Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Sport

Woydyłło vs Świątek. Wywiad znikł z sieci – i słusznie. Punkty za styl też się liczą

Preferuj w Google
Iga Świątek Iga Świątek mat. pr.
Podnoszą się głosy, że to polityczna poprawność i cenzura, a Igi Świątek tykać nie wolno, bo jest naszym dobrem narodowym. Cóż, krytykować wolno, ale liczy się styl. Od psychologa z autorytetem można i trzeba oczekiwać więcej.

Wywiad z dr Ewą Woydyłło znikł dziś z YouTube’a, pozostały wzmianki w mediach i socialach. Przypomnijmy więc, o co ta cała afera. Psycholożka gościła w programie „Trzeci Serwis” Lecha Sidora, komentatora sportowego, kiedyś tenisisty i trenera. Co istotne, Sidor od dawna snuje mniej czy bardziej wiarygodne teorie na temat spadku formy Igi Świątek i charakteru jej relacji z psycholożką Darią Abramowicz. Naraża się tym części kibiców, a nawet tacie zawodniczki, który raz nie wytrzymał i napisał w komentarzu: „Co żeście obaj osiągnęli? Prawie nic, zajmijcie się swoimi ogonkami. G…no wiesz, jeden z drugim, w nogach śpisz”. Tym drugim był dawny trener Igi Artur Szostaczko. Cała ta sytuacja dowodzi, że bliscy Świątek śledzą i przeżywają te rozmowy.

Lech Sidor z uporem wraca do tematu, skądinąd słusznie – na tenis Igi trudno się ostatnio patrzy. To fakt, że osunęła się w rankingu WTA, odpada z turniejów wcześniej niż zwykle, dużo w jej grze nerwowości i niepewności. Jest rozedrgana, pogubiona; przebłyski geniuszu przyćmiewa za chwilę serią niewymuszonych błędów. W tym roku nie podniosła jeszcze pucharu, kryzys jest niezaprzeczalny.

Można się też zastanawiać, czy praca z Darią Abramowicz przynosi jeszcze jakieś efekty i czy po tylu latach ich relacje nadal są w pełni profesjonalne. Nie jest zresztą tajemnicą, że Abramowicz ma w sztabie więcej zadań, co chwila pojawia się na wspólnych zdjęciach, towarzyszy Idze na korcie częściej niż trener Francisco Rogi – tak to przynajmniej wygląda. Czy to uprawnia do krytyki? Owszem. Ale z zastrzeżeniem, że kibic, a nawet dziennikarz w gruncie rzeczy tylko spekuluje. Sztab Igi jest dość szczelny. Co też pewnie sprzyja dywagacjom.

„Głupiutka” Iga Świątek

Ale są pewne granice i można było założyć – wręcz oczekiwać – że psycholożka z autorytetem i olbrzymim stażem w zawodzie zdaje sobie z tego sprawę. Dr Woydyłło wprawdzie asekuracyjnie zaznaczyła, że całą tę rozmowę „można o kant… potłuc”, bo opiera się głównie na domysłach i „nie ma dostępu do akt”, czyli tak naprawdę nie wie, co się dzieje od kulis i na co się Świątek z Abramowicz umówiła.

Dociskana przez Sidora, podzieliła się jednak dość odważnymi obserwacjami. Stwierdziła m.in., że Abramowicz głównie ogląda mecze i do tego sprowadza się jej praca, którą wykonuje zapewne „dla kasy”. Kto by tak nie chciał, pyta Woydyłło. Jak dodała, Iga ewidentnie nie kocha już tenisa, wypaliła się, a na kort wychodzi umęczona. Pozuje na dojrzałą – mówi dalej psycholożka – a w istocie jest głupiutka. Dalej były rady: może niech Iga pójdzie na studia, zmieni dyscyplinę, zrobi coś, co ją uszczęśliwi, zamiast męczyć siebie i kibiców. Sama Woydyłło meczów Świątek już nie ogląda, bo to „żenada”.

Były w tej rozmowie ciekawe wątki do rozwinięcia. Woydyłło zauważyła na przykład, że tenis zabrał Idze lata młodości, które zwykli ludzie poświęcają mimo woli na ogólny rozwój psychiczny. Z tym trudno polemizować, taki los zawodowych sportowców. Ale epitety można było odpuścić. Podobnie jak zdalne diagnozy i psychologizowanie „bez dostępu do akt”. Niestety cały świat ulega tej pokusie, analizujemy przecież chętnie, w jakiej formie jest np. Donald Trump i czy przypadkiem nie postradał już zmysłów.

Dodajmy, że w rozmowie z Sidorem oberwała też Aryna Sabalenka, liderka kobiecego tenisa, nazwana przez Woydyłło „pupilką Łukaszenki”, „ruską babą”, „facetem” (baba i facet najwyraźniej tu się nie wykluczają), generalnie: „fuj”. Ten potok myśli nie został ani zatrzymany, ani wycięty w postprodukcji.

Kościół Igi Świątek

Twórcy „Trzeciego Serwisu” zdjęli wywiad z sieci i przeprosili sztab Igi Świątek. Ewa Woydyłło w wypowiedzi dla Plejady z niczego się nie wycofała: „Tak jak aktor, śpiewak, poeta, pisarz czy malarz, każdy, kto popisuje się publicznie, więc też zawodowy sportowiec, może kogoś rozczarować. A że płaci się za oglądanie, to chciałoby się kupować dobre show. Prawo kibica jest niepodważalne – może mu się podobać albo nie, nie jest trenerem, nie należy do teamu, bohater popisu nie może mu stawiać warunków, a tym bardziej inni kibice”.

Cóż, nie każdy kibic jest psychologiem proszonym o ekspercką wypowiedź. Woydyłło z Sidorem znają się od lat, ale spotkali się w studiu, a nie na ploteczkach. Obrońcy wywiadu zaraz stwierdzą, że „Kościół Świątek” czy „świątkary” ocenzurują każdy przejaw krytyki, ale czy naprawdę określanie Igi głupiutką uznajemy jeszcze za krytykę?

„Na szczęście dostaję też inne maile, więc nie jest z nami tak całkiem źle”, dodała Woydyłło w rozmowie z Plejadą. Chętnie zaliczę się do grona, z którym coś jest jednak nie tak, bo nie aprobują wyrażanych pogardliwie łatwych, krzywdzących osądów. W tenisie punktów za styl się nie przyznaje, ale w publicznej dyskusji wciąż ma znaczenie.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Redpille z manosfery. Rozpanoszył się samczyzm, atakują stadnie. Politycy też zwęszyli kapitał

W sieci rozpanoszył się samczyzm: promowany jest patriarchalny porządek świata, męski szowinizm i tzw. prosty chłopski rozum. Emancypacja kobiet, ruch #MeToo i coraz większe aspiracje pań dały mężczyznom w kość. Na tę falę, ciągnącą zresztą z zagranicy, próbują wskoczyć nie tylko influencerzy, ale też politycy.

Malwina Dziedzic
21.07.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną