Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Gra się na sobie

Marian Dziędziel dla „Polityki”: Wydawało mi się, że jestem po drugiej stronie. Żal, gdyby miało tam nic nie być

Marian Dziędziel w roli gen. Jerzego Ziętka w serialu „Ołowiane dzieci” Marian Dziędziel w roli gen. Jerzego Ziętka w serialu „Ołowiane dzieci” Robert Pałka/Netflix
Niekiedy rozmawiam z tym lustrzastym gościem: dobra facet, trzymaj się, tylko uważaj na siebie. Nie mam do niego pretensji specjalnie, chociaż nieraz należałoby go opierniczyć – mówi aktor filmowy i teatralny Marian Dziędziel.
Kadr z serialu „Ołowiane dzieci”Robert Pałka/Netflix Kadr z serialu „Ołowiane dzieci”

JANUSZ WRÓBLEWSKI: Jak się pan czuje?
MARIAN DZIĘDZIEL: Raz lepiej, raz gorzej. Gdy popatrzę, w którym roku się urodziłem, to rozumiem, że człowiek w moim wieku może mieć różne dolegliwości. Jakiś czas temu, leżąc w szpitalu, dowiedziałem się, że mam rozległy nowotwór i trzeba się szybko leczyć, żeby uratować jeszcze parę miesięcy. Nie bardzo w to wierzyłem, na wszelki wypadek zacząłem jednak chodzić na rehabilitację. Oszczędzałem żołądek. Zacząłem pić mniej kawy. W ogóle teraz prawie nie tykam piwa. Któregoś dnia, czekając z żoną na wyniki badań, widzę rozpromienioną panią doktor: Panie Marianie, zdrowy pan jest. Okazało się, że mam nie raka, tylko wrzody.

Od tamtego czasu nic złego pana nie spotkało?
O, dużo rzeczy mnie spotkało dziwnych. Ale nie będziemy o tym wszystkim opowiadać, bo to strasznie jest przygnębiające. Każda choroba jest po części straszna. Różne były. Na szczęście neurolodzy szybko rozwiali moje kłopoty. Chirurdzy wstawili co trzeba. Usunęli rzeczy, które były niepotrzebne. Dzięki nim chodzę, ruszam się. Nawet zagrałem parę filmów. Seriali też.

Przestał się pan bać?
Wtedy też się nie bałem. Byłem przygotowany. Miałem zakrzepicę, no i szczęście, że żona była w domu i kazała pielęgniarzom natychmiast zabrać mnie na pogotowie. Chociaż odgrażałem się, że moja noga nigdy więcej nie postanie w szpitalu. Nie pamiętam, jak dojechałem. Kiedy żona dotarła, powiedzieli jej, że leżę na oddziale operacyjnym. Ale wyszedłem z tego. Dosyć szybko. Mogłem zacząć pracować.

Ważna ta praca dla pana.
Daje radość. Jak człowiek dochodzi do tego, że może pracować, jest szczęście.

Za rok stuknie panu osiemdziesiątka i co pan na to?
Musi mnie pan obrażać?

Polityka 14.2026 (3558) z dnia 31.03.2026; Społeczeństwo; s. 38
Oryginalny tytuł tekstu: "Gra się na sobie"
Reklama