Ośmiolatek, który nie potrafi zawiązać butów, jakoś specjalnie nie dziwi. Ale to samo dziecko bez smartfona już tak. Coraz więcej dzieci dostaje telefon do ręki, zanim mają dość siły, żeby go utrzymać. Dwulatki wgapione w ekran to żaden fenomen, to codzienność. Rodzice kupują sobie trochę spokoju. Tyle że kosztem zdemolowania emocji dziecka, ale o tym przekonają się dopiero później. Z badań „Brzdąc w sieci”, prowadzonych regularnie przez Akademię Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, wynika, że ponad połowa dzieci do 6. roku życia używa narzędzi mobilnych z dostępem do internetu. Jeśli chodzi o uczniów szkół podstawowych, dotyczy to już ponad 90 proc. Wypisują się z realu średnio na ponad cztery godziny dziennie. Trudno oczekiwać, że przy takim zaangażowaniu w sieci znajdą czas na sięgnięcie po książkę czy pokopanie piłki. Dzieci tyją, obniża się ich inteligencja emocjonalna. A przecież same sobie tych telefonów nie kupiły.
Telemorele
Co bardziej świadomi dorośli mają świadomość zagrożeń, jakie wiążą się z niekontrolowanym dostępem najmłodszych do internetu – dostęp do szkodliwych treści, w tym pornografii, narażenie na hejt, nękanie, próby wykorzystywania seksualnego. I coraz częściej zadają sobie pytanie: a może by tak nie kupować dziecku smartfona; mimo argumentu, że „wszyscy mają”. Najstarsza córka Agaty ma dziś 13 lat i nigdy jeszcze nie miała swojego telefonu.
– Momentem przełomowym jest klasa komunijna, bo wtedy wiele dzieciaków dostaje smartfony w prezencie albo kupuje je sobie za otrzymane pieniądze. U nas zaczęły się też klasowe wycieczki zagraniczne, no a telefon to przecież świetna forma kontaktu – wspomina. – Uznaliśmy z mężem, że jeśli kupimy Teresie smartfon, bo jedzie na wycieczkę do Grecji, to już się z tego potem nie wycofamy.