Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Dziesięć lat sporu o konie z Morskiego Oka. I nagłe przyspieszenie. Jaki będzie finał?

Protest na drodze do Morskiego Oka Protest na drodze do Morskiego Oka Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl
Spór o to, czy konie ciągnące fasiągi na trasie do Morskiego Oka pracują na miarę swoich możliwości czy jednak ponad siły, nabrał przyspieszenia zupełnie nieoczekiwanie, i to za sprawą zwolenników utrzymania status quo.

Anna Plaszczyk z fundacji Viva!, jedna z głównych autorek raportu „Konie z Morskiego Oka – Cierpienie, którego nie widać”, liczy na delegalizację tego kontrowersyjnego transportu turystów w Zakopanem. – Wydłużenie przerwy dla koni z 20 minut do godziny, ograniczenia związane z temperaturą i wilgotnością powietrza, zdjęcie z wozu dwóch osób dorosłych i dwójki dzieci sprawią, że dla fiakrów biznes stanie się mniej opłacalny – mówi.

Jednak nie kryje rozgoryczenia: – Walczymy o całkowity zakaz, a nie o fasadowe ograniczenia.

W Zakopanem na niedawnym spotkaniu przedstawicieli wozaków, lokalnej społeczności i organizacji walczących o prawa zwierząt z Pauliną Hennig-Kloską, ministrą klimatu, ustalono poza tym, że dokonane zostaną ponowne przeliczenia obciążeń dla koni przez eksperta uzgodnionego przez wszystkie strony. – One ciągną o tonę za dużo – mówi Anna Plaszczyk. – I po dokonaniu tych obliczeń trzeba będzie zdjąć kolejne osoby z wozów. A jak nie będzie zarobku, górale nie będą chcieli wozić turystów.

Zarobek i góralska kultura

Bo tak naprawdę chodzi oczywiście o pieniądze. 300 koni pracujących na 8-kilometrowym szlaku daje zarobić nie tylko wozakom, których jest 60 (tyle licencji wydał Tatrzański Park Narodowy). Licencja kosztuje 1750 zł miesięcznie, więc park zarobił ok. 1 mln zł. Z czego 212 tys. oddał starostwu tatrzańskiemu za używanie pasa drogowego.

Nowo wybrany starosta Andrzej Skupień nie tylko nie chce tracić tych pieniędzy, ale sięga po inne argumenty. Nie chce, żeby konie zniknęły z krajobrazu Podhala, a jak nie będą mogły pracować na trasie, to górale je sprzedadzą.

Reklama