W Rijadzie rozpoczął się ostatni w tym roku tydzień wielkich emocji w kobiecym tenisie – turniej WTA Finals dla ośmiu czołowych zawodniczek roku. Na początek rozgrywek w swojej grupie Iga Świątek spotkała się z Madison Keys.
WTA w Rijadzie. Jazda!
Mistrzyni Wimbledonu po jednej stronie siatki, a po drugiej zwyciężczyni Australian Open. Polka była zdecydowanie lepsza, wręcz zdominowała Amerykankę – w setach 2:0 (6:1, 6:2). To był jej doskonały tenis, a na największe słowa uznania zasłużył serwis.
Pierwszy set jak marzenie. 6:1 dla Polki. Amerykanka była bezradna wobec gry Polki, popełniała wszelkie możliwe do popełnienia błędy. Dodać trzeba, że Keys nie występowała w turniejach od sierpniowego US Open, a świetnie usposobiona Polka nie miała litości.
Druga partia rozpoczęła się od kolejnego przełamania przez Igę podania Amerykanki, by po chwili oddać w prezencie swój serwis (po wyraźnych błędach). Niepokój? Nic z tych rzeczy. Wróciła koncentracja i prawie wszystko potoczyło się według scenariusza z pierwszego seta. Przy 5:2 Madison Keys miała dwie szanse na przedłużenie meczu, ale ich nie wykorzystała i w ten sposób po godzinie usłyszeliśmy głośne: jazda! Świetny początek w Rijadzie.
Ustępują tylko wielkim szlemom
Wieńczące sezon rozgrywki, pod różnymi nazwami, istnieją od 1972 r. W ich historii jest trochę polskich wątków. Najpierw dzięki Agnieszce Radwańskiej i jej występom z najlepiej zapamiętanym końcowym sukcesem w 2015 r. w Singapurze. A w ostatnich latach oczywiście z powodu Igi – wygrana w 2023 r. w meksykańskim Cancún.
Polka już piąty raz z rzędu jest w czołowej ósemce sezonu. Dwa lata temu w Meksyku przefrunęła przez zawody bez straty seta (wcześniej dokonała tego Serena Williams w 2012 r.). W finale Polka oddała wtedy tylko jednego gema Jessice Peguli i wróciła na pozycję nr 1 w światowym rankingu. Rok temu, w Arabii Saudyjskiej, po potężnych jesiennych zawirowaniach, pechowo – mimo dwóch wygranych w grupie – nie awansowała do półfinału.
Jak będzie tym razem? Początek dla drugiej obecnie rakiety na świecie nie mógł być lepszy. Oby podobnie było w kolejnych dwóch potyczkach o wejście do jednej drugiej finału. Tenisistki podzielono na dwie grupy, nazwane od największych tenisistek w ostatnich dekadach: „Serena Williams” i „Steffi Graf”. W tej pierwszej obok Polki i Keys znalazły się Amanda Anisimova i Elena Rybakina. W drugiej grupie spotykają się: Aryna Sabalenka, Coco Gauff, Jessica Pegula i Jasmine Paolini.
Właśnie z Paolini podopieczna Wima Fissette’a przegrała 10 października w ćwierćfinale „tysięcznika” w Wuhan i to był jej ostatni występ przed trzytygodniową przerwą. Świątek po krótkim odpoczynku i intensywnych treningach w Warszawie ogłosiła, że jest pod każdym względem dobrze przygotowana do rozgrywek, które rangą ustępują tylko wielkim szlemom. Pierwszy występ dobitnie potwierdził jej słowa. Ale podobne komunikaty wysłały prawie wszystkie przeciwniczki, może poza Rybakiną, która wykupiła bilet wstępu w ostatniej chwili.