NATO w kryzysie zaufania. Ratuj się, kto może?
Wobec rosnącej nieufności Europy względem Trumpa Polska powinna postawić na kierunek, z którego może przyjść pomoc – Zachód. Stawianie na oś Północ–Południe przeczy naszym interesom bezpieczeństwa.
U.S. Air Force photo/Staff Sgt. Sara Keller/Flickr CC by 2.0

Żyjemy w szczelnym bąblu nieświadomości. Z powodu braku zainteresowania mediów jeszcze swobodnych i wskutek sprzedawania wyłącznie narracji sukcesu przez media PiS do większości z nas nie docierają dźwięki alarmu o fundamentalnym znaczeniu dla bezpieczeństwa Polski: państwa NATO wkroczyły właśnie w najgłębszy kryzys zaufania od wyjścia Francji z sojuszu w 1967 roku. Sprawcą obecnego kryzysu są same Stany Zjednoczone pod wodzą obecnego prezydenta Donalda Trumpa.

NATO w kłopocie

Chodzi o decyzje odczytywane w Europie Zachodniej jako wrogie albo nieuwzględniające interesów bezpieczeństwa Starego Kontynentu: zerwanie porozumienia nuklearnego z Iranem, krwawo okupione przeniesienie ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy, niejasność co do prawdziwych intencji wobec Rosji, nawet naciski w sprawie zwiększania wydatków obronnych. Wszystko irytuje europejskich sojuszników Ameryki i zaognia podziały.

– Czy w transatlantyckim partnerstwie zabrzmiała ostatnia fanfara? – pyta brytyjski, co ważne, think-tank Center for European Reform. Raport dla deputowanych niemieckiego Bundestagu przekonuje, że niedawne naloty na Syrię były nielegalne w świetle prawa międzynarodowego. Angela Merkel mówi o przebudzeniu świadomości Europy. Brytyjska premier Theresa May od roku nie może doczekać się rytualnej wizyty państwowej od niegdyś najbliższego sojusznika. Francuski prezydent, im bardziej usiłuje wejść w rolę Brytyjczyków, tym bardziej się przekonuje, że teraz się nie da...

Panie i Panowie, NATO jest w kłopocie.

Czytaj też: Czy PiS kasuje śmigłowce

Kryzys irański gorszy od irackiego

Czarę goryczy przelało przymknięcie oczu przez Amerykę na masakrę palestyńskich cywilów przez izraelskie wojsko w miniony poniedziałek. Kropkę nad i postawił szef Rady Europejskiej, były premier Polski Donald Tusk. W zaskakująco ostrym wpisie na Twitterze stwierdza jednoznacznie: „W świetle ostatnich decyzji prezydenta Trumpa ktoś mógłby nawet pomyśleć: jeśli masz takich przyjaciół, po co ci wrogowie? Ale szczerze powiedziawszy, Unia powinna być wdzięczna. Dzięki niemu pozbyliśmy się wszelkich złudzeń. Zdaliśmy sobie sprawę, że jeśli potrzebna jest nam pomocna dłoń, powinniśmy jej szukać na końcu własnego ramienia”.

W Polsce wpis Tuska zostanie odczytany przez rządzących i przychylne im media jako przejaw politycznej zapiekłości, antyamerykanizmu, wręcz antypolonizmu. Ale tak naprawdę powinniśmy się zastanowić, czy nie oddaje nastrojów w Europie – i czy nie powinniśmy się tego obawiać. Rozdźwięk między Europą a Ameryką jest dziś głębszy niż był w czasie nakręconej przez USA inwazji na Irak, 15 lat temu.

Mówił o tym w Warszawie w zeszłym tygodniu były doradca Baracka Obamy i Billa Clintona profesor Charles Kupchan. Owszem, Kupchan to demokrata, ale Amerykanin z krwi i kości, a w dodatku wie, co się mówi i dzieje w Waszyngtonie. Na spotkaniu w „Polityce” na zaproszenie fundacji Friedricha Eberta ostrzegał, że kryzys irański będzie mieć głębsze konsekwencje dla transatlantyckiej jedności, niż miał kryzys iracki.

Zdaniem Kupchana wtedy chodziło o środki, a teraz o cele, więc różnica między Europą a Ameryką jest głębsza. Poza tym Trump zasłużył już na miano nienormalnego, kogoś, kto w imię spełnienia własnych, partykularnych celów politycznych gotów jest poświęcić relacje z partnerami. Zlekceważenie interesów Europy w kwestii Izraela było policzkiem, w kwestii Iranu – ciosem w nos. Europa co prawda krwawi, ale wyciera twarz i bynajmniej nie ma zamiaru zejść z ringu.

Czytaj też: Były oficer CIA o Rosji

Nieprzewidywalna Ameryka

Przekonanie o tym, iż prezydentura Trumpa dała dowód na nieprzewidywalność Ameryki, jest dziś w Europie znacznie silniejsze niż impuls, jaki jego groźby zdjęcia parasola obronnego dały dla zwiększenia własnych zdolności obronnych.

Z tym drugim wciąż jest zresztą słabo. Niemcy – najbogatszy i najsilniejszy kraj Europy – otwarcie odmawiają spełnienia NATO-wskiego warunku 2 proc. PKB na obronność do 2024 roku, mówią jedynie o pójściu w tym kierunku. Włochy, które do nadrobienia mają jeszcze więcej niż Niemcy, w ogóle nie podejmują tematu, mimo że na papierze są trzecią gospodarką Europy i mają potężny przemysł zbrojeniowy.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną