Świat

Pocahontas rzuca rękawicę Trumpowi

Senator Elizabeth Warren chce wystartować w wyborach prezydenckich w USA w 2020 r. Senator Elizabeth Warren chce wystartować w wyborach prezydenckich w USA w 2020 r. Reuters/Brian Snyder / Forum
Demokratyczna senator Elizabeth Warren ze stanu Massachusetts ogłosiła na wideo utworzenie „prezydenckiego komitetu eksploracyjnego”, czyli dała do zrozumienia, że wystartuje w wyborach do Białego Domu w 2020 r.

Polskim czytelnikom może się wydać przesadą tak wczesne informowanie o swoich planach, ale w USA kampania wyborcza trwa niewiarygodnie długo, a ostatnio coraz dłużej. Kandydowanie na prezydenta kosztuje majątek i nie należy zwlekać ze zbiórką funduszy. Tym bardziej że ponad 30 innych kandydatów Partii Demokratycznej nie ukrywa zamiarów rzucenia rękawicy Donaldowi Trumpowi, kiedy za niespełna dwa lata będzie się ubiegał o reelekcję. Senator Elizabeth Warren jest pierwszym politykiem ze ścisłej czołówki tej stawki, jedną z faworytek do partyjnej nominacji prezydenckiej.

Czytaj też: Niebanalny quiz wiedzy o Ameryce

Chwyta byka za rogi

Warren jest także nieformalną przywódczynią lewego skrzydła demokratów – obok byłego kandydata do nominacji senatora Berniego Sandersa. Lewica, której przedstawiciele w Ameryce najchętniej określają się mianem progressives (postępowcy, progresywiści), zdobywa powoli dominującą pozycję w partii. Warren ma tam mocne referencje – jako szefowa federalnego Biura Ochrony Finansowej Konsumentów za prezydenta Obamy walczyła jak lew z bankami winnymi za kryzys 2008 r., dopóki republikanie nie osłabili wpływów tej agencji.

Pani senator, inaczej niż Sanders, nie deklaruje się jako socjalistka, ale jej propozycje w warunkach amerykańskich są rewolucyjne. W zgłoszonym w Kongresie projekcie ustawy o odpowiedzialnym kapitalizmie zaproponowała np., by 40 proc. zarządów wielkich korporacji wybierali ich pracownicy. Domaga się podwyżki płacy minimalnej do 15 dol. za godzinę, wprowadzenia powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych finansowanych z podatków, jak w Europie, a także rozbicia monopoli, zwłaszcza w sektorze high-tech (Apple, Google, Amazon itd.).

Widać z tego, że Warren chwyta byka za rogi w debacie na temat zagrożeń współczesnej gospodarki – o niebezpieczeństwie nowych monopoli alarmował niedawno „The Economist”. A realizacja jej postulatów zmniejszyłaby kolosalne nierówności w USA, czyniące powoli fikcję z demokracji. Trudno jednak nie zauważyć, że programem takim prawica będzie straszyć wyborców jako utopią „antyamerykańską”.

Czytaj też: USA ograniczają swoją globalną rolę

Problemy z indiańskim pochodzeniem

Politycznym planom Warren zaszkodziła nieco kontrowersja z jej domniemanym indiańskim pochodzeniem. Przyznawała się do niego jako profesor Harvarda i innych uczelni, co jej wrogowie podchwycili jako dowód, że użyła tego, by szybciej awansować. Trump zaczął kpić, nazywając ją Pocahontas (imię indiańskiej księżniczki współpracującej z białymi kolonistami w XVII w., spopularyzowanej w animowanym filmie).

Uniwersytety zaprzeczają, jakoby Warren korzystała z przywilejów akcji afirmatywnej i można sądzić, że to raczej im zależało, by chwalić się posiadaniem większej liczby przedstawicieli mniejszości etnicznych w kadrze profesorskiej. Ale senator pogorszyła sprawę, ogłaszając w październiku – w odpowiedzi na ataki prezydenta – że badania DNA wykazały, iż rzeczywiście ma przodków w plemieniu Czerokezów (Cherokee).

Problem w tym, że była w stanie wskazać przodka tylko z XVIII stulecia, co oznacza, że posiada co najwyżej drobny ułamek krwi indiańskiej – jak dziesiątki albo i setki tysięcy innych Amerykanów, bo biali przez stulecia mieszali się z tubylcami. Czerokezi oświadczyli, że pani Warren do nich nie należy, i zamiast uwiarygodnienia początkowych roszczeń skończyło się na kolejnym ośmieszeniu.

Czytaj też: Spór o mur paraliżuje amerykańską administrację

Za wcześnie mówić o szansach

O szansach pani senator w walce o nominację demokratów mówić za wcześnie. Według ostatnich sondaży stawce przewodzą: były wiceprezydent Joe Biden, Bernie Sanders – obaj mocno po siedemdziesiątce – oraz młody kongresman z Teksasu Beto O′Rourke. Notowania kandydatów na prawie dwa lata przed wyborami nic nie znaczą. Ale niefortunne piętno Pocahontas może zachować świeżość jako ewentualna broń przeciw Elizabeth Warren.

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną