Szczyt wszystkich strachów? W Brukseli o dalszych losach NATO
Spotkanie przywódców NATO w Brukseli może się okazać ważniejsze niż to w Newport czy Warszawie. Na stole będzie rola i przyszłość Ameryki w Sojuszu, a więc i przyszłość jego samego. A co za tym idzie, strategiczna przyszłość Polski.
Czy militarne bezpieczeństwo Europy jest do zagwarantowania w obliczu raczej nieuchronnego wycofywania się Ameryki?
NATO

Czy militarne bezpieczeństwo Europy jest do zagwarantowania w obliczu raczej nieuchronnego wycofywania się Ameryki?

„Wykańczają nas tym NATO” – skarżył się niedawno prezydent USA Donald Trump na wiecu w amerykańskim interiorze, zupełnie jakby wciąż prowadził wygraną w 2016 r. kampanię prezydencką. Wtedy Sojusz nazywał przestarzałym, a sojusznikom groził wycofaniem wojsk USA, jeśli nie zaczną płacić więcej. „Jesteśmy przygłupami, z których ciągną kasę” – biadał Trump, przypomniawszy sobie cały arsenał inwektyw, który być może pomógł mu znaleźć się w Białym Domu. Z tym że teraz jako prezydent wie naprawdę, ile i na co Ameryka płaci, ilu i gdzie ma żołnierzy, gdzie jest silniejsza, a gdzie słabsza i jak się to wszystko ma do amerykańskich interesów na świecie. Tłum w Montanie tego nie wie, za to owacyjnie przyjmuje, cokolwiek powie ich prezydent.

Komu i co ma za złe Donad Trump

Powrót takiej retoryki tydzień przed pierwszym prawdziwym szczytem NATO z udziałem Donalda Trumpa jako prezydenta USA i szefa amerykańskiej delegacji wywołuje ciarki na plecach tych, którzy bardzo się starają – jak Polska – i tych którzy doskonale wiedzą, że to do nich adresowane są żale i groźby. Najbardziej oczywiście chodzi o Niemcy, do których Donald Trump ma całą listę zastrzeżeń. Prezydent USA nawet nie stara się ukrywać awersji do kanclerz Angeli Merkel i nie waha się personalnie jej atakować: „Powiedziałem jej: wiesz co, Angela, nie mogę tego zagwarantować, ale my was chronimy i to znaczy dużo więcej dla was niż dla nas – bo nie wiem, ile ochrony my sami zyskujemy na tym, że was chronimy”.

Wcześniej na wiecu mówił, że USA wydają 4 proc. PKB na obronę, a Niemcy tylko 1 – a później, że Niemcy domagają się ochrony przed Rosją, gdy jednocześnie gotowi są płacić jej miliardy dolarów za gaz. Prosty to był przekaz skierowany do niewymagających odbiorców, którym prezydent Trump nie zawracał już głowy tym, iż z całych wydatków obronnych USA tylko niewielka część przeznaczona jest na działania w ramach NATO, a żaden kraj nie jest w stanie przekierować na obronność funduszy przeznaczonych na zakup surowców energetycznych. Na przykład Polska wydaje co roku na gaz i ropę z Rosji około dwa razy więcej niż na siły zbrojne, więc jeśli traktować ten argument serio, my też bylibyśmy na celowniku Trumpa.

Czytaj także: Lepszy Trump czy Merkel? Polska pośrodku Atlantyku

„NATO nas wykończy”. Narracja, która się przebija

W czasach postprawdy rządzącej postpolityką coraz trudniej podejmować dyskusję z opiniami na podstawie faktów. Może nawet nie ma to sensu – poza satysfakcją, jaką przynosi temu czy innemu intelektualiście, który na swoim blogu, Twitterze czy nawet w artykule opublikowanym przez poważny dziennik bezwzględnie rozprawi się z bałamutnymi tezami niedouczonego polityka. Ale brutalna rzeczywistość jest taka, że intelektualiści raczej nie wygrywają wyborów – tym bardziej nie przejmują władzy innymi metodami. Na Twitterze każdy jest równy i może przegrać słowną batalię z „wiedzącymi lepiej”. Tzw. poważne i płatne media nie są już prawie nikomu potrzebne do życia, bo cała mądrość świata jest w darmowym internecie.

Ten generalny opis rzeczywistości komunikacji politycznej niestety ma zastosowanie również do spraw bezpieczeństwa, a „debata”, jaka toczy się za sprawą Donalda Trumpa wokół NATO między USA a Europą, jest tego dobitnym dowodem. Do publicznej świadomości przebijają się jedynie hasła, że Europa nie płaci, że Ameryka broni Europy za darmo, a w dodatku Unia Europejska została utworzona, by Ameryce szkodzić. „Wykańczają nas tym NATO”, nic dodać, nic ująć, nareszcie ktoś to powiedział – stwierdzi karmiony tą narracją amerykański wyborca-podatnik i da wyraz swej frustracji w najbliższym głosowaniu. Nie powinniśmy czuć europejskiej wyższości nad jankesami, bo rzeczywistość hasłowo kreowana na użytek polskiego odbiorcy jest równie złudna: że 2 proc. PKB na MON zapewnia nam bezpieczeństwo, że armię modernizujemy jak nigdy wcześniej, a najlepszym wzmocnieniem sił zbrojnych jest obrona terytorialna. Żyjemy w niestykających się ze sobą bąblach narracyjnych, mających niewiele wspólnego z tzw. obiektywną rzeczywistością.

Czytaj także: NATO jest w kryzysie zaufania

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj