Świat

W Paryżu bez przełomu, bo Putinowi wojna w Donbasie jest potrzebna

Paryskie spotkanie prezydentów Francji, Rosji, Ukrainy i kanclerz Niemiec, czyli formatu normandzkiego, odbywało się w wyjątkowo skomplikowanej sytuacji. Paryskie spotkanie prezydentów Francji, Rosji, Ukrainy i kanclerz Niemiec, czyli formatu normandzkiego, odbywało się w wyjątkowo skomplikowanej sytuacji. Charles Platiau/Reuters / Forum
Paryskie spotkanie przywódców Francji, Rosji, Ukrainy i Niemiec nie przyniosło przełomu w sprawie Donbasu.

Nadzieja, że rozmowy formatu normandzkiego, jakie odbyły się w Pałacu Elizejskim, zmienią sytuację jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, byłaby nadmiernym optymizmem, może nawet śmiesznością.

Format normandzki w Paryżu

To, co się udało, to uzgodnienie wymiany jeńców do końca roku i wstrzymanie działań zbrojnych na trzech kolejnych odcinkach frontu, rozminowanie terenu, nowe przejścia „graniczne” dla ludności oraz rozszerzenie uprawnień OBWE na prowadzenie nocnego monitoringu. To może niemało jak na pierwsze spotkanie i rozmowę po trzech latach zamrożenia kontaktów. Oczekiwanie ukraińskiej ekipy, że uda się uzgodnić kwestie kontroli granicy przez Kijów, zwierzchnictwa nad utraconym terytorium, zakończenia konfliktu albo czegokolwiek w sprawie Krymu, okazało się przedwczesne. Choć prezydent Zełenski od czasu objęcia urzędu nie krył przekonania, że może załatwić wszystko, nawet pokój.

Trzeba mu oddać, że był stanowczy przynajmniej w warstwie słownej. Wspomniał o Krymie, podkreślając, że to ukraińskie terytorium. Mówił o rosyjskiej aneksji tych ziem. Podkreślił, że nie ma zgody na federalizację Ukrainy. Nie był więc grzeczny. Pytanie tylko, czy zrobiło to wrażenie na Putinie.

Spotkanie prezydentów Francji, Rosji, Ukrainy i kanclerz Niemiec, czyli formatu normandzkiego, odbywało się w wyjątkowo skomplikowanej sytuacji. Przede wszystkim wojna w Donbasie trwa, Krym pozostaje w granicach Rosji, a porozumienia z Mińska zbagatelizowano.

Trudne relacje uczestników szczytu

Spotkanie zwołano głównie w sprawie pokoju dla Donbasu. Ale relacje między uczestnikami są trudniejsze niż kiedykolwiek. Putin ma za sobą nieudane rozmowy z Aleksandrem Łukaszenką na temat integracji Rosji i Białorusi. Nie miałby ochoty wracać na Kreml z kolejną porażką w kieszeni. Na Zełenskiego czekał w Kijowie koczujący przed jego biurem tłum przeciwników kapitulacji wobec Moskwy. Wyznaczyli prezydentowi czerwone linie – jeśli je przekroczy, godząc się na ustępstwa, będzie miał kłopoty, a może i kolejny Majdan. W niedzielę przeszła przez miasto wielka demonstracja. Weterani wojny na wschodzie, a jest ich blisko 300 tys., nie zawahają się wystąpić przeciw prezydentowi. Pozycję Zełenskiego osłabia też afera amerykańska, czyli słynna sprawa rozmowy z Donaldem Trumpem, duży skandal w Waszyngtonie.

Jakby tego było mało, po zabiciu obywatela Gruzji w niemieckiej stolicy zrobiło się lodowato na linii Berlin–Moskwa. Niemcy oskarżają o to morderstwo Rosję. Kreml zaprzecza, ale nikt mu nie wierzy. Macron musi się z kolei mierzyć ze strajkami. Jak w takiej sytuacji mówić o dobrej atmosferze?

Tego spotkania bardzo chciał Macron, próbujący poprawiać kontakty z Rosją, zwłaszcza handlowe. Francuscy rolnicy potrzebują rosyjskiego rynku zbytu – niedawno wykrzyczeli w Paryżu, co o tym myślą. Ale przede wszystkim chciał spotkania sam Zełenski, który obiecał Ukraińcom rozwiązanie konfliktu i z tym hasłem wygrał wybory najpierw on, a potem jego ugrupowanie Sługa Narodu.

Faktycznie, zmiana prezydenta w Kijowie ociepliła nieco relacje z Moskwą. Na tej fali udało się wymienić więźniów – był wśród nich Ołeh Sencow, byli marynarze ukraińscy, aresztowani przed rokiem w trakcie konfliktu w Cieśninie Kerczeńskiej. Udało się doprowadzić do zwrotu zatrzymanych przez Rosję ukraińskich okrętów i wstrzymania ognia na kilku odcinkach frontu.

Ale na tym właściwie koniec. Tymczasem w Donbasie zginęło już ponad 13 tys. osób, a wojna niezwykle osłabia kraj, także gospodarczo, bo – jak każda wojna – kosztuje wielkie pieniądze i zmusza zwykłych ludzi do wyrzeczeń.

Czytaj także: Rosyjskie komando śmierci krąży po Europie

Putin potrzebuje tej wojny

Problem wydaje się nierozwiązywalny, bo rozwiązania nie chce Putin, a tylko on trzyma klucz w kieszeni. To Rosja narusza prawo międzynarodowe, dokonała aneksji Krymu, wspiera separatystów. Moskwie zależy na destabilizacji Ukrainy, co uniemożliwi jej integrację europejską i euroatlantycką. Zachód oczekiwał od Putina dobrej woli, ale to chyba nadmiar optymizmu.

Zełenski mówił o wymianie jeńców, wstrzymaniu działań wojennych, wycofaniu z terytorium Ukrainy wszystkich rosyjskich ugrupowań zbrojnych i o przywróceniu ukraińskiej kontroli nad granicą. To nasza granica – uważa. Dopiero w takich okolicznościach byłby gotów przystać na wybory w Donbasie.

Putin tych wyborów chce, bo zależy mu na federalizacji Ukrainy, co uniemożliwiłoby zbliżenie z Brukselą i popchnęło Ukrainę w stronę Rosji. W Kijowie nie ma na to zgody.

Pierwsze spotkanie Zełenskiego i Putina

Dokumenty podpisane w Paryżu nie są zobowiązujące. Tak jak cały normandzki szczyt. To tylko próba powrotu do rozmów, dialogu, który został przerwany trzy lata temu.

To było pierwsze bezpośrednie spotkanie prezydentów Zełenskiego i Putina na neutralnym gruncie. Ale jeśli Zełenski sądził, że wystarczy jego dobra wola i uśmiech, to chyba się pomylił. Putin był i jest cynicznym graczem. W jego interesie leży osłabianie Ukrainy. Nie zależy mu na zakończeniu konfliktu czy pokoju. Dlatego szybkiego zakończenia tej wojny nie będzie, a Zełenski wraca do Kijowa bez spektakularnego sukcesu. Sam zresztą szczerze to przyznał, mówiąc, że zbyt mało osiągnięto i o wielu kwestiach nie udało się porozmawiać.

Ale udało się spotkać i nie polec, bo zgody na wybory bez wycofania rosyjskich oddziałów i objęcia kontrolą granicy jednak nie ma. Kolejne spotkanie ma się odbyć za cztery miesiące. Pytanie, na czyją korzyść ten czas będzie pracował.

Fakt, że nie uzgodniono także nowych umów gazowych (obowiązująca umowa wygasa z końcem roku), może wskazywać, że Putin zachował w ręku silny argument i będzie go używał.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Prof. Marcin Król o tym, że czeka nas koniec starego świata

Prof. Marcin Król, historyk idei, o tym, że czeka nas koniec starego świata i nic dobrego z tego na razie nie wyjdzie.

Jacek Żakowski
01.01.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną