Dzik jest dziki. I bardzo inteligentny. Warszawa z nowym sąsiadem sobie nie radzi
Na warszawskich grupach internetowych wybuchają gorące dyskusje. Po jednej stronie są głównie zaniepokojeni rodzice i właściciele psów, domagający się usunięcia dzików z osiedli. Po drugiej – osoby, które przypominają, że to ludzie, rozbudowując miasto i zajmując kolejne tereny zielone, wkroczyli w przestrzeń od dawna zajmowaną przez zwierzęta. W 2025 r. służby przyjęły ok. 8 tys. zgłoszeń, w których obywatele informowali o obecności dzików w swojej okolicy. W pierwszych trzech miesiącach tego roku liczba ta przekroczyła już 3 tys.
Niegdyś dziki w Warszawie można było zobaczyć w laskach czy zagajnikach na terenie Wawra, Białołęki czy Bielan. Ewenementem były pojedyncze osobniki pojawiające się w innych dzielnicach czy parkach, ale od kilku lat można je spotkać nawet pod blokiem lub wejściem do metra. Co gorsza, także w spokojnych wieczorami miejscach z zadbanymi terenami zielonymi, pełnymi roślinności i pędraków, czyli przy szkołach i przedszkolach.
Dzik: nowy sąsiad
Dziki do miast wprowadziły się stosunkowo niedawno, bo na początku XXI w., gdy lisy na terenach zurbanizowanych widywane są od stu lat. Tylko że ważący 6–8 kg psi kuzyn może przemknąć niezauważony, a podchodzący pod 300 kg odyniec już tak zwinny nie będzie.
Mimo to dla dzika miasto jest rewelacyjnym miejscem do życia. Jest tu cieplej niż w lesie, zimy praktycznie nie ma, pokarm nielimitowany, brakuje drapieżników. Zamiast nich są samochody, autobusy czy tramwaje, ale zwykle na widok kilkusetkilogramowego pieszego zatrzymują się z piskiem i szacunkiem. Chociaż nawet tu prowadzony jest odstrzał, to jednak presja łowiecka jest mniejsza niż w lasach.