Jak największe miasta na świecie radzą sobie ze śmieciami

Nowa segregacja
Miasta produkują co roku ponad miliard ton śmieci. Za 10 lat będzie ich dwa razy więcej. Jedni widzą w tym cuchnący problem i koszty, inni – wielki, innowacyjny interes.
Wzorcowa segregacja śmieci w japońskim Kamikatsu i jego dumni mieszkańcy
Daniele Mattioli/Anzenberger Agency

Wzorcowa segregacja śmieci w japońskim Kamikatsu i jego dumni mieszkańcy

Plaża miejska w Bombaju
Hemant Padalkar/Hindustan Times

Plaża miejska w Bombaju

Japończyk, zanim cokolwiek wyrzuci, musi się porządnie zastanowić. Szczególnie jeśli mieszka w Tokio, które od dekady agresywnie wdraża politykę recyklingu pod hasłem „zero odpadów”. Czystość tej metropolii jest już legendarna, ale ambicje sięgają wyżej. Japońska stolica dąży do tego, by w żaden – stały, płynny czy gazowy – sposób nie zanieczyszczać środowiska. Dlatego każdy z jej mieszkańców otrzymał książeczkę, w której wyjaśniono, jak postępować z 518 przedmiotami, które trafiają do koszy. Są wśród nich np.: szminka i elementy jej opakowania, różne typy pudełek, garnki i pokrywki podzielone według rozmiarów, a nawet skarpetki, których dalszy los różni się w zależności od tego, czy są uprane czy przetarte.

Dzięki odpowiedniej segregacji Japończycy w ciągu trzech dekad, między rokiem 1973 a 2003, zmniejszyli zużycie energii o 40 proc. W ich fabrykach produkuje się przedmioty, wykorzystując o połowę mniej energii niż potrzeba do powstania tych samych rzeczy w Europie. W tym czasie Wielka Brytania podwoiła zużycie energii, a USA je potroiły. Podobnie jest ze wskaźnikami emisji CO2 – w cesarstwie spada, na Zachodzie rośnie.

Stolica Japonii wcale nie jest liderem w segregowaniu. Prześciga ją miasteczko Kamikatsu, w którym wyrzucenie śmieci zajmuje aż kwadrans, ponieważ w lokalnych stacjach selekcji odpadów (nie ma już zwykłych śmietników) znajdują się 44 różne pojemniki. Kamikatsu zamierza w 2020 r. być „zeroodpadowe” i jest blisko celu. Już teraz recyklingowi poddaje 80 proc. nieczystości (globalna średnia to 1 proc.). Ludzie otrzymują m.in. bezpłatne pojemniki do kompostowania żywności. Muszą czytać etykiety produktów i robią to – także dlatego, że za błędne segregowanie naliczane są kary.

Śledzeniem złego segregowania zajmują się patrole ekologiczne w Jokohamie. Tropią tych, którzy porzucają prywatne śmieci w parkach, publicznych kontenerach lub byle jak segregują odpadki. Są grzywny i eksmisje dokonywane przez wspólnoty nieżyczące sobie lokatorów brudasów.

Rekordziści

W Japonii segregowanie odpadów to już kwestia dobrego tonu i edukacji obywatelskiej. Na świecie – sprawa dużej wagi ekonomicznej. Bo śmieci śmieciom nierówne. Te czyste i podzielone na kategorie można poddać recyklingowi lub sprzedać. Pomieszane stanowią obciążenie finansowe i logistyczno-ekologiczny kłopot. Przede wszystkim w miastach, które są nie tylko największymi winowajcami zanieczyszczenia, ale i jego pierwszymi ofiarami.

Im bogatsze miasto, tym większa produkcja śmieci, w każdej postaci. Od tych stałych, przez gnijące resztki jedzenia, ścieki, zatrute powietrze, odpady elektroniczne, medyczne, chemiczne i nuklearne, aż po zanieczyszczenie hałasem. Globalnym zwycięzcą niechlubnego rankingu państw produkujących najwięcej odpadków na mieszkańca jest dziewicza Nowa Zelandia. Każdy jej rezydent co dzień tworzy aż 3,8 kg śmieci (Polak – 0,8 kg). Wśród miast, według różnych zestawień, w roli lidera powraca Nowy Jork, choć zbliżone wyniki mają Bombaj, miasto Meksyk czy Lagos, które muszą co dzień radzić sobie z nowym ładunkiem 11–13 tys. ton śmieci.

Z Nowego Jorku odpady wypływają na barkach, wyjeżdżają pociągami i śmieciarkami nawet do innych stanów, a stamtąd na inne kontynenty (trasy można śledzić na stronie www.waste.exposed). NYC postępuje ze śmieciami zadziwiająco staromodnie i nieopłacalnie – aż 80 proc. ląduje na wysypiskach. To roczny koszt 3,2 mld dol. Dla kontrastu – Singapur poddaje recyklingowi aż 60 proc. śmieci (a jako ultrabogaty port globalny ma ich sporo), na wysypiska wywozi ledwie 2 proc., 38 proc. zaś spala, pokrywając tak kilka procent zapotrzebowania na energię.

Całe Stany w liczbach absolutnych wytwarzają najwięcej, bo aż 625 tys. ton odpadów na dobę. Walnie przykładają się do tego miasta takie jak: Houston, Cleveland, Atlanta, Tampa czy pustynne Phoenix, a w szczególności ich zamożne przedmieścia. Trudno oszacować, jak w rankingu uplasowałyby się miasta chińskie, bo kraj ten nie udostępnia adekwatnych danych. Ale wiadomo, że problem ze śmieciami mają Pekin, Kanton i Szenzen, które nie wdrożyły recyklingu.

W przeciwieństwie do sąsiedniego, wysoce zurbanizowanego Tajwanu, który zredukował nieczystości o połowę, chińskie miasta przede wszystkim palą odpady, co jest według krytyków jedynie zmianą postaci tego samego problemu – toksyczne pyły i popioły trafiają do atmosfery i gleb. W bezprecedensowym ruchu 14-milionowy Kanton nałożył kary na tych, którzy produkują więcej niż 1 kg śmieci dziennie, a mieszkańcy dostali darmowe torby niepozwalające upchnąć w nich więcej odpadków.

Importerzy

Chiny mają coraz więcej śmieci, bogacą się, a do tego są największym importerem odpadów. Płyną tam lub lecą przede wszystkim z Europy i USA, dla których najtańszym sposobem pozbycia się problemu jest jego sprzedaż. Wartość międzynarodowego rynku handlu odpadami szacuje się już na 450 mld dol. rocznie, przy czym obliczyć ją trudno, bo duża część przesyłek (ONZ uważa, że nawet 90 proc.) jest nielegalna.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną