Świat

Sprawiedliwość po niemiecku. Finał trzech głośnych spraw

W Hamburgu skazany został na dwa lata w zawieszeniu 93 letni wachman ze Stutthofu, kacetu utworzonego 3 września 1939 dla polskich więźniów z Gdańska i Pomorza. W Hamburgu skazany został na dwa lata w zawieszeniu 93 letni wachman ze Stutthofu, kacetu utworzonego 3 września 1939 dla polskich więźniów z Gdańska i Pomorza. Daniel Bockwoldt / ddp images / Forum
Procesy w Magdeburgu i Freiburgu są kryminalne, choć mają także podtekst polityczny. Proces wachmana ze Stutthofu ma już tylko znaczenie symboliczne.

Trzy procesy zajmowały w ubiegłym tygodniu niemiecką opinię publiczną. W Hamburgu skazany został na dwa lata w zawieszeniu 93-letni wachman ze Stutthofu, kacetu utworzonego 3 września 1939 r. dla polskich więźniów z Gdańska i Pomorza. We Freiburgu wyroki do pięciu lat więzienia otrzymała grupa uchodźców – sprawców seryjnego gwałtu na studentce z dyskoteki. A w Magdeburgu stoi przed sądem ten prawicowy zamachowiec, który w 2019 r. w żydowskie święto Jom Kipur nie zdołał się wedrzeć do pełnej ludzi synagogi w Halle, ale zastrzelił na ulicy dwie przygodne osoby.

Procesy w Magdeburgu i Freiburgu są kryminalne, choć mają także podtekst polityczny. Gwałty akurat w spokojnym badeńskim miasteczku uniwersyteckim wzmogły naciski na lepszą obserwację „niebezpiecznych cudzoziemców” i deportowanie tych, którzy wchodzą w konflikt z prawem. Z kolei zamachowiec z Halle nie kryje się przed sądem ze swym rasizmem i antysemityzmem, wrzucając do jednego worka Żydów i Arabów, bo „semicki światopogląd” głosi, że ​wszyscy ludzie są równi, a przecież Arabowie i w ogóle muzułmanie „są najeźdźcami”.

Czytaj też: Niemcy walczą z neonazistami i kibolami

Wartownik ze Stutthofu

Natomiast proces wachmana ze Stutthofu ma już tylko znaczenie symboliczne. Bruno Dey był niepozornym wiejskim chłopakiem, który w 1944 r. pracował w gdańskiej piekarni. Z powodu wady serca komisja wojskowa skierowała 17-latka do służby wartowniczej w Stutthofie. Tam dostał mundur z trupią główką, karabin i stanowisko na wieży strażniczej 4,20 m nad ziemią, z drabiną mającą 20 szczebli. Kilkadziesiąt metrów od krematorium wielkości 26 m kw. Kwit na odbiór munduru SS był podstawą do wytoczenia Deyowi procesu 75 lat później.

Były wartownik twierdził, że nie wiedział, co się w obozie działo, choć słyszał krzyki w krematorium. Gdy pilnował komand pracujących poza obozem, traktował więźniów po ludzku, pozwalał im szmuglować mięso zabitego konia. Jesienią 1944 r. do Stutthofu zwożono Żydów z nadbałtyckich gett i obozów. 5 tys. zmarło na tyfus bez żadnej opieki, setki zamordowano. Dey w skupieniu słuchał zeznań świadków. Na koniec procesu przepraszał ocalonych i ich rodziny, ale też powtórzył, że nie czuje się winny. Gdy sędzina Anne Meier-Göring pytała go, czy obóz mógłby funkcjonować bez wartowników, odpowiedział, że on tego nie wie.

Czytaj też: Kim jest skazana na dożywocie niemiecka neonazistka?

Spóźnione kary za zbrodnie nazistowskie

W uzasadnieniu wyroku sędza doceniła fakt, że Bruno Dey nie zasłaniał się wiekiem i nie uciekał w starcze niedołęstwo, lecz stawił się przed sądem. Wyraźnie skrytykowała powojenny wymiar sprawiedliwości, który nie spieszył się ze ściganiem szeregowych współsprawców ludobójstwa. Pytanie nie brzmi, mówiła, dlaczego Bruno Dey jeszcze musi odpowiadać przed sądem, lecz dlaczego dopiero teraz. Obecnie toczy się w Niemczech 14 podobnych spraw dotyczących m.in. Buchenwaldu i Sachsenhausen.

Niemiecki wymiar sprawiedliwości przez wiele lat nie spieszył się z karaniem zbrodni nazistowskich. Po pierwsze dlatego, że w sądach i prokuraturze roiło się od byłych nazistów. A po drugie, polegano na karaniu formalnej kryminalnej winy bezpośredniego udziału w morderstwie, za czynnik łagodzący uważając przymus wojskowego rozkazu. Właśnie dlatego – komentuje „Frankfurter Allgemeine” – hamburski proces był konieczny „dla ocalałych i ofiar, dla prawdy historycznej, że system eksterminacji nie byłby możliwy bez wielu pomocników, oraz dla prostego zrozumienia, że ​​zgodnie z niemieckim prawem winny jest każdy, kto świadomie przyczynia się do morderstwa”.

W procesie wachmana SS – akcentowała Meier-Göring – chodziło także o przeszłość. Jego przesłanie brzmi: „przeciwstawiajcie się już samym początkom”. Oraz: za wszelką cenę brońcie godności człowieka, nawet jeśli tą ceną jest własne bezpieczeństwo. „Tylko wtedy można powiedzieć: ja nie ponoszę winy”.

Cena winy i cena odwagi

Odwaga cywilna kosztuje. Gdyby Bruno Dey cierpiał z powodu tego, co widział w obozie ze swej wieży strażniczej, to mógł wnieść o przeniesienie na front – mimo wady serca. Na wieży czuł się bezpieczny, a los więźniów był mu obojętny.

Także we Freiburgu i Magdeburgu przedmiotem procesu jest nie tylko wina sprawców, ale i cena odwagi. W Halle tę najwyższą cenę – własnego życia – zapłaciła Jana L., którą Stephan B. zastrzelił na ulicy, bo głośno oburzyła się na niego, gdy przed synagogą wyciągał broń z bagażnika. Z kolei we Freiburgu sąd uniewinnił tego z grupy gwałcicieli, który starał się trzymać z boku, po czym zaopiekował się oszołomioną tabletką gwałtu Niemką, zapewniając jej schronienie u swej arabskiej dziewczyny.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ludzie i style

Dlaczego Donald Trump nie zatańczy na TikToku?

Gdy jedni prezydenci pokazują się na TikToku, inni próbują go zbanować. Popularna wśród młodzieży – i nie tylko – aplikacja już została usunięta z Indii. Następne będą USA?

Michał R. Wiśniewski
12.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną