Rabat na prenumeratę cyfrową Polityki

kup taniej do 50%

Subskrybuj
Społeczeństwo

Anna Wendzikowska alarmuje o mobbingu. To ważny zwrot, kropla drąży skałę

Anna Wendzikowska Anna Wendzikowska Radosław Nawrocki / Forum
Anna Wendzikowska miała doświadczać długotrwałego mobbingu – nie wynikającego ze złych interakcji międzyludzkich, ale z dehumanizującej organizacji i wyceny pracy. To chyba pierwszy w Polsce przypadek, gdy ujawnienie mobbingu spotyka się z tak jednoznaczną reakcją.

W sobotę 1 października Anna Wendzikowska, do niedawna gwiazda pasma śniadaniowej telewizji „Dzień Dobry TVN”, opublikowała na Instagramie post informujący o powodach jej odejścia z programu. Prezenterka miała doświadczać długotrwałego mobbingu – nie wynikającego ze złych interakcji międzyludzkich, ale z dehumanizującej organizacji i wyceny jej pracy.

Wydaje się, że ktoś, kogo znamy z ekranów, zawsze uśmiechniętego, w modnych kreacjach, starannym makijażu i fryzurze, to ostatnia osoba, jaką należałoby podejrzewać, że jest ofiarą mobbingu. Pozornie ma przecież co trzeba – prestiż, kontakty, urodę. Anna Wendzikowska, prezenterka TVN, która zdawała relację z Oscarów i innych wielkich gal tego typu, podzieliła się jednak wyznaniem, że to wszystko – uroda, znajomości, oglądalność – wcale nie musi oznaczać komfortu pracy i gwarancji szczęścia.

Prezenterka od lat zmaga się z depresją, którą wywołało traktowanie w miejscu pracy: wyśrubowane standardy dotyczące jej materiałów, stała groźba zakończenia współpracy, jeśli nie wywiąże się ze zleconego zadania (co sprawiło, że ryzykowała poród w samolocie, by zdać relację z jakiegoś wydarzenia w Hollywood), okłamywanie jej co do osiąganych wyników oglądalności. W rezultacie jedna z najbardziej lubianych i rozpoznawalnych osób, na wizji wiecznie uśmiechnięta i wyglądająca „jak milion dolarów”, zmagała się z patologicznie niską samooceną, co doprowadziło do depresji i wreszcie skłoniło ją do odejścia ze stacji.

Mobbing. „Kto nie pracuje, ten nie je”

Choć sprawa dotyczy specyficznego pracodawcy, tak naprawdę takie traktowanie pracowników dotyczy nie tylko branży medialnej, ale też wielu innych firm, które – podobnie jak media – charakteryzują się tym, że zatrudniają osoby o dość wąskiej specjalizacji i zarazem wysokich kompetencjach, które jednak nie mogą wyjechać z kraju i realizować się w innym języku niż polski – albo taki wyjazd kosztowałby je zbyt wiele.

Splot okoliczności zatrudnienia i rozwiązań prawnych tworzy idealne podglebie pod toksyczne środowisko pracy, w którym mobbing okazuje się narzędziem do maksymalizacji zysków przedsiębiorstwa. Przede wszystkim warto spojrzeć na zapis kodeksu pracy o tajności wynagrodzeń, skutecznie uderzający w solidarność pracowniczą. Innym problemem jest promowanie elastycznych form zatrudnienia – w mediach, ale nie tylko, częste są kontakty na umowę o dzieło albo współpraca z osobami prowadzącymi działalność gospodarczą. Oznacza to de facto brak ochrony w przypadku ciąży czy choroby, brak prawa do urlopu ani nawet gwarancji... stałych stawek wynagrodzenia.

W jednym z kolejnych postów Anna Wendzikowska ujawniła, że podwykonawcy jej dawnej stacji otrzymywali honoraria wycenione „z dołu”, czyli dopiero po emisji materiału. Według jakich kryteriów – nikt nie wiedział. Więc tym bardziej każdy się starał. W takich warunkach pracy nie ma miejsca na choroby, gorsze okresy, depresje, załamania czy osobiste kryzysy – wszystko odbija się na stanie konta. Zasada „kto nie pracuje, ten nie je”, przywoływana przez wielu polskich liberalnych konserwatystów, może mieć realne konsekwencje. Nawet w świecie pozłoty i prestiżu.

Nie tylko Wendzikowska

Co ciekawe, wyznanie Anny Wendzikowskiej spotkało się z niezwykłym przejawem solidarności wielu innych osób z medialnego pierwszego rzędu. Na Instagramie z miejsca poparła ją Karolina Korwin-Piotrowska, pisząc, że wspiera ją w jej decyzji o upublicznieniu mobbingu. Korwin-Piotrowska „przedrukowała” też post instagramowej psychiatrki Mai Herman: „To nie TVN powoduje mobbing, to dane osoby. To, że wyższe piętra lubią udawać, że nic się nie dzieje, bo oglądalność się zgadza, to inna sprawa...”.

Na post Wendzikowskiej odpowiedziały gwiazdy telewizji i estrady, m.in. Agnieszka Woźniak-Starak czy Kasia Cichopek. Jak przyznała zatrudniana przez TVN Woźniak-Starak, mail Wendzikowskiej sprawił, że „udało się zmienić coś, co było beznadziejne, a wydawało się nie do ruszenia”. Warto jednak pamiętać, że Wendzikowska poinformowała stację o przyczynach odejścia dopiero, kiedy zerwała współpracę, a więc gdy wypuszczenie tej informacji nie wiązało się już z bezpośrednimi konsekwencjami.

Praca i szacunek. Kropla drąży skałę

Stacja TVN zamieściła pod postem prezenterki komentarz, z którego wynika, że nie zamierza iść do sądu i spierać się o pomówienie: „W redakcji DDTVN zdarzały się niestety zachowania, które nie powinny były mieć miejsca w dobrze zarządzanej, przyjaznej firmie, jaką chcemy, żeby był TVN”. Wskazuje na to również zwolnienie dwóch z trzech producentek „Dzień Dobry TVN” niedługo po zerwaniu współpracy przez Wendzikowską – jak podaje portal WirtualneMedia.pl, rozstanie z nimi było spowodowane „nowym podejściem do organizacji i zarządzania produkcją w grupie”.

Mail Wendzikowskiej to chyba pierwszy w Polsce przypadek, gdy ujawnienie mobbingu spotyka się z tak jednoznacznym wsparciem dla ofiary – zarówno ze strony środowiska, jak i samej firmy. Sprawy te ostatnio regularnie trafiają na czołówki gazet, a jednak, jak pokazało zwolnienie Tomasza Lisa z funkcji naczelnego „Newsweeka”, nie muszą wcale być oczywiste. Być może kropla drąży skałę nie siłą, a częstym spadaniem, i zarówno środowisko medialne, jak i wszystkie inne zaczynają rozumieć, że kultura pracy i poszanowanie godności podwładnych to fundament przyszłości, jaką chcemy już dzisiaj budować.

To niezwykle ważny zwrot, gdyż szacunek w miejscu pracy staje się kluczowy dla ekonomicznego wzrostu w świecie po pandemii. Trzymajmy kciuki za Annę Wendzikowską i innych sygnalistów otwarcie mówiących o mobbingu i niesprawiedliwym traktowaniu – oni budują naszą wspólną przyszłość.

Czytaj też: „Disney ją oszukał”. Zgwałcenie Margaret to nie wypadek przy pracy

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Mleko się rozlało? Tajemnice morderstwa w Białymstoku

Za kratami w Hajnówce od kilkunastu lat siedzi Jan Ptaszyński z Michnówki na Podlasiu. Są powody, by przypuszczać, że w jego sprawie nie wszystko jest jasne.

Arkadiusz Panasiuk
27.11.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną