Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Co naprawdę szkodzi ósmoklasistom? Raczej nie romantyczne lektury

Egzamin ósmoklasisty we Wrocławiu Egzamin ósmoklasisty we Wrocławiu Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl
Nie neguję, że kondycja psychiczna młodych jest zła, ale proponowane środki zaradcze bywają czasem gorsze od choroby. Jak ten, który zaproponował Dariusz Chętkowski.
Jarosław PytlakArch. pryw. Jarosław Pytlak

Jak zwykle z zainteresowaniem przeczytałem kolejny artykuł Dariusz Chętkowskiego pt. „Szkodliwy egzamin dla ósmoklasistów. Sam poczułem się zdołowany”. Cenię tego polonistę-publicystę za ciekawe spostrzeżenia z praktyki szkolnej, z którą ma do czynienia jako nauczyciel w liceum. Ale tym razem pojechał co najmniej o jedną tezę za daleko, przez co z kolei ja poczułem się zdołowany. Stąd niniejszy głos polemiczny.

Co zaszkodzi chorym na depresję...

Chętkowski rozprawił się z zakresem treściowym tegorocznego egzaminu z języka polskiego po ósmej klasie. Rozumiem, że mógł mu się nie podobać wybór „Balladyny” jako kanwy tematycznej testu. Jest to jednak pozycja z zakresu lektur obowiązkowych, więc trudno mieć pretensję, że ją wybrano. Owszem, sama lista jest koszmarna, ale to zupełnie inny temat. Autor zarzucił, że podsunięto egzaminowanym dramat sceniczny, który trudno omawiać na podstawie zapisu tekstowego, szczególnie ze względu na trudny język, wymagający wielu objaśnień. Tym niemniej omawia się go od niepamiętnych czasów, a amatorzy ruchu i gry aktorskiej mogą dzisiaj bez trudu znaleźć na YouTube rozmaite interpretacje, w całości lub fragmentach. Rozumiem, że dzieło sprzed dwustu lat może nie interesować młodych ludzi, ale byłbym ostrożny z użalaniem się nad koniecznością zadumania nad jedną z najsłynniejszych zbrodni w polskiej literaturze.

Zgadzam się z autorem artykułu, że niektóre problemy postawione przed uczniami na egzaminie sięgały teorii literatury na poziomie maturalnym. Podzielam też pogląd, że naprawdę coś innego mogłoby być podstawą zaliczenia nauki języka polskiego w szkole podstawowej. Od tego jednak daleka droga do stwierdzenia, że „nie tylko arkusz egzaminacyjny należy skierować na badanie psychiatryczne, ale przede wszystkim jego autorów”.

Tego właśnie żąda Dariusz Chętkowski, wskazując oskarżycielsko temat wypowiedzi pisemnej: „Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że to, jakimi jesteśmy ludźmi, zależy od nas samych?”. Jego zdaniem postawienie takiego problemu jest niedopuszczalne wobec faktu, że nastolatki „mają przerażająco niską samoocenę”, w obliczu, jak twierdzi, „epidemii syndromu presuicydalnego” w szkołach. Gdy, jego zdaniem, nie wolno mówić uczniom, że wszystko w ich rękach, że będą „mieć takie życie, jakie sobie wypracują”. Bo to wszystko ma szkodzić tym, którzy chorują na depresję.

... a co im może pomóc

Po przeczytaniu powyższego pomyślałem, że ja także powinienem trafić na kozetkę u psychiatry, a jeśli nie ja, to może mój szanowny kolega autor.

Nie neguję, że kondycja psychiczna młodych jest zła. Dużo, choć nikt do końca nie wie jak wiele, jest przypadków depresji, myśli samobójczych. Twierdzę jednak, że w alarmujących społeczeństwo doniesieniach więcej znajduje się publicystyki niż naukowej prawdy. Proponowane środki zaradcze bywają czasem gorsze od choroby, jak ten, który zaproponował Dariusz Chętkowski.

Uważam, że zakwestionowane pytanie egzaminacyjne było trafne. Nic nie powinno nas zwalniać z uświadamiania młodym ludziom, że przyszłość jest ICH przyszłością, na którą powinni mieć wpływ. No chyba, że już teraz chcemy ukształtować pokolenie, które z wyuczoną bezradnością oczekiwać będzie kolejnych transferów socjalnych i tego, że dobrzy wujkowie z rządu zastąpią je w myśleniu o życiu. Nie zgadzam się z takim podejściem, bo jeśli nawet doraźnie złagodzi ono (?) objawy kryzysu, to równocześnie pogłębi jego przyczyny. W końcu takie będą Rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie.

Nie zgadzam się więc na przerysowane emocjonalnie podejście do współczesnej młodzieży, jakie zdaje się proponować Dariusz Chętkowski. Z drugiej strony nie mam nic przeciwko, by – kiedy już rozum wróci do środowiska oświatowych decydentów – zrezygnować z dużej części cierpiętniczej literatury romantycznej. Nie z całości wszakże, bo my (jednak) duchem nadal się z niej wywodzimy...

***

Jarosław Pytlak – biolog, pedagog, od 1990 r. dyrektor szkół Społecznego Towarzystwa Oświatowego na warszawskim Bemowie. Z ducha i wieloletniej praktyki harcerz. Od lat zaangażowany w publiczną debatę na temat polskiej edukacji jako ekspert i publicysta, m.in. autor bloga „Wokół szkoły”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Historia

Czarna legenda marszałka Pétaina. We Francji to nadal bolesna i otwarta rana

Proces o zdradę stanu nie zawsze kończy sprawę, czasem na pokolenia zostaje otwarta narodowa rana. Przykładem skazanie marszałka Philippe’a Pétaina za kolaborację z Hitlerem.

Adam Krzemiński
27.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną