Świat

Kto wygra wybory w USA? Wszystko jest możliwe

Lokal wyborczy w Nowym Jorku. Tutaj można głosować można od 24 października. Lokal wyborczy w Nowym Jorku. Tutaj można głosować można od 24 października. Jeenah Moon / Reuters / Forum
Dziś wybory prezydenckie w USA. Analitycy i bookmacherzy przewidują, że wygra Joe Biden. Ale można zaobserwować trend wznoszący dla Donalda Trumpa, który wciąż ma szansę na reelekcję.

Analitycy i polityczni bookmacherzy przewidują, głównie na podstawie sondaży, że wygra je kandydat demokratów Joe Biden. Jednak jego przewaga nad Donaldem Trumpem w stanach swingujących zmniejszyła się ostatnio, co pozwoliło prezydentowi i jego rzecznikom ogłaszać w niedzielę, że znowu będzie niespodzianka i to on okaże się zwycięzcą.

To oczywiście typowy spin, choć według portalu RealClearPolitics, który indeksuje najważniejsze sondaże, w ośmiu stanach, gdzie najpewniej będzie się rozstrzygać wynik, tj. w Arizonie, Florydzie, Georgii, Michigan, Minnesocie, Karolinie Północnej, Pensylwanii i Wisconsin, Biden prowadzi, ale w połowie z nich różnicą mniejszą niż 3 proc., czyli w granicach błędu statystycznego.

Przewaga Bidena skurczyła się m.in. w Pensylwanii, która w tym roku może odegrać kluczową rolę, jeżeli Trumpowi uda się wygrać na Florydzie, gdzie demokratyczny kandydat prowadzi tylko 1 proc. To jedne z największych stanów swingujących, bo dają zwycięzcy odpowiednio 20 i 29 głosów elektorskich. Wszystko to wskazuje na trend wznoszący dla prezydenta, który wciąż ma szansę na reelekcję.

Czytaj też: Ameryka głosuje po swojemu

Trump biega z wiecu na wiec

Jeżeli Trump rzeczywiście dogania Bidena, oznaczałoby to, że pomogły mu wiece we wspomnianych stanach, na których przemawia do tysięcy zwolenników. Niweluje w ten sposób przewagę finansową Bidena, którego kampania zebrała znacznie więcej funduszy, wydawanych głównie na spoty. Telewizja ma jednak dzisiaj mniejszy wpływ na kształtowanie opinii niż w przeszłości; bardziej liczy się internet, zwłaszcza dla młodszego pokolenia. Wciąż najlepszym środkiem dotarcia do wyborców pozostaje osobisty kontakt. Trump jest tu niezmordowany – jednego dnia odwiedza co najmniej trzy miasta, czasem w dwóch stanach. W sobotę np. miał trzy wiece w Pensylwanii.

Biden też stara się odwiedzać kluczowe stany, ale nie dorównuje prezydentowi w aktywności na tym polu, a w dodatku jego spotkania mają znacznie bardziej kameralny charakter z powodu pandemii. Kandydat demokratów w odróżnieniu od Trumpa, który organizując wielotysięczne zgromadzenia, naraża zdrowie ich uczestników, spotyka się z ograniczoną liczbą osób, często słuchających wystąpień z samochodów. Przemawia też krócej niż prezydent, który mówi godzinami i nawiązuje znakomity kontakt z fanami, okraszając wystąpienia dowcipami w stylu perfomera.

Czytaj też: Trump czy Biden? O wyborach przesądzi poczta

Republikanie mobilizowali lepiej?

Na wiecach Trump podkreśla, że do pandemii gospodarka miała się doskonale, bo bezrobocie spadło do 3,7 proc., i stara się bagatelizować niebezpieczeństwo zarazy, chociaż liczba zachorowań i zgonów rośnie. Przekonuje, że Biden wprowadzi „socjalizm”, gdyż podniesie podatki i przywróci regulacje biznesu, oraz doprowadzi do chaosu i anarchii, pozwalając demonstrantom z lewicy bezkarnie niszczyć wszystko dookoła. Używa demagogii i kłamstw, bo Biden odcina się od radykalnej lewicy i zapowiada podwyżki podatków tylko dla bogaczy (o dochodach powyżej 400 tys. dol. rocznie) – ale jego fani to kupują i entuzjastyczne skandują na jego cześć.

Strategia Trumpa jak zawsze polega na mobilizowaniu zwolenników, aby koniecznie głosowali – a trzeba pamiętać, że w wyborach prezydenckich w USA brało dotąd udział najwyżej 60–62 proc. uprawnionych, najczęściej ok. 50 proc. W ostatnich tygodniach republikanom udało się zarejestrować więcej nowych wyborców (którzy przedtem nie głosowali) niż demokratom. Osiągnęli to dzięki energicznej akcji get-out-the vote, czyli odwiedzania domów potencjalnych wyborców i namawiania ich do głosowania. Demokraci byli tu ostrożniejsi – lokalni działacze otrzymywali dyrektywy, żeby nie chodzić po domach, bo grozi to zakażeniem.

Czytaj też: Joe Biden nie może spać spokojnie

Wybory inne niż w 2016 roku

W efekcie obóz Trumpa wierzy, że sondaże nie doszacowują jego poparcia. Wczesne głosowanie oraz głosowanie pocztą – z której to możliwości skorzystały już ponad 92 mln Amerykanów, ponad dwa razy więcej niż w 2016 r. – wskazują, że więcej głosów oddanych w ten sposób przypadło Bidenowi. Republikanie jednak liczą, że w dniu wyborów we wtorek zwolennicy prezydenta masowo stawią się w lokalach i przeważą szalę na jego korzyść. Wiadomo, że dużo więcej demokratów niż republikanów wybrało opcję głosowania korespondencyjnego. Innym sygnałem niepokojącym dla Bidena może być fakt, że w takich stanach jak Floryda więcej Latynosów wydaje się popierać Trumpa dziś niż w 2016 r., kiedy masowo głosowali na Hillary Clinton. Biden też cieszy się większym poparciem niż prezydent wśród hiszpańskojęzycznych wyborców, ale nieco mniejszym niż Clinton. Może to mieć znaczenie w takich stanach jak Floryda i Arizona. Wszystko to razem sprawia, że widmo szoku sprzed czterech lat, kiedy ówczesna kandydatka demokratów przegrała mimo sondaży na jej korzyść, powraca.

Z drugiej strony mamy zupełnie inną sytuację polityczną niż w 2016 r. Trump wydawał się wtedy atrakcyjną alternatywą dla Amerykanów rozczarowanych rządami Baracka Obamy i klinczem w Kongresie, który nie pozwalał rozwiązać najważniejszych problemów. Oraz – jako polityczny outsider – lepszą opcją od Clinton, będącej uosobieniem globalistycznych elit postrzeganych jako skorumpowane i aroganckie. Przemawiało to do licznych wtedy wahających się wyborców, stanowiących na kilka dni przed wyborami aż 14 proc. elektoratu.

Niezdecydowani amerykańscy wyborcy

Dziś niezdecydowanych jest tylko 5–6 proc., Trump rządzi od czterech lat jako prezydent, więc sam jest członkiem establishmentu, a za przeciwnika ma Bidena, polityka dużo popularniejszego niż Hillary, bo sympatycznego i o reputacji autentycznego przedstawiciela zwykłych, ciężko pracujących ludzi. Jak sygnalizowały już wybory do Kongresu w 2018 r., prezydent stracił wielu sympatyków, szczególnie wśród kobiet, wykształconych mieszkańców przedmieść i emerytów.

A przede wszystkim od ponad ośmiu miesięcy Ameryka zmaga się z epidemią koronawirusa. Trump nie zdał egzaminu jako przywódca w okresie zdrowotnego, a w konsekwencji ekonomicznego kryzysu. Od początku publicznie bagatelizował niebezpieczeństwo zarazy, chociaż doskonale zdawał sobie z niego sprawę i zachęcał fanów, aby lekceważyli obostrzenia i zalecenia, aby nosić maseczki. Systematycznie podważał też wiarygodność ekspertów od chorób zakaźnych, propagując zamiast tego obskuranckie teorie na temat covidu i radząc go leczyć... zażywaniem środków dezynfekcyjnych. Przyczyniło się to do powiększenia skali epidemii, która ostatnio znowu narasta. Postawa Trumpa pogrążyła go w oczach wielu wyborców i obniżyła jego notowania.

Czytaj też: Jakiej Ameryki chce Biden?

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Klasyki Polityki

Zimna woda zdrowia doda

Pierwszy raz mors wchodzi do zimnej wody z ciekawości, drugi – na przekór sobie, a trzeci – z przyzwyczajenia.

Agnieszka Kulawiak
12.03.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną