Świat

Kto obejmie najważniejsze stanowiska w Unii Europejskiej?

Kto kim w UE? Ustalenia trwają. Kto kim w UE? Ustalenia trwają. verkeorg / Flickr CC by SA
Rada Europejska i europarlament zaklinczowały się w sprawie nowego szefa Komisji Europejskiej. Manfred Weber trzyma się zaskakująco mocno, ale jego nominacja wymagałaby od prezydenta Francji pogodzenia się z wielką porażką.

Pierwotny plan Donalda Tuska zakładał, że przywódcy krajów wspólnoty w Radzie Europejskiej już na szczycie w przyszłym tygodniu uzgodnią nominacje na najważniejsze posady w instytucjach Unii. Sęk w tym, że wszelkie personalne układanki muszą zacząć się od uzgodnienia następcy Jeana-Claude’a Junckera, bo stanowisko szefa Komisji Europejskiej uchodzi w Brukseli za najważniejsze. A skoro w tej kwestii wciąż daleko do kompromisu, unijni dyplomaci już spekulują o dodatkowym szczycie UE na przełomie czerwca i lipca. Pesymiści kraczą, że nominacje mogą rozstrzygnąć się dopiero po sierpniowych wakacjach.

Czytaj też: W Europie stare partie atakują, drobnica atakuje

Weber faworytem, ale napotyka opór

Na przewodniczącego Komisji Europejskiej musi się zgodzić zarówno europarlament (większością ponad połowy składu izby), jak i przywódcy unijnych krajów w Radzie Europejskiej (większością 21 z 28 krajów). Między europosłami i Radą Europejską trwa zapoczątkowany przed pięciu laty spór ustrojowy, kto jako pierwszy ma wysuwać kandydaturę.

Jednak niezależnie od tego konfliktu ani europosłowie, ani Rada Europejska na razie nie mają kandydatów, o których mogliby walczyć ze sobą. To radykalna różnica w porównaniu z 2014 r., kiedy już nazajutrz po wyborach większość w Parlamencie Europejskim stanęła murem za Junckerem, który był liderem (spitzenkandidatem) centroprawicowej Europejskiej Partii Ludowej (EPL), przedstawianym w kampanii jako kandydat na szefa Komisji.

Teraz EPL twardo obstaje przy swym obecnym spitzenkandidacie Manfredzie Weberze, ale ten bawarski chadek na razie ma za sobą wyłącznie własną frakcję (24 proc. izby). W Parlamencie trwają negocjacje programowe EPL z trzema mniejszymi frakcjami: centrolewicą (S&D), Renew Europe (to nowa nazwa liberałów z ALDE połączonych z ludźmi Emmanuela Macrona) oraz zielonymi. Ale nie zanosi się, by te kluby zdołały w najbliższym czasie uzgodnić własnego kandydata na następcę Junckera.

Przeciwnie, upór EPL przy Weberze konsoliduje niechęć innych frakcji wobec Bawarczyka. I wygląda na to, że inicjatywa, czy i jak przeciąć ten węzeł – mimo poselskich ambicji co do spitzenkandidatów – musi jednak wyjść od Rady Europejskiej. A tam główny spór przebiega na linii Berlin–Paryż.

Czytaj też: Federaliści i skrajna prawica zyskują w Europie po wyborach

Macron nie chce Niemca

Angela Merkel popiera Webera mocniej, niż do niedawna spodziewała się spora część Brukseli, co jest przypisywane wymogom wewnątrzniemieckiej polityki. – Gdyby Weber był z CDU, to Merkel byłoby łatwiej go porzucić. Ale to polityk niełatwych bawarskich sojuszników z CSU, więc kanclerz potrzebuje naprawdę dobrego pretekstu, by zrezygnować z jego kandydatury – tłumaczy jeden z zachodnich dyplomatów.

Natomiast Macron był od początku mocno przeciwny Weberowi (chodzi m.in. o „zbyt silną” pozycję EPL i Niemców w Brukseli, a także niechęć wobec całego pomysłu ze spitzenkandidatami). Paryż przynajmniej na razie nie sygnalizuje gotowości do zmiany zdania – nawet w zamian za spektakularne korzyści – np. Francuza na czele Europejskiego Banku Centralnego (o ile Berlin byłby na to gotów). Kadencja obecnego prezesa EBC Włocha Mario Draghiego kończy się jesienią.

Czytaj też: Kandydaci na szefa Komisji Europejskiej debatowali w Brukseli

Kto w zamian? Może Barnier?

Francuski sprzeciw jest arytmetycznie do obejścia w głosowaniu Rady Europejskiej, ale to politycznie trudne do wyobrażenia. Jeśli Macron nie ustąpi, Merkel będzie musiała wykorzystać brak europarlamentarnej większości za Weberem jako powód do porzucenia jego kandydatury.

Kto w zamian? Pałac Elizejski nieraz manifestował bliskość poglądów z Dunką Margrethe Vestager (obecną komisarz UE ds. konkurencji), ale istnieje ryzyko, że niemiecką ceną będzie pogrzebanie całej reszty „spitzenkandidatów”, czyli centrolewicowego Fransa Timmermansa (i tak pozostającego poza rozgrywką o fotel po Junckerze) oraz liberałki Vestager („Renew Europe”).

Wyjściem z impasu mógłby stać się członek EPL, Francuz Michel Barnier, negocjator UE ds. brexitu, który – jak przekonuje jeden z wysoko postawionych rozmówców w europarlamencie – mógłby zostać uznany za „honorowego spitzenkandidata”. Oficjalnie nie występował w tej roli, choć – ku irytacji zwłaszcza niemieckich chadeków – prowadził nieformalną kampanię (np. przemówienia o przyszłości Unii), czyli niejako konkurował z Weberem.

Zwłaszcza czeskie media piszą o Słowaku Maroszu Szefczoviczu (jeden z wiceprzewodniczących Komisji Europejskiej) jako kandydacie Grupy Wyszehradzkiej. Ale nasi polscy rozmówcy nieoficjalnie dystansują się od Szefczovicza. A na tę niechęć składa się m.in. jego wykształcenie zdobywane w moskiewskiej MGIMO w latach 80.

A kto za Tuska?

Wśród chętnych na objęcie posady po Tusku na czele Rady Europejskiej są wymieniani – zwłaszcza gdyby liberałka Vestager nie dostała Komisji Europejskiej – liberalni premierzy Belgii (Charles Michel), Luksemburga (Xavier Bettel) oraz – mimo jego ciągłych zaprzeczeń – Holandii (Mark Rutte). Jednak z racji poszukiwania równowagi geograficznej i płci na głównych posadach bardzo duże szanse ma kończąca kadencję prezydent Litwy Dalia Grybauskaite (niezwiązana z żadną unijną międzynarodówką).

Jak wynika z naszych informacji, Tusk w maju testował także dwa inne nazwiska (oprócz Grybauskaite) z młodszej części Unii: chorwackiego premiera Andreja Plenkovicia oraz rumuńskiego prezydenta Klausa Iohannisa. Obaj należą do EPL, która ma teraz tylko ośmiu z 28 przywódców krajów Unii w Radzie Europejskiej, więc ich szanse zwiększyłyby się tylko pod warunkiem, że Komisja Europejska nie przypadłaby politykowi EPL (np. Barnierowi), lecz przykładowo Vestager.

Dyplomacja i parlament

Holandia zabiega dla Timmermansa (centrolewica) o ważne portfolio w Komisji Europejskiej, ale ani Timmermans, ani rząd Marka Ruttego nie są zainteresowane posadą szefa unijnej dyplomacji po Federice Mogherini. Poważnym kandydatem na jej następcę jest centrolewicowy Josep Borrell, obecnie minister spraw zagranicznych Hiszpanii.

Irlandka Mairead McGuiness (EPL) to obecnie faworytka brukselskich stawek co do przewodniczącego Parlamentu Europejskiego na pierwsze dwa i pół roku, a potem mogłaby ją zastąpić niemiecka zielona Ska Keller. Wśród 14 wiceprzewodniczących europarlamentu mogą znaleźć się dwie byłe polskie szefowe rządu: Ewa Kopacz (EPL) i Beata Szydło (konserwatyści).

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną