Świat

Granice wolności słowa: zamachowcy z USA korzystali z tego samego forum internetowego

Nie wszystkie wypowiedzi w USA są chronione przez gwarantującą wolność słowa pierwszą poprawkę do konstytucji USA. Nie wszystkie wypowiedzi w USA są chronione przez gwarantującą wolność słowa pierwszą poprawkę do konstytucji USA. Jason Krieger / Unsplash
Zamachowcy publikują swoje manifesty w serwisie 8chan, zwanym „szambem nienawiści”. Czy Ameryka, znana z ochrony wolności słowa, może się jakoś przed tym bronić?

Gdy 3 lipca uzbrojony w kałasznikowa 20-latek otworzył ogień do klientów supermarketu Walmart w El Paso w Teksasie, jego cel był konkretny: powstrzymanie rzekomej „inwazji” latynoskich imigrantów. Sprawca zamordował 20 osób i ranił 26 – przynajmniej tyle, bo nieudokumentowani migranci w obawie przed deportacją mogą nie zgłaszać się po pomoc. Przy okazji warto zauważyć, że prezydent Donald Trump sam nazwał imigrację z Meksyku i Ameryki Środkowej mianem „inwazji”. Sprawca odwołał się też do tyleż paranoicznej, co absurdalnej teorii „wielkiego zastąpienia”, zgodnie z którą komuniści i globaliści dążą do wymiany „białej rasy” na imigrantów o innym kolorze skóry. Zamachowiec zawarł to wszystko w swoim manifeście, opublikowanym na forum internetowym 8chan. W poniedziałek 8chan zniknął z sieci (przynajmniej tymczasowo).

Czytaj także: Dlaczego masakry w USA stają się coraz krwawsze?

Czym jest 8chan

8chan powstał w 2013 r. jako alternatywa dla innych forów internetowych, które „miały zbyt restrykcyjne reguły dyskusji”. Serwis był niemoderowany, co przyciągało użytkowników banowanych gdzie indziej: od mizoginicznych fanów gier komputerowych przez tzw. inceli, czyli mężczyzn żyjących w „celibacie nie z własnej woli”, obarczających winą feminizm i przekonanych, że seks z wybranymi kobietami jest ich prawem jako mężczyzn, po otwartych rasistów, antysemitów i nazistów. Oprócz manifestu zamachowca z El Paso na 8chan opublikowano manifest sprawcy ataku na meczet w Christchurch w Nowej Zelandii czy ataku na synagogę Poway w Kalifornii. Użytkownicy 8chan często kpią z ofiar i wzajemnie się radykalizują.

Śledczy traktują zamach w El Paso jako akt wewnętrznego terroryzmu i potencjalnie przestępstwo motywowane nienawiścią – automatycznie zagrożone wyższym wyrokiem – ale państwo ma ograniczone narzędzia do walki z ekstremistami w sieci.

Czytaj więcej: Ameryka jest smutna i ma broń pod ręką

Szeroko rozumiana wolność wypowiedzi

Choć nie wszystkie wypowiedzi w USA są chronione przez pierwszą poprawkę do konstytucji – wałkowanym do znudzenia przykładem jest krzyczenie „pożar!” w zatłoczonym kinie – to wolność słowa rozumie się tu bardzo szeroko. Poza nielicznymi wyjątkami, takimi jak pornografia dziecięca, ograniczona jest ona w zasadzie tylko ustaloną w 1969 r. przez Sąd Najwyższy zasadą „bezpośredniego bezprawnego działania”. Pierwsza poprawka nie chroni więc tych wypowiedzi, które namawiają do złamania prawa, i to naruszenie musi być prawdopodobne czy bliskie w czasie.

W 1973 r. Sąd Najwyższy ustalił, że zasada nie obejmuje tekstów i wypowiedzi, które „jedynie” przedstawiają argumenty na rzecz stosowania przemocy. Z tego powodu manifesty, jak te przypisywane zamachowcom z El Paso, Christchurch czy Poway, mogą być dostępne w sieci przez długi czas, jeśli nie zostaną powiązane z planowanymi zamachami. Donald Trump po zamachu stwierdził, że trzeba „rzucić światło na ciemne zakątki internetu i powstrzymać masowe mordy, zanim do nich dojdzie”, ale na razie nie wiadomo, co miałoby to oznaczać. Obecna sytuacja to wynik orzecznictwa konstytucyjnego, więc jakakolwiek zmiana wymagałaby mało prawdopodobnego stworzenia precedensu lub jeszcze trudniejszego do wyobrażenia wprowadzenia poprawki do konstytucji.

Wolność słowa przede wszystkim

Wolność słowa ma też wielkiego zwolennika w postaci powszechnie szanowanej organizacji American Civil Liberties Union, broniącej również praw mniejszości i uczciwych zasad regulujących prawo głosu przed nadużyciami władz. Choć w większości wspierana przez zwolenników Partii Demokratycznej i osoby o lewicowych poglądach, ACLU kilkakrotnie broniła praw skrajnej prawicy.

Ostatni głośny przypadek miał miejsce w 2017 r., gdy organizacja stanęła po stronie organizatorów zjazdu prawicowej ekstremy: od tzw. ruchu alt-right przez Ku Klux Klan po partię nazistowską w Charlottesville. Lokalne władze chciały przenieść wiec ekstremistów z centrum miasta w bezpieczniejsze miejsce, ale ACLU oponowała, twierdząc, że naruszałoby to prawo do wolności wypowiedzi i zgromadzeń. Prawicowcy zjawili się uzbrojeni w domowej roboty tarcze i pałki, doszło do zamieszek, a młody nazista wjechał w tłum kontrdemonstrantów, zabijając jedną osobę.

Czytaj także: Czy Trump wspiera prawicowych ekstremistów?

Dlaczego zamknięto forum 8chan

Przy czym zniknięcie 8chan było spowodowane decyzją Cloudfare, firmy zapewniającej dostęp do sieci, która zerwała współpracę z portalem. W oświadczeniu szef firmy Matthew Prince nazwał forum „szambem nienawiści”. Powszechne tu nawoływanie do przemocy przynajmniej w trzech przypadkach – Christchurch, Poway i El Paso – miało tragiczne skutki.

Prince wyjaśnił, że jako firma prywatna Cloudfare nie podlega regulacjom związanym z pierwszą poprawką – one wiążą ręce władzom publicznym, a z prawnego punktu widzenia zniknięcie 8chan nie jest cenzurą, tylko zerwaniem komercyjnej współpracy. Na podobnej zasadzie Facebook czy należący do Google YouTube mogą kontrolować treści i je usuwać, gdy naruszają zasady, nawet jeśli nie są sprzeczne z prawem. Z tego samego powodu National Football League mogła nakazać zawodnikom stanie podczas śpiewania narodowego hymnu po tym, jak Colin Kaepernick w geście protestu przeciw policyjnej przemocy wobec Afroamerykanów w takich momentach klękał.

Jak chronić wolność słowa?

Ze względu na to, że platformy takie jak Facebook czy YouTube coraz częściej stają się przestrzeniami wymiany idei czy prowadzenia kampanii wyborczych, coraz częściej słyszy się wezwania do objęcia sektora prywatnego ochroną wynikającą z pierwszej poprawki. Do tego namawia na swojej stronie internetowej m.in. American Bar Association, największe stowarzyszenie prawników i studentów prawa w USA. Czy będą dotyczyć sytuacji takich jak między 8chan a Cloudfare, będzie zależało od konkretnych przepisów. ABA może mieć w tym swój interes – więcej procesów o naruszenie wolności słowa oznacza zysk dla prawników. Tyle że sceptycyzm wobec rządowych regulacji dotyczących wolności słowa jest silnie zakorzeniony w USA. Łatwiej sobie wyobrazić, że walka z radykalizacją i ekstremizmem w internecie będzie wieść przez zwiększenie uprawnień organów ścigania niż ograniczenie wolności wypowiedzi.

Co do przyszłości samego 8chan Prince w swoim oświadczeniu napisał, że nie wierzy, by zniknęło z sieci na długo. Tak stało się m.in. z The Daily Stormer, nazistowską stroną, z którą Cloudfare także zerwał współpracę. Kilka dni później skrajnie prawicowy szmatławiec powrócił – dzięki rynkowemu konkurentowi Cloudfare.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną