Orędzie o stanie UE w Brukseli, czyli afrykańskie marzenie Junckera
Jean-Claude Juncker wygłosił ostatnie w tej kadencji „state of the European Union”. Spośród wszystkich zapowiedzi najbardziej dziwią plany ekspansji gospodarczej w Afryce.
Jean-Claude Juncker wygłosił orędzie w Brukseli.
Vincent Kessler/Reuters/Forum

Jean-Claude Juncker wygłosił orędzie w Brukseli.

Środowe przemówienie Jean-Claude’a Junckera, przewodniczącego Komisji Europejskiej (i byłego szefa chadeckiej grupy w europarlamencie), było zarówno ostatnim orędziem „state of the European Union” w tej kadencji, jak i najciekawszym. Juncker wprost odwołał się do nadchodzących wyborów europejskich. Dla wszystkich, nie tylko dla wysokich urzędników w Brukseli, jest jasne, że będą to wybory przełomowe dla kształtu Unii Europejskiej, jaką znamy.

Europa wychodzi na prostą

Prócz szumnego ogłoszenia końca kryzysu strefy euro i wyrazów optymizmu pod adresem wspólnej waluty Juncker podkreślił, że jednym ze źródeł ostatnich sukcesów UE, w tym wzrostu inwestycji i utrzymującego się „od 21 kwartałów” wzrostu gospodarczego, był strukturalny fundusz inwestycyjny – tzw. Plan Junckera. Wygląda na to – kontynuował – że Europa zaczyna wychodzić na prostą, nadrobiła straty wywołane przez kryzys, tworzy nowe miejsca pracy i – jako całość będąca czymś więcej niż suma części – pozostaje jednym z największych graczy na świecie.

Czytaj także: Na czym polega rewolucja w unijnym budżecie

Godzina europejskiej suwerenności

Ale jest to również Europa, która „nie jest naiwna”. Juncker zapowiedział wzmocnienie sił Frontexu, organizacji ochrony granic Unii Europejskiej, mniej więcej 10 tys. nowych funkcjonariuszy. Podkreślił też, że choć powrót do Schengen jest priorytetem, to państwa członkowskie UE muszą być solidarne przede wszystkim „między sobą” (zdanie o solidarności z uchodźcami niestety nie padło, choć oczywiście dobre pięć minut przemówienia poświęcone było mechanizmowi relokacji). Ta „nienaiwna” Europa musi podjąć realne działania w multilateralnym świecie przyszłości: „Będę pracował dzień i noc przez najbliższe miesiące nad pełnym uruchomieniem Europejskiego Funduszu na rzecz Obrony oraz Stałej Struktury Współpracy w zakresie Obronności”. Ma to zapewnić Europie miejsce gry przy globalnym stoliku, a także wzmocnić jej pozycję w negocjowaniu działań do podjęcia na niwie międzynarodowej, od zmian klimatycznych do terroryzmu. „Wybiła godzina europejskiej suwerenności” – skwitował Juncker.

Czytaj także: Skończył się program relokacji uchodźców, ale problem nie zniknął

Te zapowiedzi, ciekawe, choć dla uważnych obserwatorów odrobinę na wyrost, mogą robić wrażenie nieco bojowych. Juncker tonował swoje wypowiedzi, podkreślając, że Europa nigdy nie będzie budować swojej suwerenności ze szkodą dla innych, że pozostanie kontynentem „otwarcia i tolerancji”, gdyż „świat, na którym żyjemy, należy do wszystkich, a nie do garstki wybranych”.

Afryka, bliźniaczy kontynent Europy

Problem w tym, że jednocześnie szef Komisji Europejskiej zapowiedział politykę gospodarczej, ale jednak ekspansji. Przedstawił propozycję porozumienia z Unią Afrykańską (w końcu, jak sam stwierdził, „Afryka to bliźniaczy kontynent Europy”). Porozumienie to miałoby zakończyć epokę pomocy rozwojowej, a otworzyć czas „wzajemnych zobowiązań” zwieńczonych przekształceniem sieci umów handlowych między krajami UE i Afryki w ramową umowę o charakterze interkontynentalnym.

Juncker wierzy, że proponowane przezeń Porozumienie dla Zrównoważonych Inwestycji i Miejsc Pracy, z funduszami operacyjnymi bazującymi na utworzonym dwa lata temu Planie Inwestycji Zewnętrznych (do tej pory dopinane są inwestycje rzędu 24 mld euro, a perspektywa finansowa to 44 mld euro), pomoże stworzyć w ciągu zaledwie pięciu najbliższych lat nawet 10 mln miejsc pracy na terenie całej Afryki. Czego nie powiedział, to że te inwestycje pomału zbliżałyby UE do poziomu zaangażowania Chin. Wzmianka o sytuacji na Zachodnich Bałkanach (gdzie wpływy Chin i Rosji są na tyle duże, że tamtejsze kraje, zwłaszcza dynamicznie rozwijająca się Serbia, coraz mniej entuzjastycznie podchodzą do perspektywy członkostwa w Unii) miała zadziałać jak kubeł zimnej wody. W tym wyścigu, który jeszcze całkiem niedawno w ogóle nie wydawał się wyścigiem, tak daleko wysforowała się Unia, teraz wspólnota europejska zaczyna zostawać w tyle.

Czytaj także: Co się dzieje na granicy Unii Europejskiej i Afryki

Tyle że samo postawienie Unii Europejskiej w sytuacji wyścigu jest czymś nowym, czemu powinniśmy bacznie się przyglądać. Kiedy tuż przed wyborami szef jednej z najważniejszych europejskich struktur tak zdecydowanie nadaje kierunek działań (zwarcie szyków, wspólny cel – Afryka, wzmocnienie granic i obronności), to zaczyna być bardzo ciekawie...

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj