Czasem sygnałem zmiany jest jedno zwykłe zdanie. Na przykład: „Poczekaj, już idę!”, rzucone z pokoju do wołającej matki albo ojca – bez agresji, po raz pierwszy od miesięcy. Albo strój: zamiast dyżurnego obszernego swetra – T-shirt, w którym nastolatka rano wychodzi z pokoju. Na odsłoniętych rękach lekko widać blizny, ale nie ma świeżych śladów cięć. Czasem to reakcja na dotyk – gdy któregoś wieczora dzieciak nie otrzepuje się, jakby parzyła go próba przytulenia. Delikatne, ale wyraźne tropy, że właśnie idzie nowe.
Informacje o rosnących tłumach dzieci i nastolatków z zaburzeniami psychicznymi, kryzysami i skłonnościami samobójczymi są już stałym, bezwzględnym punktem serwisów informacyjnych i publicznych statystyk. Według danych z 2023 r. – takie są najnowsze – 150 tys. dzieci i nastolatków do 18 roku życia korzystało z pomocy psychiatrycznej tylko w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia. Potwierdzonych prób samobójczych w ubiegłym roku policja zanotowała 2054. 127 skończyło się w najgorszy możliwy sposób. Te fakty są alarmujące i tragiczne. Ale wiele historii o psychicznym cierpieniu ma też drugą część: o tym, że młody i młoda w pewnym momencie zaczynają zdrowieć.
Haczyki
Ale żeby tą trasą ruszyć, trzeba o cokolwiek zahaczyć, załapać się do szpitalnego oddziału zamkniętego lub oddziału dziennego, gdzie dzieci przychodzą rano i popołudniem wracają do domów. Kliniczny Oddział Dziennej Rehabilitacji Psychiatrycznej dla Dzieci i Młodzieży w Środowiskowym Centrum Zdrowia Psychicznego przy warszawskim Szpitalu Wolskim to jedno ze 101 takich miejsc w Polsce.