Świat

Fani Trumpa też nie uznają jego porażki. Czym to grozi?

Marsz zwolenników Trumpa na Waszyngton, 14 listopada 2020 r. Marsz zwolenników Trumpa na Waszyngton, 14 listopada 2020 r. Rod Lamkey / Forum
Tysiące najwierniejszych zwolenników Trumpa zjechało do Waszyngtonu, żeby poprzeć jego protesty wyborcze. To uwertura do jego prawdopodobnej destrukcyjnej działalności po objęciu urzędu przez Bidena.

Fani pokonanego prezydenta przybyli w sobotę z wielu stanów i zgromadzili się w centrum stolicy ze sztandarami USA i banerami domagającymi się rewizji oficjalnych rezultatów, które dały demokratycznemu kandydatowi zwycięstwo 306 do 233 w kolegium elektorskim i różnicą prawie 6 mln głosów bezpośrednich. Trump i jego współpracownicy wnieśli pozwy sądowe w kilku stanach, gdzie oskarżają zwolenników Bidena o sfałszowanie wyborów i żądają ponownego liczenia głosów.

Maszerują wyznawcy teorii spiskowych

Rzeczniczka prasowa Białego Domu Kayleigh McEnany zatweetowała, że „milion ludzi” wyraziło w Waszyngtonie poparcie dla Trumpa, ale w rzeczywistości uczestników manifestacji było znacznie mniej. Policja nie podała na razie swoich szacunków, ale ich liczbę ocenia się na kilkadziesiąt tysięcy. Demonstrowali działacze szczególnie aktywnych ostatnio konserwatywnych organizacji, jak Proud Boys czy Promise Keepers. Obecni byli liderzy ultraprawicowych ugrupowań, jak Alex Jones, znany z propagowania teorii spiskowych, i nowo wybrana do Kongresu Majorie Taylor Greene, wyznawczyni quasi-kultu QAnon, ekstremistycznego ruchu propagującego tezę, że Ameryką skrycie rządzi tajna siatka pedofilów i wyznawców Szatana, z którą Trump usiłował walczyć. W tłumie dostrzeżono kilkoro republikańskich członków Izby Reprezentantów.

Manifestanci protestowali przeciw „kradzieży” wyborów. Niektórzy domagali się, by legislatury w stanach, gdzie są one zdominowane przez republikanów, unieważniły wyniki głosowania i dobrały stanowych elektorów, którzy w kolegium elektorskim zagłosują na Trumpa. Nikt nie wierzy, by tak się mogło stać.

Czytaj też: Biden wygrywa, trumpizm pozostaje

Osobisty adwokat od protestów wyborczych

Poprzedniego dnia Trump sugerował, że może wystąpić na manifestacji, ale w sobotę udał się na partię golfa. W drodze przejechał tylko ulicami centrum, gdzie zgromadziły się tłumy, i pozdrowił demonstrantów z samochodu. Jego fani biegli za prezydencką kawalkadą i wiwatowali na cześć idola. „Marsz dla Trumpa”, jak nazywano wiec, miał początkowo pokojowy, spokojny przebieg. Sytuacja się zmieniła, gdy na jednej z ulic pojawiła się kontrdemonstracja. Kilkaset osób z lewicowych ugrupowań, jak „Refuse Fascism”, skandowało przeciw trumpistom. Doszło do starć między stronami, kilka osób zostało rannych – mimo interwencji policji, która starała się walczących rozdzielać. Kilkanaście osób aresztowano.

Usiłowania obozu Trumpa, żeby zmienić wynik wyborów, nie przynoszą efektów, bo nie znaleziono żadnych dowodów oszustw wyborczych na większą skalę. Wiele firm prawniczych wycofało się już ze współpracy z jego sztabem. Prezydent wyznaczył ostatnio Rudy’ego Giulianiego, swego osobistego adwokata, na prawnika, który ma się zajmować pozwami. W sytuacji gdy wzrasta pewność, że zgodnie z regułami prezydenturę obejmie 20 stycznia Biden, zabiegi trumpistów tracą znaczenie. Uporczywe nieuznawanie porażki przez Trumpa uniemożliwia normalne, harmonijne przekazanie władzy prezydentowi elektowi.

W USA nasila się tymczasem epidemia koronawirusa. Biden powołał już swój zespół ekspertów do walki z zarazą, ale Trump ogłosił w piątek plan wprowadzenia w praktyce szczepionki na covid, która ma być jego zdaniem powszechnie dostępna w marcu lub kwietniu. Prezydentem będzie wtedy Biden.

Czytaj też: To Giuliani doprowadzi do upadku Trumpa

Trump uprzykrzy życie Bidenowi

Całą kampanię kwestionowania jego zwycięstwa i sobotnią demonstrację w Waszyngtonie można interpretować jako uwerturę do prawdopodobnej destrukcyjnej działalności Trumpa po objęciu urzędu przez Bidena. Trump sugerował, że może ponownie ubiegać się o prezydenturę w 2024 r. Głosowało na niego ponad 70 mln Amerykanów, część najwyraźniej fanatycznie mu oddanych.

Bratanica prezydenta Mary Trump, autorka głośnej książki ujawniającej rodzinną genezę socjopatii i narcyzmu jej wuja, uważa jednak, że raczej na pewno nie wystartuje on w wyborach za cztery lata, bo nie zniósłby kolejnej przegranej. Podobnego zdania jest były dyrektor ds. komunikacji w Białym Domu Anthony Scaramucci, który zerwał z Trumpem i należy dziś do jego najsurowszych krytyków. Oboje znają go jak mało kto, więc chyba mają rację.

Można jednak przewidywać, że Trump zrobi wszystko, by Bidenowi uprzykrzyć życie. A przy okazji Partii Republikańskiej, która do wyborów solidarnie go popierała, a teraz może być rozdarta, czy nadal iść drogą jego populistycznej, protekcjonistycznej i natywistycznej polityki, czy wrócić do tradycyjnego programu fiskalnego konserwatyzmu i wolnego handlu.

Czytaj też: Biden wygrał, ale to nie koniec. Jak głosują elektorzy?

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Ucieczka z religii

Masowe protesty w obronie praw kobiet dały nowy impuls ucieczkom z lekcji religii. Trwającym od lat, bo szkolna katecheza to często antyreklama wiedzy, wiary i wartości.

Marcin Piątek
24.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną