Świat

Niemcy walczą z neonazistami i kibolami

Niemcy walczą z neonazistami i kibolami

Od niedzieli w saksońskim Chemnitz trwają zamieszki. Od niedzieli w saksońskim Chemnitz trwają zamieszki. Matthias Rietschel/Reuters / Forum
Od niedzieli w saksońskim Chemnitz trwają zamieszki. Bezpośrednim powodem było zabójstwo młodego Niemca – ale w Saksonii sytuacja od lat jest napięta, a środowiska neonazistów i kiboli rosną w siłę.

Grupy młodych, zamaskowanych mężczyzn rzucających kamieniami i butelkami. Podobne grupy zaczepiające i zastraszające przechodniów, którzy mają ciemniejsze włosy, kolor skóry albo mówią z akcentem – nagrania takich scen krążą od niedzieli w mediach i na forach internetowych.

Śmierć na festynie, Syryjczyk i Irakijczyk w areszcie

W Chemnitz, ćwierćmilionowym mieście we wschodnioniemieckiej Saksonii, od kilku dni trwają zamieszki między kibolami i prawicowymi ekstremistami a policją. Ich bezpośrednią przyczyną było zabójstwo na miejskim festynie, do którego doszło w nocy z soboty na niedzielę. Z nieznanych powodów (policja zdementowała pogłoski, jakoby przyczyną było nagabywanie kobiet) doszło tam do bójki. Dwie osoby zostały ranne, jedna z nich, 35-letni Niemiec (według pogłosek – kubańskiego pochodzenia), zmarła. Policja zatrzymała dwóch podejrzanych o morderstwo: dwudziestoparoletnich Syryjczyka i Irakijczyka.

Do uczczenia ofiary wezwała w niedzielę partia AfD i lokalne skrajnie prawicowe stowarzyszenie kibiców Kaotic Chemnitz (tzw. ultrasów). W zgromadzeniu tej pierwszej uczestniczyło ok. 100 osób i przebiegało ono w spokoju. Ale parę godzin później na ulicach pojawiło się ok. 800 uczestników drugiego zgromadzenia – wśród nich regionalni działacze neonazistowscy – i doszło do rozrób.

Czytaj także: Czy Niemcy zamkną drzwi przed imigrantami?

„To my jesteśmy narodem”

W stronę policji, która nie była w stanie zapanować nad uczestnikami marszu, poleciały butelki i kamienie. Pojawiały się hasła: „To my jesteśmy narodem” i „Za jednego Niemca jeden cudzoziemiec”. Według świadków dochodziło do nagonek. Miasto odwołało festyn, burmistrz Chemnitz Barbara Ludwig z SPD powiedziała regionalnej telewizji: „To bardzo źle, gdy ludzie umawiają się, zbierają, idą przez miasto i grożą innym”.

W poniedziałek doszło do kolejnych demonstracji prawicowych ekstremistów pod hasłem „Pro Chemnitz”. W dwa dni rannych zostało kilkanaście osób, w tym 10 policjantów. Funkcjonariusze zatrzymali 10 protestujących, którzy podczas niedzielnego marszu publicznie hajlowali.

Niemcy w szoku po Chemnitz

Zdjęcia z Chemnitz zszokowały niemiecką opinię publiczną. Zamieszki w Saksonii to zagrożenie dla całego państwa – piszą media. „Niemieckie państwo prawa i policja stoją dziś przed próbą ogniową. Nie ma tu miejsca na strefy przemocy – ani na szczycie G20, ani w Kandel, ani w Chemnitz” – komentuje konserwatywny dziennik „Die Welt”.

„Narodowość podejrzanych w żadnym razie nie usprawiedliwia rasistowskiej nagonki w Chemnitz. Napędzały ją najniższe instynkty i groźny potencjał przemocy, który widać w tym zakątku kraju nie po raz pierwszy. Tymczasem potrzeba dokonania samosądu, którą część uczestników tych wydarzeń się kierowała, jest formą czystego barbarzyństwa” – ocenia regionalny „Stuttgarter Zeitung”.

Zorganizowana akcja w Chemnitz – reakcje polityków

Faktem jest – na co zwracają uwagę media i specjaliści od ruchów neonazistowskich – że zamieszki w Chemnitz nie były spontaniczne. Ekstremistom udało się w krótkim czasie zorganizować wsparcie z całych Niemiec. Jak wynika z policyjnych raportów, do Chemnitz przyjechali neonaziści i ultrasi nie tylko z bliskiej Brandenburgii czy Berlina, ale i Nadrenii-Północnej Westfalii.

Wydarzenia te ostro skrytykowała we wtorek kanclerz Angela Merkel. „Dla tego, co stało się Chemnitz, nie ma miejsca w państwie prawa. Nagonki na ludzi z powodu ich pochodzenia i wyglądu, próby przenoszenia nienawiści na ulice – nie mogą się zdarzać w naszych miastach i rząd je potępia”. Dodała, że na samosądy w Niemczech nie ma zgody, a sprawcy morderstwa odpowiedzą przed sądem. Minister spraw zagranicznych Haiko Maas, który w zeszłym tygodniu odwiedził obóz w Auschwitz, powiedział zaś, że „prawicowy ekstremizm zagraża nie tylko ludziom pochodzenia imigranckiego, ale i całemu społeczeństwu”. „Musimy bronić takich wartości jak godność ludzka, demokracja i wolność – i w Chemnitz, i na całym świecie”. Po długim milczeniu, krytykowanym przez polityków opozycji, pomoc federalną służbom w Saksonii zapowiedział minister spraw wewnętrznych Horst Seehofer.

Posłanka populistycznej AfD Beatrix von Storch winą za sytuację w Chemnitz i całej Saksonii obarczyła rząd federalny – a właściwie kilka rządów ostatnich 20 lat. Zdaniem von Storch jedyną partią, która może zmienić sytuację, jest AfD. Z kolei samą AfD, na równi z CDU, odpowiedzialnością za atmosferę w Chemnitz obciąża posłanka Zielonych Ulla Jelpke. To skutek „wieloletniej akceptacji prawicy CDU dla ksenofobicznych zachowań, duchowych podżegaczy z AfD, wpływów »zatroskanych obywateli« w policji i agresywnych neonazistów na ulicy” – twierdzi Jelpke.

Reakcja przyszła też z zagranicy, i to z niespodziewanej strony: kanclerza Austrii Sebastiana Kurza. „Jestem przerażony neonazistowskimi zamieszkami w Chemnitz – napisał Kurz na Twitterze. – Przypadki takie jak ten powinny być jak najostrzej potępiane”.

Premier Saksonii Michael Kretschmer (CDU) napisał w poniedziałek, też na Twitterze: „To obrzydliwe, że prawicowi ekstremiści szczują w internecie i nawołują do przemocy. Nie pozwolimy, żeby zaszkodzili wizerunkowi naszego kraju”. Tyle że to już się stało.

Czytaj także: Przestępczość imigrantów w Niemczech – fakty i mity

Krytyka pod adresem policji

Niemieckie media podkreślają, że saksońska policja zupełnie nie sprawdziła się w akcji i nie doceniła potencjału agresji. Nie jest to nowy zarzut. Organizacje pozarządowe od lat zwracają uwagę, że w Saksonii prężnie działają struktury neonazistowskie i blisko z nimi związane środowiska kibolskie. Część z nich funkcjonuje nieoficjalnie, choć prawie się nie ukrywając. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Saksonii i policja do tej pory lekceważyły te siły. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że zaledwie tydzień wcześniej doszło tu do afery z udziałem funkcjonariusza uczestniczącego w marszu ksenofobicznej organizacji Pegida. Policjant (po służbie) zaatakował słownie ekipę telewizji filmującej zdarzenie po skardze dziennikarzy na utrudnianie im pracy. Patrol zatrzymał na pół godziny nie agresora, ale ekipę, uniemożliwiając jej pracę.

Jak się okazało, w saksońskiej policji postawy ksenofobiczne i antykonstytucyjne też się zdarzają. Ze względu na braki kadrowe takie przypadki były jednak akceptowane.

Czytaj także: Tysiące kip na niemieckich ulicach. Akcja odpowiedzią na antysemityzm

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak być empatycznym i jednocześnie pozostać szefem

Dlaczego dobry szef powinien być inteligentny emocjonalnie.

Katarzyna Czarnecka
14.05.2019
Reklama