Społeczeństwo

Szkoła bez ocen, świadectw i pasków? Małopolska kurator powinna przeprosić

Zakończenie roku szkolnego Zakończenie roku szkolnego Robert Krzanowski / Agencja Wyborcza.pl
Ocenianie i wydawanie świadectw to kolejny ważny składnik polskiego systemu nauczania – po pracach domowych i podstawach programowych – który rząd planuje znacząco zmienić. Jak daleko się posunie, to zależy od naszej reakcji.

Tym razem głos w ważnej dla dzieci oraz ich rodziców sprawie zabrała nie ministra edukacji Barbara Nowacka, lecz podległa jej urzędniczka w terenie, małopolska kurator oświaty Gabriela Olszowska. Orzekła, że wyróżnianie dzieci biało-czerwonym paskiem na świadectwie to przeżytek minionej epoki, rodem jeszcze z PRL, który należy jak najszybciej zlikwidować. Za przestarzałe i szkodliwe uznała też wydawanie uczniom i uczennicom świadectw na koniec każdego roku szkolnego.

Oświata cierpi na ocenozę

Wystarczyłoby wyposażać dzieci w świadectwa na zakończenie etapu edukacji i przed przejściem do kolejnego, czyli po trzech latach nauczania zintegrowanego (pierwsze świadectwo), po ósmej klasie podstawówki (drugie) i na zakończenie szkoły ponadpodstawowej (trzeci wykaz ocen). Czwartym i piątym świadectwem byłyby zapewne dokumenty potwierdzające zdanie egzaminu ósmoklasisty oraz maturalnego. Obecnie uczeń otrzymuje 12 świadectw szkolnych oraz dwa egzaminacyjne. Skutkiem jest przebodźcowanie dzieci ocenami. Oświata choruje na ocenozę, trzeba ją z tego pilnie wyleczyć.

Gabriela Olszowska nie wypowiedziała się jednak prywatnie, np. jako zatroskana matka, lecz oficjalnie jako urzędnik, czyli de facto w imieniu Barbary Nowackiej, choć mam wątpliwości, czy treść i czas ogłaszania tej wypowiedzi zostały z ministrą uzgodnione. Małopolska kurator oświaty wybrała najgorszy termin z możliwych, aby zainicjować zmiany. Nauczyciele kończą już wystawianie ocen, dzieci dwoją się i troją, aby mieć jak najlepsze wyniki, wiele osób zanosi do domu radosną nowinę, że otrzyma świadectwo z wyróżnieniem, a tu nagle wysoki urzędnik państwowy ogłasza, że całe to ocenianie i wyróżnianie należy wyrzucić na śmietnik. Olszowska napisała: „Sio z paskami”, czyli wynocha. Dzieci przebierają nogami, nie mogąc się doczekać zakończenia roku szkolnego oraz pięknych świadectw, a tu niespodziewanie jakaś pani z kuratorium dała im wszystkim porządnie w pysk.

Zły termin dla dzieci to jednak bardzo dobry czas dla polityków. Kampania wyborcza się skończyła, kolejne wybory za kilka lat, rząd może zatem zdjąć białe rękawiczki i bez ceregieli przedstawiać pomysły obecnym i przyszłym wyborcom. Jeśli trzeba się nie cackać ze społeczeństwem, to najlepiej teraz. Jest bowiem dużo czasu, aby ludzi z pomysłem oswoić lub – jeśli opór będzie zbyt wielki – bezpiecznie się z niego wycofać. Nic by się w sumie nie stało, gdyby adresatem bezczelnego „sio” pani kurator byli ludzie dorośli, natomiast do dzieci nigdy tak nie należy mówić. Uczniowie i uczennice to nie są ślepe kury, którym trafiło się świadectwo z paskiem, lecz ciężko pracujący na swój sukces młodzi ludzie, którzy na wyróżnienie zasłużyli. Nie dyskutuje się o zasadności nagradzania tuż przed wręczaniem nagród. Obowiązkiem kuratora oświaty jest pogratulować, a jeśli przychodzi mu do głowy palnąć jakieś głupstwo, powinien się ugryźć w język.

Teraz trzeba fetować, a nie krytykować

Wyobraźmy sobie sytuację, że spełniają się marzenia Polek i Polaków i nasza reprezentacja wygrywa kolejne mecze, przechodzi do finału mistrzostw Europy i zdobywa medal. Następnie ktoś z Ministerstwa Sportu zdobywa się na komentarz, że powinno się z medalami zrobić „sio”, wyrzucić je do kosza i nie dawać naszym zwycięzcom, gdyż nagrodą dla wszystkich jest sam fakt grania w piłkę. Zapewne możliwość kopania piłki czy chodzenia do szkoły są cenne same w sobie i dają frajdę każdemu zapaleńcowi, jednak medal czy pasek na świadectwie to całkiem inna para kaloszy: one się należą zwycięzcom i żaden urzędnik nie ma prawa odbierać tej radości ani dzieciom, ani piłkarzom, ani nam wszystkim. Czekamy na medale, czekamy na biało-czerwone paski i chcemy – mówię to jako kibic oraz rodzic – nosić nasze złotka na rękach, gdy im się uda.

Chwalę zwycięzców i okazuję podziw dla ich sukcesów, co jednak nie znaczy, iż bezkrytycznie patrzę na system oceniania i wydawania świadectw. Nie chcę tylko powtórzyć okropnej gafy, jaką popełniła małopolska kurator oświaty. Teraz trzeba fetować, a nie krytykować. Gabriela Olszowska powinna przeprosić dzieci za faux pas, a tym, które otrzymają świadectwo z wyróżnieniem, należałoby nawet na koszt MEN postawić lody. Podrzucam ten pomysł pod rozwagę Barbarze Nowackiej. Proszę go nie lekceważyć.

Dzisiaj wystarczą smaczne lody i słowo „przepraszam”, za parę lat nie trzeba będzie leczyć młodych z traumy, jaką zafundowała im władza. Nie ma sytuacji okropniejszej niż zlekceważenie dziecka, które oczekuje pochwał za sukcesy, a dowiaduje się, że dla dorosłych są one guzik warte. Tak jak nie zmienia się reguł w trakcie gry, tak samo nie zmienia się wartości nagród po ich przyznaniu. Nie można traktować celujących ocen i wyśmienitych świadectw jak śmieci, nawet jeśli wydaje nam się, że oceny uległy znaczącej dewaluacji.

Tak jak nie mówi się nowożeńcom na weselu, że małżeństwo to głupota, tak samo nie lekceważy się trofeów, za którymi uczniowie uganiali się cały rok, a tuż przed metą dawali wręcz z siebie wszystko, by je zdobyć. Dopiero po wakacjach, gdy zgasną światła wielkiego balu i zacznie się nowy turniej, możemy wrócić do pomysłu wprowadzenia czegoś lepszego niż oceny, paski i świadectwa. Możemy również podyskutować o bardziej radykalnych zmianach, np. o wprowadzeniu kuracji odwykowej od ciągłego oceniania dzieci.

Nauczyciel ma nerwy z żelaza

Ocenoza jest chorobą, która zżera system oświaty, dobrze więc, że Gabriela Olszowska zwróciła na to uwagę. Gdyby napisała swój komentarz we wrześniu, byłbym ją za to ozłocił. Ponieważ zrobiła to tuż przed ceremonią nagradzania dzieci, trzeba niewydarzonego urzędnika przywołać do porządku. Kurator nie jest postronnym obserwatorem sukcesów uczniów i uczennic, lecz aktywnym uczestnikiem ceremonii zakończenia roku szkolnego. Olszowska zapomniała, jakie są jej obowiązki.

Zapewne puściły jej nerwy. Pod koniec roku szkolnego do kuratorium wpływa mnóstwo skarg na szkoły i nauczycieli. Zarzuty najczęściej dotyczą ocen. Zasady mamy takie jak całe polskie prawo, czyli trudne do zrozumienia, interpretowane na wiele sposobów, nieustannie zmieniane i poprawiane, a mimo to bardzo niedoskonałe. Dzieci często czują się niesprawiedliwie oceniane. Najczęściej nie rozumieją, dlaczego otrzymały taki, a nie inny stopień. To poważny problem.

Umiejętność przekazywania dziecku informacji zwrotnej, czyli uzasadniania oceny, wskazywania mocnych i słabych stron oraz udzielania wskazówek, jak można poprawić wyniki, to pięta achillesowa nauczycieli. Jedni nie umieją tego robić, inni potrafią, ale nie chcą, a jeszcze inni nie są w stanie w 30-osobowej klasie udzielać każdemu dziecku tak szczegółowych wyjaśnień (najlepiej na piśmie). Skutek jest taki, że dzieci nie są zadowolone z ocen, a rodzice piszą skargi.

Nie podcinajmy uczniom skrzydeł

Nowa kurator oświaty zareagowała na te skargi w najgorszy sposób, czyli zamiast udzielić rodzicom rzetelnej informacji zwrotnej, krzyknęła: „Sio z ocenami i świadectwami!”. Też mam ochotę krzyknąć „sio!”, gdy dzieci obstępują mnie na korytarzu, wywołują z pokoju nauczycielskiego, a nawet nie dają dojść do toalety. Chcą bowiem, abym dał im szansę na zdobycie lepszej oceny. Jednym zależy na pasku, inni chcą zadowolić wymagających rodziców, a inni po wakacjach będą się uczyć gdzie indziej, czasem w zagranicznej placówce, dlatego pragną zrobić wrażenie. Każdy ma swój ważny powód i nie myśli o nauczycielu, kuratorze czy ministrze.

Mam ochotę wszystkim dzieciom powiedzieć: „Sio!”. Dziwię się sobie, dlaczego tego nie robię, skoro kurator oświaty może. Nerwy w tym zawodzie trzeba mieć z żelaza. Pedagog nie może zawieść uczniów i uczennic, kurator tym bardziej. Wróćmy po wakacjach do tematu ocen, a teraz pozwólmy dzieciom się cieszyć. Jak pisał Julian Przyboś: „Na świadectwach, wzbici w radość, odlecieli uczniowie”. Nigdy nie podcinajmy tych skrzydeł.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Seks bez zobowiązań: tylko dla dorosłych. Czy skłonność do „znajomości na raz” będzie rosnąć?

Do Polek i Polaków dociera, że można chodzić ze sobą do łóżka bez zobowiązań, bez stresu, dla chwili przyjemności. Zdaniem specjalistów takie podejście bywa niezwykle korzystne. Pod warunkiem że jest autentyczne (i pod kilkoma innymi).

Joanna Cieśla
19.07.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną