Walka o UE. Stara Unia chce kontynuacji, nowa – głównie kraje naszego regionu – radykalnych zmian
Po Brexicie toczy się walka o Unię Europejską. Jeden szczyt jej nie rozstrzygnie, choć może wskazać jej kierunek.
Unia Europejska/Flickr CC by 2.0

Kanclerz Angela Merkel przed rozpoczęciem nieformalnego szczytu Rady Europejskiej w Bratysławie stwierdziła, że Unia jest w krytycznym położeniu. Dodała, że za jednym pociągnięciem nie da się rozwiązać jej obecnych problemów.

Gra toczy się o wysoką stawkę. Przypatrują się jej nie tylko przywódcy 27 państw członkowskich (Wielka Brytania formalnie jest nadal członkiem, ale nie została zaproszona), lecz także Rosja, USA, Chiny. W interesie Rosji pod rządami Putina leży osłabienie Unii przez podsycanie w niej wewnętrznych sporów i atmosfery zniechęcenia, szczególnie wśród jej obywateli.

Ameryka zajęta jest dziś kampanią prezydencką i zacznie wypracowywać swoje stanowisko po jej zakończeniu. Chiny nie angażują się w dywersję polityczną w stylu putinowskim, lecz kontynuują ekspansję ekonomiczną w Europie.

Walka o Unię ma dwa wymiary. Zewnętrzny, opisany wyżej, i wewnętrzny. Dziś na tle serii kryzysów – migracyjnego, terrorystycznego i finansowego (euro) – w Unii ścierają się różne wizje przyszłości. Stara Unia chce kontynuacji, nowa Unia – głównie kraje naszego regionu – radykalnych zmian.

Choć oficjalnie wszystkie kraje deklarują gotowość do wysiłków, aby Unię podtrzymać, to jednak poszczególne rządy narodowe rozumieją tę gotowość rozmaicie. Rząd premier Szydło chce (na dłuższą metę) reformy traktatowej i odrzuca rozwiązanie kryzysu migracyjnego przez solidarne przyjęcie proponowanych przez Brukselę kwot uchodźców.

W tej sprawie Polska z Węgrami zajęła stanowisko nieprzejednane. Węgry na dodatek szykują własne referendum dotyczące migrantów i budują płot mający utrudnić ich napływ. Premier Luksemburga wezwała w związku z tym do zawieszenia Węgier w prawach członka UE. O ile w sprawie migrantów państwa „wyszehradzkie” są zgodne, o tyle w kwestii reform już nie. Czechom i Słowakom bliżej do Berlina niż do Warszawy i Budapesztu.

Podsumowując spotkanie w Bratysławie kanclerz Merkel i prezydent Hollande, spuścili nieco z dramatycznego tonu. Merkel powiedziała, że Bratysława jest początkiem zacieśniania współpracy. Oby była, ale to dziś za mało.

Według najnowszych badań, Europejczycy za największe problemy uważają sprawy ekonomiczne, terroryzm i migrantów. Bruksela wszystkie te tematy podejmuje, nie chce „zmarnować” kryzysów, przez jakie Unia dziś przechodzi. Spotkanie bratysławskie też się nimi zajęło. Dobrze, ale chodzi o to, by nie tylko się nimi zająć, ale zacząć działać tak, by ludzie poczuli, że „europejskie marzenie” ma przyszłość i jest lepsze niż powrót do europejskiej dżungli narodowych egoizmów.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną