Świat

Biden wybiera wiceprezydentkę. Dlaczego to tak ważne?

Joe Biden, Elizabeth Warren i Kamala Harris Joe Biden, Elizabeth Warren i Kamala Harris Jonathan Bachman/Reuters / Forum
Joe Biden, który sam był wiceprezydentem Baracka Obamy, obiecał już dawno, że obsadzi w tej roli kobietę. Jest całkiem prawdopodobne, że będzie to Afroamerykanka.

Kandydat demokratów do Białego Domu Joe Biden może niedługo ogłosić, kogo wybierze jako swojego wiceprezydenta. Do wyborów jeszcze prawie pięć miesięcy, ale w USA to niewiele. Biden, który sam był wiceprezydentem za kadencji Baracka Obamy, obiecał już dawno, że obsadzi w tej roli kobietę. Ostatnio zrobiło się jeszcze ciekawiej, bo jest całkiem prawdopodobne, że będzie to Afroamerykanka.

Po zabójstwie George′a Floyda

Najlepiej poinformowane media, jak „Washington Post” czy agencja AP, wymieniają nazwiska czterech kobiet z wielkimi szansami, by kandydować u boku Bidena. To senator Kamala Harris z Kalifornii, jego niedawna rywalka w wyścigu o nominację w prawyborach, była doradczyni Obamy ds. bezpieczeństwa narodowego Susan Rice, kongresmenka z Florydy Val Demings oraz burmistrzyni Atlanty Keisha Lance Bottoms. Wszystkie są czarnoskóre.

Wśród polityczek, które są rozważane najpoważniej, wymienia się jeszcze senator Elizabeth Warren z Massachusetts, gubernator stanu Nowy Meksyk Michelle Lujan Grisham i byłą liderkę demokratycznej mniejszości w legislaturze stanowej w Georgii Stacey Abrams, która w 2018 r. o włos przegrała wybory na gubernatora w tym południowym stanie. Tylko pierwsza z nich jest białą kobietą europejskiego pochodzenia. Grisham ma korzenie latynoskie.

Akcje afroamerykańskich kobiet poszły w górę wskutek rasowego kryzysu – trwających już ponad trzy tygodnie protestów po zabójstwie George′a Floyda pod koniec maja. Wielu przedstawicieli czarnej mniejszości naciska na Bidena, by wstawił do swego „ticketu” jedną z nich. Argumentują, że wzbudzi to entuzjazm wśród Afroamerykanów i dodatkowo zmobilizuje ich do głosowania. Powszechna krytyka policji po tragedii w Minneapolis osłabiła z kolei notowania białej senator Amy Klobuchar, byłej prokurator w Minnesocie (Minneapolis jest tu największym miastem). Obarcza się ją odpowiedzialnością za nadużycia stróżów porządku.

Czytaj też: Ameryka płonie z nienawiści

Ile może wiceprezydent USA

Wybór kandydata na wiceprezydenta ekscytuje media, chociaż nie odgrywa on zwykle rozstrzygającej czy nawet szczególnie ważnej roli przy decyzji Amerykanów, na kogo zagłosują. Obchodzi ich kandydat do najwyższego urzędu, bo to on dzierży ster, a wiceprezydent mu sekunduje i pełni rozmaite funkcje reprezentacyjne bez istotnego politycznego znaczenia. Czasem tylko wzmacnia to nieco szanse pretendenta: np. w 2000 r. George W. Bush wybrał jako swego zastępcę Dicka Cheneya, polityka znacznie bardziej od niego kompetentnego. Albo odwrotnie, szanse te osłabia: w 2008 r. John McCain dobrał do tandemu Sarah Palin, która szybko skompromitowała się niemądrymi wypowiedziami i dodatkowo pogrążyła ówczesnego kandydata republikanów (McCain najpewniej i tak przegrałby wtedy z Obamą).

Tym razem sytuacja jest inna. Biden ma 77 lat, gdyby został prezydentem, objąłby urząd jako 78-latek. W historii Ameryki nie było jeszcze kandydata głównej partii w tak podeszłym wieku. Medycyna uczyniła oczywiście ogromne postępy, ale ryzyko, że zdrowie Bidena zawiedzie, z czasem będzie wzrastać. To ogromnie ważne, kto zostałby automatycznie jego następcą w wypadku najgorszego scenariusza.

Trump ma się kogo bać?

Kobiety wymieniane jako kandydatki do tej roli dały się poznać z jak najlepszej strony – są bardzo inteligentne, zdają się posiadać kwalifikacje przywódcze, sprawdziły się na dotychczasowych stanowiskach. Nie wszystkie są polityczkami wagi ciężkiej ze stażem na arenie krajowej. Keisha Bottoms ma doświadczenie tylko w Atlancie, Stacey Abrams w Georgii. Najmniejsze wątpliwości budzą kandydatury zasiadających w Senacie Warren i Harris.

Warren prowadziła nawet przez pewien czas w wyścigu do nominacji prezydenckiej i legitymuje się znakomitą kartą walki o prawa Amerykanów w konfliktach z wielkimi korporacjami i bankami po kryzysie finansowym i recesji 2007–08. Harris imponuje bojowością i twardością w polemikach. Trump powinien się jej bać.

Warren przewodzi – obok Berniego Sandersa – lewicy demokratów i ma program radykalnych reform, takich jak darmowe studia na uczelniach publicznych, podwyżka płac minimalnych, urlopy macierzyńskie (państwo ich nie gwarantuje) czy powszechne ubezpieczenia zdrowotne finansowane z podatków. Progresywny odłam partii wysuwa też najdalej idące postulaty reform policji, jak likwidacja jej immunitetu od pozwów za nadużywanie siły. W prawyborach czarni demokratyczni wyborcy udzielali większego poparcia Sandersowi, ale gdyby Biden – przedstawiciel umiarkowanego establishmentu – dobrał Warren do „ticketu”, afroamerykańscy wyborcy by się ucieszyli. Oznaczałoby to również sojusz obu frakcji w partii. A to niezmiernie ważne i mogłoby sprawić, że więcej wyborców weźmie udział w głosowaniu. Frekwencja w tym roku najpewniej zadecyduje o wyniku.

Mizoginizm w USA ma się dobrze

Kobiety wymieniane jako potencjalne kandydatki do wiceprezydentury u boku Bidena nie budzą na ogół zastrzeżeń, jeśli chodzi o kompetencje do roli numer dwa w hierarchii władzy w kraju. Pytanie, czy w listopadzie przekonają do siebie większość Amerykanów. Płeć Hillary Clinton nie była najważniejszym powodem jej porażki w 2016 r., ale wiadomo, że przyczynił się do niej brak poparcia ze strony białych kobiet z niższych, konserwatywnych klas społecznych.

Mizoginizm trwa w USA i może utrudnić Bidenowi wybór do Białego Domu wskutek mentalnych oporów w kręgach wyborców, którzy będą się obawiać, że kobieta nie poradzi sobie u steru supermocarstwa, jeśli zły los nagle skróci jego prezydenturę. Były wiceprezydent wybrał ryzykowną opcję pod naciskiem feministycznego lobby w Partii Demokratycznej, chociaż prezydenci mężczyźni z tej partii w ostatnich 20–30 latach prowadzili politykę zgodną z jego postulatami. W listopadzie zobaczymy, czy nie zaryzykował za bardzo. Z drugiej strony trudno go nie zrozumieć. Nie ma w Partii Demokratycznej takich mężczyzn, którzy nadawaliby się na prezydenta i jednocześnie chcieliby nim zostać.

Czytaj też: Bunt krzywdzonych

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Jak rządził premier Kaczyński?

Jeszcze nie ruszyła kampania wyborcza, a już pojawiły się billboardy z Jarosławem Kaczyńskim jako przyszłym premierem. Prezes PiS był już szefem rządu. Warto przypomnieć jego dokonania.

Mariusz Janicki, Wiesław Władyka, [współpr.] Anna Dąbrowska
04.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną