Świat

Strącone złudzenia

Krajobraz po katastrofie MH17

Seperatyści na miejscu katastrofy. Seperatyści na miejscu katastrofy. Zurab Dzhavakhadze/ITAR-TASS / PAP
Zestrzelenie malezyjskiego boeinga paradoksalnie daje Władimirowi Putinowi szansę na wyjście z Ukrainy z twarzą.
Prorosyjski seperatysta robi zdjęcie szczątkom malezyjskiego boeinga.Maxim Zmeyev/Reuters/Forum Prorosyjski seperatysta robi zdjęcie szczątkom malezyjskiego boeinga.

W miejscu, gdzie spadł kokpit samolotu, na słonecznikowych polach w pobliżu wioski Razsipnoje, miejscowi zbudowali niewielki ołtarzyk z kwiatów i świec. Są tam również zdjęcia ofiar, najwyraźniej znalezione w internecie. Ciała i ich części były wszędzie wokół – wspominają miejscowi. Często półnagie, bo pęd powietrza zerwał z nich ubrania.

Głowica bojowa trafiła prawdopodobnie w prawe skrzydło lub wybuchła tuż obok boeinga 777 i wyrzuciła z siebie odłamki, które podziurawiły maszynę. Od wystrzelenia głowicy do uderzenia nie minęło więcej niż kilkanaście sekund. Piloci nie mieli nawet czasu, aby wysłać sygnał alarmowy. Samolot rozpadł się już na wysokości 10 tys. m i choć większość szczątków spadło w pobliżu lokalnej drogi, niektóre z nich odnaleziono nawet 4 km dalej.

Liczba ofiar lotu MH17 z Amsterdamu do Kuala Lumpur ostatecznie zatrzymała się na 298. Pierwotnie mówiono o trzech osobach mniej, opierając się na liczbie foteli w samolocie. Okazało się jednak, że na pokładzie była również trójka dzieci poniżej 2 roku życia, które podróżowały na kolanach rodziców. Wśród ofiar najwięcej jest Holendrów, bo aż 189. Większość leciała na wakacje. Drudzy na tej czarnej liście są Malezyjczycy (44), potem Australijczycy (28), dalej Brytyjczycy, Amerykanie, Belgowie i Niemcy. Ponad 100 pasażerów było w drodze na międzynarodową konferencję w sprawie AIDS w Australii. Do poniedziałku separatyści znaleźli ok. 250 ciał.

Czytaj także

Kraj

Jak Jarosław Kaczyński zbudował sobie sektę?

Dlaczego tak wiele osób tak bardzo wierzy w talenty, umiejętności, wiedzę, siłę moralną i osobiste przymioty, słowem – w nadzwyczajność Jarosława Kaczyńskiego?

Ewa Wilk
05.04.2016