Świat

Car jest nagi

Putin tłumaczy świat

Rosja, mimo głowic atomowych, dywizji pancernych i przebierańców bez naszywek, nie jest już supermocarstwem. Rosja, mimo głowic atomowych, dywizji pancernych i przebierańców bez naszywek, nie jest już supermocarstwem. Alexander Polegenko/AP / EAST NEWS
Świat według Putina jest dość prosty – potwierdził to w dorocznym orędziu. Wszystkiemu winna jest Ameryka. I Unia Europejska.
Rosyjska kampania przeciwko homoseksualistom budzi sprzeciwy na całym świecie.Cris Toala Olivares/Reuters/Forum Rosyjska kampania przeciwko homoseksualistom budzi sprzeciwy na całym świecie.

Artykuł w wersji audio

Orędzie niby koncentrowało się na sprawach wewnętrznych, zwłaszcza gospodarczych. Rosyjski przywódca mówił, jak jego kraj ma sobie poradzić z obecnymi trudnościami na tym polu. Dążąc do większej samodzielności i niezależności, a więc czegoś w rodzaju autarkii. Dla polityki zagranicznej oznacza to wzmocnienie kursu konfrontacyjnego. Jeśli chodzi o jej cele i metody, Putin użył twardego języka. Krym jest dla Rosji tym, czym jerozolimskie Wzgórze Świątynne dla żydów i muzułmanów. Sprawa jego przynależności do Rosji jest zamknięta na zawsze. Armia rosyjska jest nowoczesna i zdolna do boju, a do „obrony wolności” nie zabraknie Rosjanom siły, woli i męstwa.

W podobny ton Władimir Putin uderzał na posiedzeniu Klubu Wałdajskiego – dorocznego międzynarodowego spotkania ekspertów zajmujących się Rosją. 108 historykom i politologom z 26 krajów tłumaczył, że na dziejowych rozdrożach zmiany są wymuszane jeśli nie przez wielkie wojny, to przynajmniej przez serie gwałtownych konfliktów regionalnych. Obecny system bezpieczeństwa jest zdeformowany. Zwycięzcy drugiej wojny światowej szanowali się nawzajem. Stworzyli system, który nie rozwiązywał wszystkich problemów, ale utrzymywał je pod kontrolą. Należałoby go poddać rozsądnej rekonstrukcji, ale USA uznały się za zwycięzcę zimnej wojny i zachowują się niczym nuworysze, którzy nie potrafią korzystać ze swego bogactwa. Amerykański nihilizm prawny zastąpił prawo międzynarodowe samowolą, uzasadnianą przez zakłamane zachodnie media. Pojęcie narodowej suwerenności zmieniają one w lojalność wobec amerykańskiego centrum władzy, które nie trzyma się żadnych reguł, a nawet inwigiluje swoich sojuszników.

Ameryka w latach 80. wspierała talibów w Afganistanie, by przerzucić terror do ZSRR, a skończyło się to atakiem Al-Kaidy na USA 11 września 2001 r. Teraz Ameryka i jej wasale – ciągnął Putin – wspierają neonazistów na Ukrainie. Tymczasem Moskwa jak komu dobremu tłumaczyła, że stowarzyszenie Ukrainy z Unią Europejską naruszy rosyjskie interesy, bo Unia tylnymi drzwiami wdarłaby się do Rosji ze swymi produktami i usługami. Ale zamiast o tym rozmawiać, zainscenizowano zamach stanu, wtrącając kraj w wojnę domową. Za wzór regionalnych struktur opartych „na przejrzystym, zrozumiałym fundamencie” uważa Putin swoją Unię Euroazjatycką.

Rosja dokonała wyboru – mówił Putin. Będzie dalej udoskonalać instytucje demokratyczne i gospodarkę otwartą w oparciu o wartości tradycji i patriotyzmu. Współpracuje z kolegami z Unii Euroazjatyckiej, z Szanghajską Organizacją Współpracy, z krajami BRICS. Nie zamierza tworzyć nowego imperium, naruszać suwerenności sąsiednich państw. Ale chce, by szanowano jej interesy. Ideałem jest porozumienie wielkich, jak w czasie zimnowojennego odprężenia. „Po drugiej wojnie światowej wypracowaliśmy reguły współpracy, zgodziliśmy się na nie w 1975 r. w Helsinkach…”. To były proste reguły. Należałoby do nich wrócić…

Putin nie ukrywa swej nostalgii za przeszłością. Rozpad ZSRR uznaje za „największą geopolityczną katastrofę XX w.”. Doszło do niej bezgłośnie w grudniu 1991 r. Kilku mężczyzn w Puszczy Białowieskiej podpisało przy wódce wyrok śmierci na ostatnie europejskie imperium.

Tu wypada przypomnieć, że podobny los spotkał w XIX w. imperium hiszpańskie. A w XX w. – niemieckie, osmańskie, habsburskie. Po 1945 r. swe kolonie traciły Wielka Brytania, Francja, Holandia, Belgia, Portugalia. Ale Rosja radziecka nadal była otoczona koloniami „wolnych republik” i „bratnich krajów”, trzymanych w ryzach przez Gułag i obietnicę zbawienia ludzkości poprzez marksistowsko-leninowskie wyznanie wiary.

ZSRR był jednak nie tylko tworem komunistycznego wielkiego złudzenia, lecz także spadkiem po moskiewskim imperium, samozwańczym Trzecim Rzymie, budowanym przez carów od XV w. W odróżnieniu od zamorskich kolonii zachodnich imperiów kolonie rosyjskie były w zasięgu ręki. Łatwe do trzymania w szachu represjami, korupcją i masowymi przesiedleniami.

Rozpad ZSRR to koniec tej linii dziejów Rosji – twierdził w 2011 r. Dmitrij Trenin w książce „Postimperium. Euroazjatycka opowieść”. Ten rosyjski politolog z moskiewskiego centrum pacyfistycznej Fundacji Carnegiego łudził siebie i czytelników, że „Rosja odeszła od przestarzałego wzorca przyrostu terytorialnego” i rozwija soft power ekonomicznych powiązań i atrakcyjności rosyjskojęzycznej kultury masowej. W jego wersji Rosja była „imperium zmęczonym”, bez woli i środków do utrzymywania zewnętrznych kolonii, dbającym wyłącznie o własne interesy.

Podobnie twierdził także Putin w swej październikowej mowie wałdajskiej. Przyszłościową konstrukcją prezydenta Rosji byłaby „jednolita przestrzeń gospodarcza i humanitarna od Atlantyku po Pacyfik” – łącząca Unię Euroazjatycką z Europejską. Bez USA.

To wystąpienie Michaił Gorbaczow uznał za najważniejsze w karierze Putina. I w czasie obchodów 25 rocznicy otwarcia muru berlińskiego namawiał Zachód do zniesienia sankcji wobec Rosji. Jednak przy lekturze mowy Putina szydło wychodzi z worka. Otóż wzorcem jest tu dawne zimnowojenne nieświęte przymierze supermocarstw, respektujących strefy wpływów i imperialne reguły gry, łącznie z użyciem siły na własnym przedpolu. A państwa i narody, które nie są graczami globalnymi, mają się zadowolić limitowanymi swobodami helsińskiego trzeciego koszyka. Kolorowe rewolucje na terenie postradzieckim – a pewnie i cały 1989 r. w bloku wschodnim – to dywersja tajnych służb, a nie bankructwo gospodarcze, polityczne i moralne systemu narzuconego narodom Europy Środkowo-Wschodniej przez Stalina w 1945 r. Putin zarzeka się, że ani mu w głowie restitutio imperii, ale kusi zachodnią Europę wspólną z Rosją przestrzenią gospodarczą kosztem zerwania sojuszu atlantyckiego.

Nazbyt to jednak przypomina orwellowski podział świata na Eurazję i Oceanię. A język tego wystąpienia – klasyczną neoimperialną nowomowę. Jej najnowszym przykładem było spotkanie prezydenta Rosji z młodymi historykami rosyjskimi, w którym powróciła stalinowska interpretacja paktu Ribbentrop-Mołotow jako zręcznego posunięcia mającego ZSRR zapewnić pokój. Putinowska historiozofia zmienia się w zależności od rozkazów, jakie otrzymują rosyjscy żołnierze. W 2009 r. słyszeliśmy, że był to pakt „niemoralny”. Teraz, że nie ma w nim „nic złego”, a Polska dostała, „na co zasłużyła”, biorąc w 1938 r. udział w rozbiorze Czechosłowacji. Czy „sama sobie winna” była także Finlandia, najechana zimą 1939 r. i obrabowana z Karelii i Wyborga, oraz państwa bałtyckie wchłonięte w 1940 r.?

Próżne pytania do człowieka, który notorycznie okłamuje swych partnerów. On żyje w całkiem innym świecie – mówiła o Putinie Angela Merkel w rozmowie z Obamą. Tak jest – pisze rosyjski biograf Putina. Umysłowość dzisiejszego rezydenta carskich pokoi została ukształtowana w dzieciństwie przez leningradzki rynsztok, gdzie decydowało prawo pięści. I przez – mizerną zresztą – karierę w KGB, którą przerwało traumatyczne załamanie się NRD jako forpoczty imperium. „Putin nie wierzy w przypadkowość lub spontaniczność rewolucji, że same się rozwinęły pod naporem poniżonych, ale już ukształtowanych obywateli. Jego świadomość jest tak konspiracyjna, jak to przystoi (nieszczególnemu) wychowankowi tajnych służb, wszystko jedno jakich. Jeśli już dochodzi do rewolucji, to musi za nią stać jakieś dominujące mocarstwo. A dziś jest tylko jedno takie – USA. A więc znów go oszukano” – pisze Stanislaw Belkowski w książce „Władimir. Cała prawda o Putinie”.

Skoro jego oszukano, to nie ma zmiłuj. „W świecie Putina kłamstwa są przejawem siły i suwerenności – komentowała rosyjską aneksję Krymu „Frankfurter Allgemeine” – (…) patologiczni kłamcy z czasem nie potrafią odróżnić prawdy od kłamstwa. Ale Putin potrafi. Nie ma obawy, że padnie ofiarą swej własnej propagandy. Problem jest inny: jak zawierać umowy z człowiekiem, któremu najwyraźniej sprawia przyjemność ich niedotrzymywanie?”.

Niemniej z krętactwem Putina gotowych jest się pogodzić wielu klasyków polityki odprężenia lat 70. Zarówno socjaldemokrata Helmut Schmidt, jak i chadek Helmut Kohl przekonują, że trzeba zrozumieć rosyjskie lęki, a Henry Kissinger mówi w „Spieglu” wprost, że Ukraina wprawdzie pozostanie państwem niepodległym, które wybierze sobie sojusze gospodarcze, ale nie ma mowy o NATO. Na uwagę, że przecież niepodobna Ukraińcom powiedzieć, iż nie mają swobody decydowania o sobie, odpowiada beztrosko: „A to niby dlaczego?”. Coś podobnego można było przeczytać w „Spieglu” w styczniu 1982 r. po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce: że obowiązuje doktryna Breżniewa o ograniczonej suwerenności państw bloku. Strefy wpływów są nienaruszalne, a pokój w Europie jest ważniejszy niż wolność dla Polski!

Jednak dziś do agresji Rosji przeciwko Ukrainie wielcy emeryci przykładają nieprzystającą skalę. 1989 r. był w Europie Środkowo-Wschodniej rewolucją przeciwko zimnowojennemu porozumieniu dwóch wielkich suwerenów ponad głowami ich pomniejszych wasali. I wbrew pozorom Europie nie grozi nowa zimna wojna, ponieważ nie ma już dwóch supermocarstw oddzielonych od siebie żelazną kurtyną.

Rosja, mimo głowic atomowych, dywizji pancernych i przebierańców bez naszywek, nie jest już supermocarstwem. Nie oferuje też sąsiadom żadnej cywilizacyjnej obietnicy. Po ujawnieniu stalinowskiego ludobójstwa Rosja nie może się też powołać na uwolnienie połowy Europy od hitleryzmu. Jest – jak pisze Boris Reitschuster w „Demokraturze Putina” – rządzona przez elitę wychowanków KGB. W odróżnieniu od czasów radzieckich niepodlegających nawet kontroli Biura Politycznego KC, nie mówiąc o kontroli zewnętrznej. W mediach i klasie politycznej dominuje mętny nacjonalizm. Posłowie Dumy nie kryją się z faszyzującymi hasłami, domagając się – jak Żyrinowski – rozbioru, a nawet eksterminacji państw ościennych. Na Zachodzie dzisiejszą Rosję popierają ugrupowania skrajnie nacjonalistyczne i autorytarne. Nie lgną do niej żadne „bratnie narody”– pisze autor – a Unia Euroazjatycka jest budowana odgórnie poprzez gospodarczy szantaż i wspólnotę interesów nowych oligarchów.

Z kolei Unii Europejskiej można zarzucać ociężałość biurokratyczną, strategiczne kunktatorstwo, egoizm w rozwiązywaniu kryzysu w strefie euro. Można wskazywać na separatyzmy w Szkocji, Katalonii, Kraju Basków, na Korsyce, w Południowym Tyrolu. Na rzekome zagrożenia państw narodowych przez euroregiony. Nawet zapowiadać rychły rozpad „brukselskiego monstrum”. Jednak ta Unia wciąż ma ogromną siłę przyciągania. Dowodem kolejka państw zabiegających o członkostwo. I awans tych, które do niej weszły dziesięć lat temu. W 1989 r. polskie PKB było porównywalne z ukraińskim, dziś jest trzy razy większe, a Polska – bez syberyjskich surowców – jest większym parterem handlowym Niemiec niż Rosja.

Słowa o największej geopolitycznej katastrofie XX w. trzeba interpretować nie tyle jako chęć przywrócenia ZSRR, ile imperium – pisze Marcel H. Van Herpen we wstrząsającej książce „Wojny Putina. Początek nowego rosyjskiego imperializmu”. Dyrektor Fundacji Cicero z Maastricht uważa, że Rosja Putina jest zarówno państwem post-, jak i preimperialnym. Podobnie jak Rosja carska i radziecka delegitymizuje państwa ościenne. Paraliżuje ich modernizację, demoralizując i korumpując ich elity. Prowokuje wojny graniczne, by w końcu wchłonąć je jako „kraje zaprzyjaźnione” czy „bratnie narody”.

Podobnie postępowała Rosja w XVIII w. wobec Rzeczpospolitej, a ZSRR w czasie ekspansji stalinowskiej. System Putina powiela tradycyjną wewnętrzną sprzeczność dziejów Rosji „między budową imperium i ekspansją terytorialną z jednej a wewnętrzną demokratyzacją z drugiej strony. Okresy reform w Rosji (po latach 1855, 1905 i 1989) często były wynikiem przegranych wojen i/albo słabnięcia imperium. Natomiast okresy imperialnej ekspansji miały zwykle negatywny wpływ na demokratyzację i reformy wewnętrzne. Pierestrojka Gorbaczowa, jako wynik przegranej zimnej wojny, jest przykładem pierwszego, a polityka Putina reimperializacji postsowieckiej przestrzeni – drugiego wariantu rosyjskiej historii” – tłumaczy Van Herpen.

Poprzez ograniczone wojny w Czeczenii, Gruzji, na Ukrainie, poprzez zmasowaną propagandę, której nie są w stanie ograniczyć represjonowane media niezależne, system Putina opiera się na konstruowaniu wroga zewnętrznego – USA, UE, organizacje pozarządowe, jak i na ofensywnych celach odzyskiwania „odwiecznych” ziem Krymu, Noworosji, Naddniestrza i ochrony „braci odłączonych”, jakoby zagrożonych w obcych państwach. Oto orwellowska nowomowa. Zachodnia demokracja to groźba faszyzmu. A samowola despotycznej władzy w Rosji to „dalsze udoskonalanie rosyjskiej demokracji”. Rosja ma odwieczne prawa, a Ukraina „nigdy nie była państwem” i – jak Putin zapowiadał w 2008 r. na szczycie NATO w Bukareszcie – może „się rozpaść”, bo nie zda egzaminu w momencie zwrotnym historii.

Ale zdaje. Mimo rosyjskiej agresji i bezprawnej aneksji zdała egzamin wyborów prezydenckich i parlamentarnych, obnażając kłamstwa rosyjskiej propagandy o „faszystowskim puczu”, przed którym Rosjan na Ukrainie trzeba chronić siłą.

Kontynuując inwazję na Ukrainę, Putin nie tylko rehabilituje sojusz Stalina z Hitlerem, ale i toleruje faszystowskie bojówki w samej Rosji, odświeża ideę rozbioru Europy Wschodniej – oburza się na swym blogu w „New York Review of Books” Timothy Snyder. Uzasadnienie aneksji Krymu „było takie samo jak nazistowskie uzasadnienie zajęcia przez Niemcy Austrii i części Czechosłowacji w 1938 r., a w 1939 r. ataku na Polskę”.

Trudno sobie wyobrazić – ciągnie dalej – by chwaląc diabelski pakt Stalina z Hitlerem, którego skutkiem były deportacje i wymordowanie elit kilku krajów, Putin był w stanie skusić dzisiejsze Niemcy, które swą siłę gospodarczą zawdzięczają integracji z Europą. Ale będąc świadom, że zwycięstwo nad Hitlerem w 1945 r. nie jest już moralną legitymacją do hegemonii Moskwy nad Europą Środkowo-Wschodnią, Putin może się odwołać już tylko do pochwały nagiej przemocy. „Prowadząc agresywną wojnę w Europie Wschodniej, Kreml zdaje się coraz bardziej łączyć tradycyjny sowiecki wizerunek kraju, który pokonał nazistowską agresję, z pochwałą agresywnych przedsięwzięć Stalina. Już raz tak było. W latach 1939 i 1941 Związek Radziecki w swojej propagandzie wewnętrznej przedstawiał nazistowskie Niemcy jako państwo przyjazne, nie krytykował niemieckiej polityki i publikował nazistowskie przemówienia (...).

Dzisiaj pozytywna ocena wojny agresywnej dobrze współgra z nową tendencją w rosyjskich mediach, gdzie krzykliwe deklaracje rosyjskiego antyfaszyzmu są zanurzane w retoryce przypominającej faszystowską. W państwowej telewizji Żydzi są obwiniani za przemysł Holocaustu; bliski Kremlowi intelektualista chwali Hitlera jako męża stanu; 1 maja rosyjscy naziści organizują marsze, kolumny maszerujące w stylu norymberskim, ze swastykami i pochodniami, przedstawiane jako antyfaszystowskie; kampania przeciwko homoseksualistom z kolei jest przedstawiana jako obrona prawdziwej cywilizacji europejskiej” – pisze Snyder.

Dopełnieniem tego obrazu jest powoływanie się rosyjskiej propagandy na eurosceptycznych populistów z krajów UE, którzy nie ukrywają podziwu dla autorytarnych metod Putina. Nie tylko przedstawiciele francuskiego Frontu Narodowego, lider brytyjskiej Partii Niepodległości Nigel Farage, czołowy polityk bawarskiej CSU Peter Gauweiler czy Viktor Orbán, ale także aktywiści z ugrupowań jawnie nacjonalistycznych i skrajnie prawicowych.

Pakt Ribbentrop-Mołotow naruszał nie tylko ład terytorialny Europy Wschodniej, ale cały europejski porządek prawny. Stalin chciał obrócić najbardziej radykalną siłę europejską, Hitlera, przeciwko samej Europie. Putin natomiast, zawierając sojusz z antyeuropejskimi populistami, faszystami i separatystami, chce położyć kres obecnemu porządkowi europejskiemu: Unii Europejskiej.

Smutny wniosek z tych analiz. Jak nieraz w dziejach Rosji Kreml stawia na rosyjską siłę. Nie zważając na słabość nie tylko rosyjskiego państwa, ale i gospodarki.

Polityka 50.2014 (2988) z dnia 09.12.2014; Świat; s. 56
Oryginalny tytuł tekstu: "Car jest nagi"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

UKRAINA: Wołodymyr i jego drużyna

Prezydent Wołodymyr Zełenski wystartował z najbardziej ambitnym programem reform w historii kraju. Krytycy twierdzą, że ta niecierpliwość zgubi albo jego, albo Ukrainę.

Oleksandra Iwaniuk
18.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną