Świat

Nowy włoski rząd pozwoli Unii na chwilę odetchnąć. A Włochom?

Unia Europejska na chwilę może odetchnąć. Unia Europejska na chwilę może odetchnąć. PantherMedia
Zaprzysiężony właśnie gabinet przynajmniej na papierze wydaje się dużo bardziej proeuropejski niż poprzedni. Ale choć populiści z Ruchu 5 Gwiazd dostali mniej eksponowane teki, wciąż mogą sabotować relacje z Brukselą.

Karuzela personalna trwała nieprzerwanie od 29 sierpnia, kiedy prezydent Sergio Mattarella powierzył Giuseppe Contemu misję sformowania drugiego rządu pod jego przywództwem. Losy koalicji nie były wtedy przypieczętowane, bo nowy-stary premier musiał przekonywać wszystkie frakcje do poparcia gabinetu. Spekulacje na temat obsady kluczowych stanowisk i kursu, jaki obejmie tzw. rząd Conte-bis, trwały w najlepsze.

Centrolewica głównym graczem włoskiej koalicji

Główną niewiadomą już wtedy był układ sił. Z praktycznego punktu widzenia Partia Demokratyczna, decydując się na dość nieoczywisty sojusz z antysystemowymi (przynajmniej w teorii) populistami z Ruchu 5 Gwiazd (M5S), uratowała Włochy przed przyspieszonymi wyborami, a sam Ruch przed niechybnym stoczeniem się do opozycji. Gdyby do głosowania doszło, wygrałaby je zapewne ultraprawicowa Liga ekswicepremiera Matteo Salviniego, startująca we wspólnym komitecie z neofaszystowskimi Braćmi Włoskimi. Oscylujący dziś wokół 16–18 proc. poparcia Ruch straciłby władzę, ale i jakikolwiek wpływ na rzeczywistość w kraju.

Dlatego spekulowano, że to właśnie centrolewica może stać się dominującym graczem w koalicji, biorąc kluczowe stanowiska w zamian za zakończenie kryzysu rządowego. I w dużej mierze tak się stało. Nowy rząd, przynajmniej na papierze, wygląda na bardziej proeuropejski, ostrożny w polityce zagranicznej i pozbawiony głosów ekstremy.

Rząd Włoch bez wicepremierów

Wskazuje na to już sam podział najważniejszych ministerstw i ról. Rząd Conte-bis, w przeciwieństwie do gabinetu Ligi i M5S, nie będzie miał wicepremiera. To zabieg Partii Demokratycznej, która chciała ograniczyć wpływ populistów na koalicję. Luca Zingaretti, sekretarz generalny lewicy, który sam do rządu nie wszedł, nie zgodził się, żeby wicepremierem został Luigi Di Maio. Partia Demokratyczna uznaje bowiem Contego za przedstawiciela M5S, więc nawet po przyznaniu po jednym wicepremierze każdemu koalicjantowi bilans byłby dla PD niekorzystny.

Giuseppe Conte w Parlamencie EuropejskimEuropean Union 2019/Flickr CC by 2.0Giuseppe Conte w Parlamencie Europejskim

Di Maio zostaje w rządzie, ale z ministerstwa pracy i polityki społecznej przechodzi do resortu spraw zagranicznych. To wbrew pozorom nie najgorsza zmiana, bo choć deklarują, że są antyunijni, populiści z M5S politykę zagraniczną prowadzą w sposób znacznie mniej awanturniczy, niż robił to Salvini. Jeśli dodamy do tego, że nowym ministrem spraw wewnętrznych została niezwiązana z żadną partią była szefowa mediolańskiej policji, technokratka o umiarkowanych poglądach Luciana Lamborghese, zwiastuje to mniej kolizyjny kurs z Unią względem włoskiej polityki migracyjnej.

Zmiana w polityce migracyjnej Włoch?

Oczywiście Rzym nie zacznie nagle bezwarunkowo pozwalać schodzić na ląd każdemu uchodźcy. Negocjacje na temat migrantów przeniosą się jednak z przestrzeni publicznej i tak kochanych przez Salviniego mediów społecznościowych do brukselskich korytarzy. Conte i Zingaretti już zresztą zapowiedzieli, że miejsce Włoch jest i będzie w zjednoczonej Europie, ale Europa ta musi być bardziej solidarna z krajami basenu Morza Śródziemnego, dokąd migrantów przybywa najwięcej. Możliwe, że Włosi będą się domagać rewizji mechanizmu relokacji uchodźców i zasad traktowania nieudokumentowanych przybyszy. Nie będzie jednak tego robić za pomocą wpisów na Twitterze i gróźb aresztowania pod adresem ratujących migrantów wolontariuszy, a raczej próbując wykorzystać swoją pozycję w Brukseli.

Podobny lifting widać w sferze ekonomicznej. Nominowany na ministra gospodarki Roberto Gualtieri to postać doskonale znana w unijnych strukturach. Trzykrotny eurodeputowany, były przewodniczący komisji gospodarczej i monetarnej Parlamentu Europejskiego, ma być gwarantem przestrzegania przez władze w Rzymie dyscypliny budżetowej. Pod tym względem dobrą wiadomością jest zresztą powtórne objęcie stanowiska premiera przez samego Contego, który w ciągu 14 miesięcy trwania swojego pierwszego gabinetu dwa razy wyprowadził kraj znad finansowej przepaści, gdy był już o krok od podpadnięcia pod unijną procedurę nadmiernego deficytu.

Co oznacza nowy rząd dla samych Włoch

Tyle w kwestii tego, jak włoski rząd będzie wyglądał, jeśli popatrzy się na niego z zagranicy. Bo w polityce krajowej bilans sił może z czasem ułożyć się wręcz odwrotnie. Jeśli chodzi o kluczowe, również wizerunkowo, stanowiska, zwycięzcą jest Partia Demokratyczna. Pod względem uzgodnień programowych jednak M5S zachował większość pierwotnych postulatów. Rząd Conte-bis ma bowiem realizować politykę populistów m.in. w zakresie popularyzacji odnawialnych źródeł energii i wstrzymania podwyżek podatków. Ponownej dyskusji ma zostać poddana przyszłość kontrowersyjnego projektu budowy tunelu dla kolei szybkiej prędkości na trasie Turyn–Lyon, dzięki czemu przynajmniej chwilowo mogą się polepszyć napięte stosunki na linii Paryż–Rzym.

Co ważne, Partia Demokratyczna zgodziła się też na stworzenie szerokiego wachlarza instrumentów polityki socjalnej, nad którym Di Maio pracował jeszcze w poprzednim rządzie i na którym zależało mu najbardziej. Właśnie ten ostatni punkt wspólnego programu koalicji wart jest pogłębionej analizy, bo może stać w bezpośredniej opozycji do unijnych wytycznych o wstrzymaniu nadmiernych wydatków państwowych.

M5S cały czas chce bowiem godzinowej płacy minimalnej na poziomie 9 euro przy jednoczesnym utrzymaniu wprowadzonego za poprzedniej koalicji tzw. dochodu obywatelskiego, czyli bezpośredniego transferu pieniężnego skierowanego głównie do bezrobotnych. Instrument ten ma w dłuższej perspektywie aktywizować osoby bez pracy, gdyż jego wypłaty (maksymalnie 780 euro miesięcznie na osobę) są ograniczone czasowo i zależne od przyjmowania propozycji zatrudnienia. Od początku spotyka się jednak z ostrą krytyką liberalnych ekonomistów, którzy widzą w nim budżetowe rozdawnictwo. I to mimo że pochlebnie o programie wyraziła się sama Angela Merkel.

Jeśli dodać do tego planowane zwiększenie nakładów na edukację i szkolnictwo wyższe oraz wprowadzenie podatku liniowego, już teraz widać, że budżet może za jakiś czas przestać się dopinać. A wtedy żadne znane i lubiane w Brukseli twarze nie pomogą.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Polska jako jedyna w Unii nie udostępnia szczepionki HPV

Szczepionka, którą od 12 lat uznaje się na świecie za wybawienie od raka szyjki macicy, w Polsce jest nadal moralnie podejrzana. Wyparowała też z naszego rynku, za co sami jesteśmy sobie winni.

Paweł Walewski
26.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną