”). Decyzja polega na wyborze jednej z możliwości (alternatyw) działania. Często zawęża się wybór do takiego, który prowadzi do jednej z dopuszczalnych decyzji, tj. takich, które spełniają pewne założone ograniczenia, np. trener drużyny piłkarskiej wybiera skład z uwagi na możliwość sukcesu w postaci remisu lub wygranej, ponieważ przegrana nie jest brana pod uwagę. Ten ostatni przykład ilustruje to, że decyzja ma być optymalna z uwagi na pewien cel, w tym przypadku osiągnięcie sukcesu np. warunkującego pozostanie w ekstraklasie.

Decyzje dzielą się na podejmowane w warunkach pewności, w warunkach ryzyka i w warunkach niepewności, a więc szacowania, czy i jakie stany świata nastąpią. Jeśli wiemy, co nastąpi, wybieramy w warunkach pewności, tj. prawdopodobieństwo wystąpienia danego stanu świata wynosi 1. Niech tym stanem będzie kupno nowego komputera przy założeniu, że uczynimy to na pewno. Ustalamy przy tym, że kupimy najtańszy, ale należący do pewnej klasy z uwagi na jakość. Wybór jest optymalizowany ceną i tylko nią, przy czym komputer ma być sprawny.

Decyzje w warunkach ryzyka polegają na tym, że wystąpienie stanów świata jest znane nie z pewnością, ale z matematycznie wyznaczalnym prawdopodobieństwem, np. mamy prawdopodobieństwo statystyczne wystąpienia wypadku samochodowego na pewnej drodze i chcemy to zminimalizować, więc decydujemy się na ograniczenie prędkości. Wszelako musimy też brać pod uwagę, że celem kierowcy jest dojechanie do danego miejsca, a skoro tak, to musimy wybrać takie ograniczenie prędkości, które umożliwia dojazd w rozsądnym czasie.

Czytaj też: Lex Kaczyński, czyli pies z głową kota

Tendencja do obchodzenia prawa

Przy decyzjach w warunkach pewności i ryzyka ułożenie macierzy kombinacji pewności lub prawdopodobieństwa z użytecznością wyboru jest stosunkowo proste. Inaczej jest w warunkach niepewności, gdy nie potrafimy oszacować prawdopodobieństwa przyszłych stanów świata.

Od razu trzeba uczynić ważne zastrzeżenie. W języku potocznym terminy „niepewność” i „ryzyko” są bliskoznaczne. Tedy powiedzenia „działam w warunkach ryzyka” i „działam w warunkach niepewności” wyrażają podobne rzeczy. W teorii decyzji jest inaczej, ponieważ, jak to wynika z powyższych wyjaśnień, ryzykuję wtedy, gdy nie wiem czegoś na pewno, ale znam stosowne prawdopodobieństwa, natomiast wybieram w warunkach niepewności, gdy nie znam rozkładów probabilistycznych (statystycznych) parametrów tego, czego moje decyzje dotyczą.

Laplace, matematyk i filozof żyjący w XVIII w., zaproponował takie kryterium racjonalnej decyzji w warunkach niepewności: uznaj, że wystąpienia poszczególnych stanów są równo prawdopodobne, i wybieraj to, co przynosi największą korzyść. W tym wypadku korzystamy z kryterium maksymalizacji korzyści, np. gramy w ruletkę, może wypaść każdy wynik, a więc obstawiamy tak, aby uzyskać największą korzyść, gdy wynik będzie po naszej myśli. Możemy też kierować się kryterium minimalizacji straty, np. gramy w totolotka, zakładamy, że wszystkie wyniki (albo ich przeważająca większość) mogą wystąpić z równym prawdopodobieństwem, a więc stawiamy tak, aby wiele nie stracić.

Czytaj też: PiS w wersji turbo. Odwieczna metoda Kaczyńskiego, gdy robi się źle

Są rozmaite bardziej zawansowane kryteria, ale je pomijam ­– zawsze przy decyzjach w warunkach niepewności trzeba się kierować użytecznością. To ostatnie sprawia, że niepewność nie jest stanem kompletnej niewiedzy, ale tylko częściowej. Zatem także przy decyzjach w warunkach niepewności operuje się pojęciem prawdopodobieństwa, aczkolwiek nie (czy też rzadko) w ścisłym sensie, ale jako niezbyt określoną miarą naszego przekonania, że coś nastąpi lub nie.

Zawsze jednak, przynajmniej w teorii decyzji, postuluje się, aby decyzja była racjonalna, tj. podjęta w oparciu o optymalne diagnozy i prognozy. W przypadku decyzji stanowiących prawo ważne jest, aby brać pod uwagę skutki takich, a nie innych ustanowień, np. to, że zbyt skomplikowane uregulowania prawne, zwłaszcza w sytuacji niezbyt wysokiej świadomości legalistycznej (tj. tendencji do przestrzegania prawa), zachodzi duże ryzyko (w intuicyjnym sensie), że pojawi się tendencja do obchodzenia (niewykonywania) obowiązków nakładanych przez przepisy.

Czytaj też: Skąd się bierze lekceważący stosunek Polaków do prawa

Szczepienia, czyli decyzje racjonalne

Zdecydowana większość decyzji podejmowanych w sprawach społecznych to wybory w warunkach niepewności, ewentualnie z elementami ryzyka, gdy znane są częściowe prawdopodobieństwa wystąpienia stanów świata. Tak też jest w wypadku pandemii.

Rozpocznę od prostego przykładu. Osoba X stoi przed wyborem: (a) nie zaszczepić się, (b) zaszczepić się. Wedle danych medycznych wybór (a) zwiększa ryzyko (w sensie intuicyjno-probabilistycznym) ciężkiego przebiegu covid-19, a nawet zgonu, a wybór (b) – zmniejsza. Przy założeniu, że życie i zdrowie są korzyścią, wybór (b) jest racjonalny, natomiast (a) – irracjonalny.

Przyjmijmy, że szczepionki są nieskuteczne lub skuteczne w niewielkim stopniu, niektórzy mówią tak o tzw. dawce przypominającej. Zwolennik szczepień powinien argumentować, że jeśli się zaszczepi, to nic nie straci, jeśli szczepionka jest nieskuteczna, a zyska (może nawet wiele), o ile jest skuteczna, natomiast przeciwnik szczepień może wiele stracić przez przyjęcie postawy (a) i nic nie zyskać, gdy zdecyduje się na (b).

Byłoby inaczej, gdyby szczepienia (w miarę) masowo powodowały złe skutki, np. niepłodność, ale badania medyczne nic takiego nie sugerują. W konsekwencji wybór (b) jest znowu decyzją racjonalną, a wybór (a) – irracjonalną. Dodam jeszcze, że argumenty przeciwników szczepień w rodzaju: nauka kłamie, bo jest opłacana przez wielkie koncerny farmaceutyczne, a szczepionki są produkowane dla krociowych zysków producentów, mają charakter szukania dziury w całym i tylko zwiększają irracjonalizm w preferowaniu (a).

Powyższa analiza brała pod uwagę tylko aspekty indywidualne. Trzeba jednak pamiętać, że decyzje jednostek mają też poważne znaczenie społeczne, ponieważ nieszczepienie się przez jakiegoś (jakąś) X zwiększa ryzyko zakażenia się tych, którzy stykają się z tą osobą. Tak więc osoby nieszczepiące się są odpowiedzialne nie tylko za siebie, ale również za tych, z którymi stykają się notorycznie, np. żyjąc w tym samym gospodarstwie rodzinnym, a nie owijając rzeczy w tzw. bawełnę: przejawiają postawę nieodpowiedzialności.

Czytaj też: Zaszczepieni też chorują. Trzecia dawka jest niezbędna

Racjonalność polityczna nad epidemiczną

Pan Duda zorganizował panel ekspertów na temat szczepień. Odbył się w Pałacu Prezydenckim pod egidą TVP ze szczególnym wyeksponowaniem kanału (Dez)Info. Dwóch moderatorów przekazywało pytania do ekspertów, najwyraźniej pochodzące od zwolenników(czek) stanowiska (a). Chyba nikt nie zapytał, co zrobić, aby powstrzymać pandemię, natomiast przeważały wątpliwości, czy szczepienia są skuteczne.

Odezwał się też p. Duda: „Ile jest ciężkich przypadków covid u dzieci poniżej 12. roku życia i skoro szczepionka chroni tylko przed ciężkim przebiegiem, to po co szczepić dzieci?”. Odpowiedź specjalistki w zakresie pediatrii pokazała, że pytający pozostaje w ostrym cieniu mgły w sprawach pandemii. W ogólności eksperci wypowiadali się rzeczowo, ale nie wygląda na to, aby byli w stanie przekonać „suwerena”.

Są tego i inne świadectwa. Okazuje się, że wśród parlamentarzystów latoś (a właściwie zimą) obrodziło antyszczepionkowcami. Wypada sprecyzować, że są wśród nich zarówno (niektórzy) konfederaci, jak i kilku dobrozmieńców. Jedni i drudzy mienią się wolnościowcami, ale o ile pierwsi zabiegają o poparcie wśród anarchistycznej młodzieży i w tym sensie można uznać, że preferują racjonalność polityczną ponad epidemiczną, o tyle drudzy są, by tak rzec, rzeczywistymi irracjonalistami.

Czytaj też: Szpitale nie są gotowe na piątą falę. „Nikt nic nie wie”

Dużą rolę w tej grupie odgrywa p. Kowalski (Janusz). Niby namawia do szczepień, ale od razu dodaje, że „decyzja, czy się szczepić, czy chorować, to decyzja każdego obywatela. Nie można odbierać milionom obywateli praw i wolności” – taki wybór jest manifestacją wolnej woli człowieka. Pani Kurowska, ta sama, która przekonywała, że postawienie figurki Andrzeja Boboli w Sejmie uspokoiło sytuację na granicy polsko-białoruskiej, niedługo potem zajęła się pandemią i autorytatywnie oświadczyła: „Omikron, którym jesteśmy teraz tak epatowani i straszeni, ten omikron, nikt nie powiedział, że on jest najbardziej niebezpieczny, wręcz odwrotnie. Omikron, się okazuje, jest bardzo łagodny, jest tylko bardziej zaraźliwy. Co to oznacza? Że się łatwiej nim zarażamy. Ale ponieważ nie jest niebezpieczny, w związku z tym uważam, że nie mamy się co tak bardzo bać”.

Pan Kowalski jest prawnikiem (z ostrożności powiedziałbym, że skończył prawo), p. Kurowska absolwentką ekonomii, więc oboje mają niekwestionowane kompetencje do kwestionowania opinii specjalistów epidemiologów i modeli matematycznych. To jest właśnie uderzający przykład ignorowania kryteriów racjonalnego podejmowania decyzji.

Czytaj też: Omikron kontra testy. Zgłosiło się niewiele aptek

Covid-19. Absurdalne diagnozy i metody PiS

W sytuacji pandemicznej decyzje władzy są co najmniej równie ważne co postanowienia indywidualne, ponieważ (co już wcześniej zaznaczyłem) dotyczą kształtu życia zbiorowego w bardzo społecznej (nie tylko chorobowej) sytuacji związanej z koronawirusem. Jest rzeczą oczywistą, że powinny być racjonalne w sensie odwoływania się do ustalonej (nawet relatywnie do danego momentu) wiedzy eksperckiej, szybkie, skuteczne i łatwo realizowalne.

To, co wyczynia obecny polski rząd, jest akurat całkowicie na bakier z powyższymi kryteriami. Po pierwsze, decydenci ignorują wiedzę (doprowadziło to do rezygnacji 13 członków z zasiadania w Radzie Medycznej) i rozwiązania przyjmowane w krajach lepiej radzących sobie z pandemią. Zamiast tego mamy zalew głupot (nawet zabobonów) serwowanych przez p. Kurowską czy p. Kowalskiego.

Dalej opowiada się rozmaite bzdury matematyczne podobne do ścinania stożków statystycznych przez p. Kraskę, np. p. (G)Dera zapodał ostatnio, że w Polsce umiera więcej osób niż w wielu innych krajach, bo mamy więcej mieszkańców niż np. Dania. Zapomniał jednak o tym, że umieralność liczy się przede wszystkim procentowo, a nie w liczbach bezwzględnych. Pan Kaleta (Piotr), wysuwający się na czoło dobrozmiennych absurdowiczów, opowiada, że opinie ekspertów są niewielkiej wagi, ponieważ sytuacja się zmienia i rząd musi dostosowywać swoje poczynania do bieżących potrzeb.

Pani Zalewska zauważa, że po co wprowadzać obostrzenia, skoro inne kraje je znoszą, ale pomija fakt, że dzieje się to tam, gdzie wszczepienie wynosi co najmniej 70 proc. Decyzje są spóźnione, np. te, które mają zapobiegać piątej fali, zostaną zapewne uchwalone po jej zakończeniu. Przykład z aptekami pokazuje, że podejmuje się działania, które nie mogą być skuteczne.

I wreszcie chyba najbardziej kuriozalny pomysł z lex Kaczyński, że wojewoda ma nałożyć na wniosek danego pracodawcy wysoką grzywnę na osobę niezaszczepioną, która zaraziła innych. Ten, kto opracuje efektywną metodę sprawdzania, kto przy masowych kontaktach, np. w sklepach, został zakażony przez taką lub inną osobę, zasługuje na specjalną nagrodę. Pomijając już to, pomysł „opłaty za zarażenie” – chyba autorstwa Nowego Lidera Wolnej Europy, bo to pasuje do jego pojmowania działania prawa – dawał okazję do nadużyć, donosicielstwa, protekcjonizmu, nieufności czy podziałów w zespołach pracowniczych.

Reasumując, irracjonalne decyzje obecnej władzy mają niewiele wspólnego z efektywnym przeciwdziałaniem pandemii. Są obliczone na przeczekanie trudnego okresu z możliwie małymi stratami politycznymi. Temu pomoże obciążenie innych odpowiedzialnością za koszty społeczne: „naszych poprzedników”, opozycji, KE, lekarzy, aptekarzy, przedsiębiorców, pracowników, uchodźców, cyklistów itd. „Wszystko było po naszej myśli, tylko oni przyszli” – to dewiza dobrozmieńców.

Czytaj też: Spotkanie u premiera w sprawie piątej fali. Tylko po co?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną