Nerwowy szczyt NATO. Co zrobić z tym Trumpem?
Spektakl, jaki prezydent USA zafundował sojusznikom w Brukseli, przejdzie do historii. Po opuszczeniu kurtyny najważniejsze pytanie brzmi: co dalej z tym Trumpem. A przecież powinniśmy pytać: co dalej z NATO.
Donald Trump przyleciał do Brukseli we wtorek po południu.
Shealah Craighead/White House/Flickr CC by 2.0

Donald Trump przyleciał do Brukseli we wtorek po południu.

Niebywałe, kuriozalne, skandaliczne – zapewne każdy z tych przymiotników znalazł się już w tekstach opisujących zachowanie Donalda Trumpa na szczycie NATO w Brukseli. Epitety można mnożyć – i to jest najłatwiejsze, tyle że mało produktywne. Dużo trudniej przewidzieć, jak na ten bezprecedensowy spektakl zareagują pozostali sojusznicy i co tak naprawdę zrobią. A to pytania dla przyszłości NATO kluczowe – nie mniej niż to, co zrobi Donald Trump.

Nerwowy szczyt NATO

Nie znamy jeszcze wszystkich szczegółów przebiegu niejawnych obrad Rady Północnoatlantyckiej i może nigdy w pełni ich nie poznamy. Na pewno relacje uczestników kilku sesji z udziałem Donalda Trumpa będą jednym z najbardziej pożądanych towarów na dziennikarskim rynku. Ale w publicznym obiegu jest już dość informacji, by z grubsza nakreślić trajektorię wydarzeń, które przejdą do historii jako „najbardziej nerwowy szczyt NATO w ostatnich dekadach”.

Trump przyleciał do Brukseli we wtorek po południu. Miał dość czasu, by jeszcze raz przemyśleć taktykę na dwudniowy szczyt, pierwszy tak długi z jego udziałem. Wiadomo było, z czym przylatuje: od początku miał zamiar rozliczyć europejskie kraje NATO za niskie wydatki obronne. Czy to z powodu jet lagu, czy wskutek starannego planowania atak przypuścił już w środę rano, nie czekając na pozostałych liderów. Na celownik wziął Bogu ducha winnego sekretarza generalnego Jensa Stoltenberga, któremu kazał się publicznie (przed kamerami) tłumaczyć z umów gazowych zawieranych przez Niemcy z Rosją. Co ma tzw. piernik do wiatraka, wiedział tylko Trump, a może w ogóle nikt nie wiedział. Ważne, że w świat poszła opowieść o złych i skąpych Niemcach, dobrych i hojnych Amerykanach oraz ich pierwszym tak stanowczym prezydencie. Później – dzięki tym mediom, które skrupulatnie badają fałszywe przekazy w narracji prezydenta – okazało się też, że Niemcy wcale nie są tak mocno uzależnione od Rosji, jak to przedstawia Trump, i że USA wcale nie płacą na NATO tyle, ile prezydentowi się wydaje. Ale przecież to mogły być „fake news media”, jak je nazwał Trump na dzień dobry.

Komunikacyjna jazda bez trzymanki

Wczorajszy poranek był zapowiedzią komunikacyjnej jazdy bez trzymanki. Kilka godzin po bezprecedensowym ataku na Niemcy, w czasie spotkania z kanclerz Angelą Merkel, Trump był już koncyliacyjny, wręcz łagodny. W czasie przewidzianych w scenariuszu szczytu spotkań grupowych – na wspólne zdjęcie czy obserwację przelotu śmigłowców – nikogo nie zaczepiał, jak to było rok temu, nie okazywał nadmiernej wylewności, zachowywał się normalnie. Równie gładko, bez pretensji przebiegło spotkanie z francuskim prezydentem Emmanuelem Macronem. Ale kiedy za przywódcami państw NATO zamknęły się drzwi na czas roboczej kolacji, gdy z reguły dyskusja staje się bardziej szczera – czytaj: brutalna – powrócił niepokój. Od członków niektórych delegacji do zaprzyjaźnionych mediów zaczęły docierać sygnały, że prezydent Trump chce nie tylko 2 proc. PKB na obronność – chce 4. Po zakończeniu spotkania potwierdził to emerytowany generał Rumen Radew, bułgarski prezydent. Żaden z przywódców przy stole nie był na to przygotowany. Może niedługo dowiemy się, komu kolacja stanęła w gardle.

Prawie jak groźba wycofania USA z NATO

Jednak kiedy w nocy media na szczycie zastanawiały się, czy to koniec sensacji, prezydent USA przygotowywał następną. Uspokojeni wydanym wczoraj po południu komunikatem, niezakwestionowanym przez USA – jak ten po niedawnym szczycie G7 – obserwatorzy dali się uśpić. Kiedy Donald Trump samotnie wkraczał na poranną sesję Rady Północnoatlantyckiej z udziałem prezydentów Ukrainy i Gruzji, nikt nie podejrzewał, co przynosi. A przyniósł prawdziwą bombę.

Według różnych relacji – bo znowu posiedzenie było zamknięte i można polegać wyłącznie na nieoficjalnych przeciekach – sprawę wydatków obronnych postawić miał tak ostro, że zgromadzeni przy stole odebrali to jak groźbę wycofania USA z NATO. Prezydent miał powiedzieć, że jeśli do stycznia największe kraje Europy (w domyśle Niemcy, Francja, Włochy i Hiszpania) nie zdołają osiągnąć poziomu 2 proc. PKB na obronność, to Stany Zjednoczone „pójdą własną drogą”. W świat wysłano alerty, że Trump zagroził wyjściem z NATO. W takich sytuacjach mówi się, że na Kremlu strzelają korki od szampana. Zapasy tego trunku musiałyby być jednak gigantyczne, gdyby każdy tego typu związany z Trumpem news należało opijać.

NATO na krawędzi rozpadu?

Przez kilkadziesiąt minut NATO zdawało się stać nad przepaścią – i szczerze powiedziawszy, nie wiemy na sto procent, czy istotnie się nad nią nie znalazło. Po tym jak prezydenci Ukrainy i Gruzji wyszli z sesji Rady Północnoatlantyckiej, obrady nadal trwały, opisywane jako „sesja nadzwyczajna” lub „kryzysowa”. Wiadomo było, że dzieje się coś niedobrego, choć tak naprawdę nikt nie był pewien co. Najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem było więc, że po groźbie Trumpa liderzy NATO albo omawiali swoją reakcję, albo próbowali załagodzić konflikt grożący katastrofą – rozpadem Sojuszu. Jeśli prawdziwa jest ta druga hipoteza, to się udało.

Kiedy w Brukseli gruchnęła wiadomość, że Donald Trump odbędzie wcześniej nieplanowaną konferencję prasową, wszyscy spodziewali się najgorszego. I tu znowu prezydent USA zaskoczył – jego opis sytuacji na szczycie zabrzmiał kompletnie inaczej niż komentarze dzień wcześniej. „NATO wydaje więcej, jest znacznie silniejsze niż jeszcze dwa dni temu, nie ma żadnego problemu” – mówił. To, co wczoraj – w kontekście wydatków – było „bardzo małym krokiem”, dzisiaj okazało się „wzrostem jak nigdy dotąd”. Przy okazji padło kilka typowych dla niego stwierdzeń: że jest geniuszem, w dodatku bardzo stabilnym, że nigdy nie zmienia zdania. No i jeszcze, że amerykański sprzęt wojskowy jest najlepszy na świecie – tu padły nawet nazwy konkretnych firm. Z każdym zdaniem stawało się jasne, że przez ostatnie dwa dni albo byliśmy widzami wyreżyserowanego spektaklu, albo mamy do czynienia z osobowością niestabilną. Wręcz cierpiącą na zaburzenia dwubiegunowe.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj