Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

„Pan z Chobelina”. Wielki sąd PiS nad zdrajcą Sikorskim

Kadr z filmu „Pan z Chobelina” Kadr z filmu „Pan z Chobelina” TVP
Marcin Tulicki stworzył sprawnie nakręconą baśń z gatunku opowieści o Judaszu. Dlaczego teraz? PiS, który nienawidzi Radka Sikorskiego prawie tak jak Donalda Tuska, najwyraźniej boi się go jako wciąż czynnego polityka.

Jak wiemy, niedawno Radosław Sikorski wysunął hipotezę, że gazociągi na Bałtyku wysadzili Amerykanie. Palnął „Dziękuję USA” na Twitterze, bo akurat w tym momencie skojarzyło mu się to zdarzenie z aluzjami Amerykanów, że nie boją się konfrontacji z Rosją. Cóż, każdy dziś chce byś pierwszy ze swymi domysłami. Niefortunną, lecz w sumie nic nie znaczącą wypowiedź podchwycili Rosjanie i wykorzystali w swojej propagandzie. A zaraz za nimi PiS, który nienawidzi Radka Sikorskiego prawie tak jak Donalda Tuska i najwyraźniej boi się go jako wciąż czynnego polityka. Bo kto wie? Może PO wystawi go na prezydenta albo znowu wciągnie do rządu? Wiadomo przecież, że Donald Tusk i Radosław Sikorski czasami się spotykają i rozmawiają o polityce. Wszystko może się zdarzyć.

Niczym baśń o Judaszu

Propaganda PiS nie mogła przespać takiej okazji jak wpadka Sikorskiego na Twitterze. Taki film musiał powstać. To prestiżowa produkcja, bo zapewne swą uwagą zaszczycił ją sam prezes Jarosław Kaczyński. Realizacji filmu „Pan z Chobelina” podjął się znany funkcjonariusz propagandy Kurskiego Marcin Tulicki. I, trzeba przyznać, stworzył sprawnie nakręconą baśń z gatunku opowieści o Judaszu. Niegdyś dobry uczeń i towarzysz walki o Sprawę, pewnego dnia dał się przekupić i zdradził swojego pana. Tak to właśnie miało być z Sikorskim: jako szlachetny i prawy młodzieniec słusznie był hołubiony przez PiS, następnie, gdy pycha zwiodła go na manowce, słusznie został usunięty, a gdy związał się z wrogami Polski, czyli Tuskiem i spółką, niechybnie musiał zmienić się w etatowego zdrajcę. I to by było na tyle.

Gdyby komuś z widzów TVP nie chciało się obejrzeć prawie godzinnego filmu, dostał na samym wstępie wyliczankę do zapamiętania. Ma wiedzieć, że Sikorski to zdrajca, a konkretnie: „w pełni realizował projekt dominacji niemiecko-rosyjskiej nad Polską”, „zapraszał Rosję do NATO”, „jest kłamcą smoleńskim”, dopuścił się „działania w ramach zdrady dyplomatycznej”, „głównym przedmiotem zainteresowania Radka Sikorskiego jest Radek Sikorski”. Czołówka filmu pokazuje nam czarno-biały portret Sikorskiego z zaciętą twarzą – jako żywo przypominający bardzo znane zdjęcie Hitlera. Bardziej wulgarnie, bardziej po chamsku już się nie dało. No ale jak zdrajca, to zdrajca. Z takim patyczkować się nie trzeba, czyż nie?

Zarzuty absurdalne i podłe

Film zaczyna się od wmawiania nam, że tweet Sikorskiego to umyślne, ukartowane działanie na rzecz Rosjan. Tego rodzaju insynuacje padają na podatny grunt, bo wielu wyborców PiS kojarzy Sikorskiego z „żoną Żydówką”, a Żydów z komunizmem i prorosyjskością. Bo właśnie coś takiego trzeba mieć w głowie, żeby wierzyć, że Sikorski „zrobił prezent Putinowi” albo wręcz wykonał zlecenie rosyjskich służb. Swoją drogą Rosjanie nie po to wysadzali rury na morzu, żeby wszyscy myśleli, że to nie oni. Wręcz przeciwnie. Chcieli, żeby wszyscy domyślali się, że to oni, i to tym bardziej, im goręcej będą zaprzeczać. Oczywiście Sikorski popełnił błąd i zmusił Amerykanów do formalnego zaprzeczenia. Zapewne popsuł sobie przez to opinię w Waszyngtonie, a w konsekwencji poniósł pewną wizerunkową stratę.

Nie dlatego jednak, aby w Waszyngtonie podejrzewano, że jest agentem Rosji, lecz raczej dlatego, że zdaje się siedzieć na kanapie z kieliszkiem wina i „tweetować”, co mu ślina na język przyniesie. A tak przecież nie powinni czynić poważni politycy i dyplomaci. Niestety, ten status osoby poważanej Sikorski nieco nadwerężył. Skądinąd jednak i tak wiadomo, że jest osobą bardzo emocjonalną, a nawet porywczą, w dodatku skłonną do sarkazmu i retorycznych popisów, w których ucieka się do przerysowań i mniej czy bardziej wiarygodnych anegdot. Ten niezwykle inteligentny człowiek o fascynującym życiorysie ma słabość do gawędziarstwa i snucia różnych teorii i teoryjek. Jest w tym podobny do Jarosława Kaczyńskiego, tyle że gawędy tego ostatniego są żenujące i pełne kłamstw, a gawęd Sikorskiego słucha się z wypiekami na twarzy i szeroko otwartymi oczami.

Dowiedzieliśmy się od prawicowych dziennikarzy i innych komentatorów prezentowanych w filmie, że Radosław Sikorski jest jednym z „najbardziej prorosyjskich polityków w Polsce”. Ilustracją tej tezy są powtarzane wciąż w mediach PiS nagrania z różnych spotkań, jakie Sikorski w roli ministra spraw zagranicznych odbywał – sam lub w towarzystwie Donalda Tuska – z władzami Rosji. Czyżby Polska powinna była iść na wojnę z Rosją? Te zarzuty są absurdalne i podłe. Cały świat co najmniej do 2014 r. miał nadzieję, że z Rosją da się porozumieć na płaszczyźnie gospodarczej i bezpieczeństwa międzynarodowego. Z Putinem i Ławrowem rozmawiał cały Zachód i byłoby dziwne, gdyby Polska miała być wyjątkiem. Zresztą aspirowaliśmy do roli rozjemców i pośredników w rozmowach o sprawie ukraińskiej, a nawet szerzej – w całym obszarze relacji między Rosją au Zachodem. Była to niegłupia i ambitna polityka, której kres położyło dojście do władzy PiS w roku 2015. Opluwający Sikorskiego w filmie jego następca Witold Waszczykowski nie miał nawet ćwierci tego znaczenia i wpływów w sferze polityczno-dyplomatycznej, którymi cieszył się nietuzinkowy, wykształcony, choć jednocześnie może i nieco ekscentryczny „Radek”.

Tu musiało być rozczarowanie

Opowieść o młodym Sikorskim naprawdę robi wrażenie – nawet gdy z grubsza zna się jego karierę. Bo to jednak coś zupełnie unikalnego. Tak barwnego i spektakularnego życiorysu nie ma w naszym kraju chyba nikt. Najpierw niesamowita, niemalże światowa kariera dziennikarska i reporterska, a potem błyskawiczne awanse i status pupilka prawicowych rządów – od Olszewskiego po Kaczyńskiego. Nikogo takiego polska prawica nie miała i zapewne już mieć nie będzie. Charyzma, uroda, znajomość języków, nimb niemalże bohatera z Afganistanu – no po prostu złoty chłopak. Jakim rozczarowaniem dla braci Kaczyńskich musiała być utrata takiego skarbu!

Wróćmy do filmu. Oto na działalności Sikorskiego w rządach prawicy pojawia się rysa – popiera gazociąg Nord Stream 2, oczekując przyłączenia się Polski do tego projektu. Naprawdę to bardzo dziwne, że można dziś z tego czynić mu zarzut – przecież była to rozsądna polityka w sytuacji, gdy gazociąg i tak musiał powstać, czy nam się to podobało, czy nie. Zarzut ma cel retoryczny, gdyż teza filmu jest taka, że Sikorski zdradził prawicę (niezłomnie antykomunistyczną i antyrosyjską), aby przypodobać się Niemcom i Francuzom, których poparcia potrzebował dla planowanej przez siebie kariery europejskiej. W świecie PiS stawianie na dobre relacje z najważniejszymi państwami Unii Europejskiej uchodzi za zdradę – trzeba przyznać, że daleko zaszliśmy w dziele demontażu prowadzonej konsekwentnie przez ćwierć wieku polityki integracji z Europą. A co do antyrosyjskości, to wcale nie jest prawdą, że PiS był zawsze pryncypialny pod tym względem. Były momenty, że retoryka PiS była w tej kwestii zupełnie inna, jak choćby po katastrofie smoleńskiej, gdy Jarosław Kaczyński wygłosił słynną mowę do „przyjaciół Moskali”. Polska polityka od dawien dawna jest w kwestii Rosji dwutorowa i dwoista.

Kulminacją tego wielkiego paszkwilu na Sikorskiego jest poruszona w nim sprawa likwidacji WSI. Sikorski Wojskowych Służb Informacyjnych nie lubił, choćby dlatego że oficerowie zabawiali się w inwigilowanie nawet jego. Jak się wydaje, chciał je raczej zreformować, niż całkowicie likwidować, a przede wszystkim ograniczyć ich kompetencje i poddać ściślejszej kontroli ministra obrony. Takie operacje wymagają wielkiej rozwagi, aby nie ucierpieli agenci i zdolności operacyjne samych służb w trakcie ich przebudowy. To nie są proste sprawy. Tymczasem teza PiS i jego propagandzistów jest prosta i oszczercza: Sikorski chciał osłaniać służby wywiadu i kontrwywiadu na zlecenie i w interesie Rosjan. To nie Macierewicz, lecz Sikorski jest czarnym charakterem burzliwej historii likwidacji WSI.

Są też seksistowskie żarty

Z powodu konfliktu wokół WSI, a przede wszystkim konfliktu Radka Sikorskiego z Antonim Macierewiczem, Jarosław Kaczyński w 2007 r. usunął Sikorskiego ze stanowiska ministra obrony. Sikorski był bardzo pewny siebie i nie zachowywał się pokornie wobec braci Kaczyńskich, co – jak dobrze pamiętamy – bardzo ich irytowało. I pewnie właśnie te kwestie osobowościowe przeważyły. Dotknięty do żywego Sikorski przeniósł się do obozu Tuska (wówczas dość prawicowego), gdzie został przyjęty z otwartymi ramionami. Rozpoczął się drugi rozdział wielkiej kariery politycznej naszego bohatera. I owszem, nadal starał się o dobre relacje z Rosją i myślał o przyłączeniu się Polski do sieci gazociągów idących z Rosji do Niemiec. Uważał, że lepiej mieć Putina „na linii”, niż biernie czekać, aż wywinie jakiś numer. W tamtych latach polityka izolowania Rosji powszechnie uważana była za błędną. Nazywanie tego zdradą jest tyleż podłe, co śmieszne.

Dalsza część filmu to pełen pogardy komentarz do różnych mniejszych czy większych nieobyczajności Sikorskiego, który faktycznie często pozwala sobie na przekraczanie granic dobrego smaku, dokazywanie i pozerstwo w stylu „oksfordczyków”, które znamy choćby z rozmaitych ekscesów Borisa Johnsona. Słuchamy więc różnych podsłuchanych i nagranych nie wiadomo przez kogo prywatnych wypowiedzi zawierających brzydkie słowa i seksistowskie żarty, a także powtórkę z dość cienkich zarzutów, jakoby Sikorski kombinował na kilometrówkach (co zresztą jest akurat wielce popularnym sportem europosłów PiS). Cała ta mieszanina prawd i nieprawd służy przedstawieniu Sikorskiego jako żałosnego bufona i chama, zgrywającego angielskiego lorda, a przynajmniej polskiego arystokratę. Wtóruje mu w tym zresztą żona, karmiąca gości kawiorem. Ogląda się to z niesmakiem, jakkolwiek pewne cechy charakteru i sposobu bycia Sikorskiego zostały przedstawione w sposób może przerysowany, lecz generalnie prawdziwy. Porywczość i pańskie maniery, połączone ze skłonnością do brytyjskich żartów faktycznie czynią z Radka Sikorskiego osobę nieco narowistą i trudną, z pewnymi rysami zepsucia. Warto, żeby nad tym popracował, co nie zmienia faktu, że paszkwil jest paszkwilem. I to dość obrzydliwym.

Manipulacja prosta acz skuteczna

Wracamy do opowieści o prorosyjskiej polityce rządu Tuska i samego ministra Sikorskiego. Faktycznie, Sikorski posuwał się nawet do snucia wizji wejścia Rosji do NATO. Brzmi to absurdalnie w roku 2022, tyle że wówczas i Rosja, i jej stosunki z Zachodem wyglądały całkiem inaczej. Wciąż liczono na to, że Rosję można jakoś ugłaskać i powstrzymać. Była to błędna polityka, lecz jak wspomniałem – powszechna w świecie. Każdy polski rząd by się wówczas w nią wpisał – jeśli nie na poziomie retorycznym, to w każdym razie w sferze realnych stosunków, zwłaszcza tych gospodarczych. Widzowie filmu o Sikorskim mają jednak patrzeć na tamte czasy wyłącznie przez pryzmat aktualnej sytuacji. To prosta i skuteczna manipulacja – trzeba to przyznać.

Polityka uprawiana przez Sikorskiego opierała się na równowadze w stosunkach z zaprzyjaźnionymi Niemcami i niebezpieczną Rosją. Zakładała też, że parasol obronny USA i NATO są niewystarczającą gwarancją bezpieczeństwa Polski. Nie było to pozbawione podstaw, jakkolwiek po ataku Rosji na Gruzję w roku 2008 zapewne warto było ten kurs zrewidować. Co do generaliów historia przyznała rację braciom Kaczyńskim, którzy po ataku na Gruzję przyjęli postawę antyrosyjską. Co do tego zaś, że polityka zbliżenia z Niemcami i starań o dobre relacje z Rosją była zdradziecka, to czyste oszczerstwo. Większość krajów położonych pomiędzy większymi i potężniejszymi państwami chce dobrych stosunków z oboma, aby uniknąć zdominowania przez jedno z nich. To najbardziej standardowa, wręcz podręcznikowa polityka, jakkolwiek nie zawsze trafna.

Kolejny zarzut pod adresem Sikorskiego wiąże się z tym, że miałby rzekomo utrudniać zawarcie porozumienia z USA w sprawie budowy w Polsce tarczy antyrakietowej. Ba! Miał to robić w interesie Rosji! To kłamstwo – Sikorski negocjował budowę systemu, który usytuowany byłby w całości (łącznie z radarami) w Polsce i chronił polskie terytorium. Amerykanie długo nie chcieli się na to zgodzić. Wszyscy pamiętamy również, że Amerykanie domagali się, aby żołnierze amerykańscy podlegali na terenie Polski amerykańskiej jurysdykcji, na co nie chciał się (i chyba słusznie) zgodzić nasz rząd. Właściwie dopiero atak na Ukrainę ostatecznie przekonał USA do poważnego potraktowania sprawy tarczy antyrakietowej. Dopiero teraz jest ona naprawdę budowana.

We fragmencie dotyczącym Euromajdanu z roku 2013 zarzuca się Sikorskiemu, że namawiał ukraińską opozycję do zgody na porozumienie z Rosją. Tymczasem zarówno on, jak i inni politycy z Zachodu starali się pomóc w negocjacjach, które miały zapobiec dalszemu rozlewowi krwi lub nawet bezpośredniej interwencji rosyjskiej. A gdy chodzi o generalny stosunek do Ukrainy, to rząd PO był zdecydowanie bardziej proukraiński niż PiS, widzący w Ukrainie przede wszystkim „banderowców”.

Namawiam do odpowiedzi

Jest czymś zupełnie niesamowitym, że wykorzystuje się przeciwko Sikorskiemu wypowiedzi, w których mówi, że „gdyby Rosja powróciła na drogę respektowania prawa międzynarodowego, to znowu bylibyśmy pragmatyczni. Bo na tym polega polityka zagraniczna” albo „prezydent Putin jeśli morduje, to detalicznie, a nie hurtowo”. To ma niby świadczyć o prorosyjskości Sikorskiego… Chyba w pojęciu ludzi mocno już wprawionych w nienawiści do tego polityka.

Kulminacją narracji twórców filmu jest fragment, w którym prawicowi dziennikarze zarzucają Sikorskiemu „kłamstwo smoleńskie”, które miało polegać na wypieraniu się wiedzy o przebiegu przygotowań do wizyty delegacji prezydenckiej w Katyniu, a także zdradzieckie zachowanie po katastrofie, które rzekomo sprawiało wrażenie, jak gdyby reprezentował państwo rosyjskie, a nie polskie. Tu już nie padły żadne argumenty i dowody. Po prostu Sikorski zdrajca i koniec. Jak poucza nas Jan Parys, gdyby nie powrót rządów PiS, Europa znalazłaby się w rękach Niemiec. Pod Rzeszowem nie powstałaby baza amerykańska, skąd dzisiaj wysyłany jest sprzęt dla walczącej Ukrainy, a samej Ukrainy już by nie było wcale. Tadam! Gdyby zaś Sikorskiemu przyszło do głowy starać się o jakieś stanowiska, to już Waszczykowski będzie wiedział, jakie jeszcze ujawnić nieprzyjemne sekrety pana z Chobielina.

Nawet dla zaprawionego obserwatora propagandy PiS taka pogróżka jest szokująca. Oto, widzu, zatajamy przed tobą pewne rzeczy, aby w razie czego mieć świeżutkie i niezużyte „kompromaty” na naszego wroga. Polityczna funkcja telewizji została tu ujawniona wprost i bez ogródek.

Namawiam Radka Sikorskiego, aby na ten bezprzykładny paszkwil odpowiedział. Na razie jeszcze go nawet nie obejrzał, a odpowiedzieć pewnie nie zechce, bo w Polsce jest już tak, że gdy ktoś odpowiada na oszczerstwa, to znaczy, że się tłumaczy. A jak się tłumaczy, to pewnie ma z czego. Ten paskudny mechanizm czyni bezbronnymi obsobaczanych i mieszanych z błotem przyzwoitych ludzi. Sikorski jednakże to twarda sztuka i potrafi się od tego wszystkiego odwrócić plecami.

Czy można cokolwiek dobrego powiedzieć o tym filmie? Owszem. Pod względem realizacyjnym jest niemal doskonały. Te zdjęcia, ta muzyka! Narracja o wielkim przyjacielu Rosji ilustrowana jest licznymi zdjęciami wojennych okropieństw z Ukrainy, Czeczenii i Gruzji. To faktycznie działa na wyobraźnię. Nie wiem, czy twórcy filmu posługują się kategoriami etyki dziennikarskiej. Jeśli tak, to powinni zauważyć, że wykorzystywanie w brutalnej propagandzie politycznej, powstającej na partyjne zamówienie i realizowanej przez partyjną telewizję, zdjęć ofiar zbrodni wojennych ofiarom tym urąga. Mam nadzieję, że kiedyś, gdy zarobione przy realizacji tego filmu pieniądze zostaną już dawno wydane, a Kaczyński i jego rządy będą tylko bolesnym wspomnieniem, pan Tulicki i jego pomocnicy zawstydzą się z powodu tego, co robili w tych latach, a zwłaszcza z powodu „Pana z Chobielina”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną