O Bliskim Wschodzie bez Palestyny
Dlaczego na konferencji w Warszawie nie pojawi się przedstawiciel Autonomii Palestyńskiej? Należałoby raczej zapytać: po co miałby się fatygować?
Donald Trump na tzw. barierze bezpieczeństwa oddzielającej Zachodni Brzeg od Izraela
Wisam Hashlamoun/APA Images/Forum

Donald Trump na tzw. barierze bezpieczeństwa oddzielającej Zachodni Brzeg od Izraela

Oficjalnie strona palestyńska zaproszenie otrzymała w ostatni piątek, pięć dni przed warszawską konferencją. Dwa dni potem oświadczyła, że nie weźmie w niej udziału i nie upoważni nikogo do prowadzenia rozmów w jej imieniu.

„Strona palestyńska uważa, że rozmowy na temat sytuacji na Bliskim Wschodzie powinny odbywać się w obecności wszystkich zainteresowanych stron i na podstawie prawa międzynarodowego, zwłaszcza rezolucji Zgromadzenia Ogólnego i Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych, nie zaś w celu realizacji interesów strony amerykańskiej, tj. mobilizacji koalicji na rzecz poparcia dla tzw. planu stulecia administracji prezydenta Donalda Trumpa, którego szczegóły nie są do tej pory znane” – czytamy w oświadczeniu.

Czytaj także: Co się uda osiągnąć (a czego nie) na konferencji bliskowschodniej w Warszawie

Zaproszenie na ostatnią chwilę

Zaproszenie Palestyńczyków za pięć dwunasta w języku dyplomacji wypada co najmniej fatalnie: – To jak zaproszenie kogoś w ostatniej chwili, tuż przed ważną, oficjalną kolacją, jako zapchajdziury, bo akurat ktoś się rozchorował, a ktoś inny nie mógł przyjechać. To bardzo nieeleganckie – uważa Jan Wojciech Piekarski, znawca protokołu dyplomatycznego i były ambasador Polski w Izraelu. – Wszystkie dotychczasowe rozmowy pokojowe odbywały się w dużej dyskrecji i były prowadzone bezpośrednio. Format konferencji temu nie służy – podkreśla.

Nieobecność Palestyńczyków jest więc zrozumiała, tym bardziej że sprawa rozwiązania konfliktu z Izraelem nie będzie tu kluczowa. Na pierwszym planie konferencji jest montaż koalicji państw „podobnie myślących” w kwestii Iranu – wbrew oficjalnym zapewnieniom ze strony organizatorów, że spotkanie nie jest wymierzone w żaden kraj, i wbrew deklaracjom, że ma dać szersze spojrzenie na Bliski Wschód. Wiadomo, że premier Izraela Benjamin Netanjahu wygłosi ostre antyirańskie przemówienie. To niewątpliwie element kampanii – warszawskie spotkanie odbywa się kilka tygodni przed wyborami parlamentarnymi, które mogą pozbawić Netanjahu fotela szefa rządu.

W polskiej stolicy Netanjahu spotka się m.in. z Jaredem Kushnerem, który weźmie udział w konferencji razem ze swoim „peace teamem”. Ma mu towarzyszyć Jason Greenblatt, przedstawiciel Trumpa od negocjacji międzynarodowych.

Czytaj także: Ile czasu ma Izrael

Jaki plan dla Bliskiego Wschodu

W amerykańskich mediach huczało ostatnio od plotek, że na spotkaniu w Warszawie będą przedstawiane zarysy planu pokojowego dla Bliskiego Wschodu, nad którym pracuje ekipa Trumpa. Informacji tych oficjalnie nie potwierdzono. Na razie wiadomo tylko tyle, że plan zostanie ogłoszony po izraelskich wyborach.

Rzecz w tym, że choć planu na oczy nikt nie widział, jego główne założenia wyciekły do prasy kilka tygodni temu i Palestyńczycy zdążyli go w odrzucić. Nie ma zgody Izraela na powstanie jakiegokolwiek państwa palestyńskiego na terenach tzw. Judei i Samarii (Zachodni Brzeg). Nie ma zgody Palestyny na jakiekolwiek państwo bez Jerozolimy jako stolicy i poza granicami z 1967 r.

Administracja Trumpa – jak wynika z przecieków – chce zaproponować Palestyńczykom w pełni suwerenne państwo na 85–90 proc. Zachodniego Brzegu, a także arabską część Jerozolimy jako stolicę. Izrael miałby anektować większe osiedla i ewakuować mniejsze outposty, nielegalne także w świetle jego prawa. Kraj zachowałby kontrolę nad Starym Miastem, chociaż tzw. święte miejsca byłyby wspólnie administrowane: przez Palestyńczyków, Jordańczyków, a być może też inne państwa. Palestyńczykom odblokowano by możliwość budowy lotniska i portu w Strefie Gazy. A Izrael utrzymałby kontrolę nad granicami i przejściami Zachodniego Brzegu, nad bezpieczeństwem i wodą w spornym terytorium, Doliną Jordanu, a także zdecydowanie większą częścią Wschodniej Jerozolimy. Biały Dom odciął się wprawdzie od tych informacji i nie ma pewności, czy są prawdziwe. Wydają się jednak co najmniej prawdopodobne.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj