Świat

Tak kongresmenka Greene kompromituje GOP i Amerykę

Marjorie Taylor Greene uwielbia Donalda Trumpa. Marjorie Taylor Greene uwielbia Donalda Trumpa. Carol Guzy / Zuma Press / Forum
Marjorie Taylor Greene uwielbia Trumpa, nie wierzy w zamach 11 września i z dumą określa się wyznawczynią paranoicznego ruchu skrajnej prawicy QAnon. Ale republikanie przed nią kapitulują.

Amerykański Kongres zafundował nam przygnębiające widowisko, które można by nazwać politycznym kabaretem, gdyby nie chodziło o prawdziwe postacie mające realną władzę. Bohaterką serialu jest republikańska członkini Izby Reprezentantów z Georgii, była biznesmenka Marjorie Taylor Greene, wybrana w ostatnich wyborach głosami prawie 230 tys. osób. Uwielbia Donalda Trumpa, co najbardziej podoba się jej wyborcom. Zasłynęła też wypowiedziami stawiającymi ją w jednym szeregu z tłumem fanów prezydenta, którzy 6 stycznia wdarli się na Kapitol i omal nie pozabijali legislatorów zatwierdzających zwycięstwo Joego Bidena.

Dumna wyznawczyni QAnonu

W tweetach i innych enuncjacjach Greene oskarżała o „zdradę” demokratyczną przewodniczącą Izby Reprezentantów Nancy Pelosi, mówiąc, że należy ją zastrzelić. Popierała „egzekucję” wrogo nastawionych do Trumpa agentów organów ścigania, a na propozycje, żeby zamordować byłego prezydenta Baracka Obamę i byłą sekretarz stanu Hillary Clinton, odparła: „Scena jest gotowa, musimy być cierpliwi”.

W kampanii określała się z dumą wyznawczynią QAnonu, paranoicznego ruchu skrajnej prawicy promującego teorię, że Amerykę opanowuje klika pedofilów-wyznawców Szatana, przed którymi kraj uratować może tylko Trump. Poddawała w wątpliwość atak terrorystyczny na USA z 11 września 2001 r. („nie ma dowodów, że samolot uderzył w Pentagon”) i prawdziwość doniesień o zbiorowych mordach szaleńców w szkołach, które były według niej wymysłem przeciwników prawa do posiadania broni. A tragiczne w skutkach pożary lasów w Kalifornii wywołane zostały jej zdaniem przez laser potajemnie sfinansowany przez George′a Sorosa i innych żydowskich bankierów, by oczyścić teren dla budowy trasy szybkiej kolei.

Kiedy o bredniach wypowiadanych i powielanych przez Greene dowiedziała się cała Ameryka, zaapelowano do przywódców Partii Republikańskiej (GOP), aby ją ukarać. Proponowano, by usunąć kongresmenkę przynajmniej z dwóch komisji Izby Reprezentantów, w tym ds. edukacji, gdzie jej członkostwo szczególnie zakrawało na skandal w świetle kwestionowania przez nią masakr dzieci. Lider republikańskiej mniejszości w Senacie Mitch McConnell oświadczył, że głoszenie podobnych spiskowych teorii i nawoływanie do przemocy to „rak” na ciele partii – ale nie wymienił Greene z nazwiska. A jego odpowiednik w Izbie Reprezentantów Kevin McCarthy oświadczył, że „nie popiera” jej poglądów i odbędzie z nią „rozmowę”. Następnie zwołał posiedzenie republikańskiego klubu w Izbie, który w głosowaniu wypowiedział się przeciwko ukaraniu Greene.

Czytaj też: Rozmontowywanie dziedzictwa Trumpa. Łatwo nie będzie

Marjorie Taylor Greene żałuje i kpi

Wystarczyło, że kongresmenka wygłosiła dziesięciominutową mowę, uznała prawdziwość zabójstw w szkołach i ataku 9/11, a w ogóle to, co mówiła dotychczas, „nie reprezentuje mnie ani moich wartości”. Udając idiotkę, powiedziała, że „pozwolono mi wierzyć w rzeczy, które nie były prawdziwe” – mając na myśli niedorzeczności z internetu. Jak podkreśliła, „żałuje”, że wypowiadała się na ten temat. Nie wspomniała jednak ani słowem o grożeniu zabiciem Pelosi i innych demokratycznych polityków. Nie przeprosiła ani ich, ani ocalonego z jednej ze szkolnych masakr mężczyzny, z którego traumy kpiła, bo jest dziś działaczem na rzecz kontroli dostępu do broni. A połowę wystąpienia poświęciła tyradzie przeciw mediom, które prześladują ją rzekomo dlatego, że korzysta z... „wolności słowa”.

Wystarczyło to jako alibi dla McCarthy′ego i innych republikanów, którzy pogodzili się z obecnością w Kongresie zaślepionej nienawiścią i ignorancją kobiety kompromitującej Amerykę w oczach świata. Lider mniejszości ogłosił, że jego partia to „wielki namiot”, pod którym jest miejsce dla wszystkich – a więc także dla paranoików z QAnonu i zwolenników zabijania politycznych przeciwników. Ale również – co oświadczył dla podkreślenia wspaniałomyślności GOP – dla kongresmenki Liz Cheney, której klub republikanów nie pozbawił funkcji w kierownictwie, chociaż miała czelność zagłosować za impeachmentem Trumpa (wraz z garstką innych odważnych).

Konserwatyści kontra trumpiści

Demokratom, którzy mają obecnie większość w Izbie Reprezentantów, nie pozostało nic innego jak samodzielnie uchwalić wykluczenie Greene ze wspomnianych komisji. Przyłączyło się do nich 11 republikanów. Był to precedens, bo dotychczas członkowie Kongresu dopuszczający się najbardziej rażących wykroczeń karani byli niejako „wewnętrznie” – przez swoją partię. Sankcje zastosowane przez demokratów przeciw Greene spotkają się prawdopodobnie z odwetem republikanów, kiedy odzyskają większość, w analogicznej sytuacji, tzn. jeśli jakiś demokratyczny poseł pozwoli sobie na wypowiedź wykraczającą poza przyjęte normy. Nie można tego wykluczyć, gdyż wśród demokratów są lewicowi radykałowie, którzy mają na koncie wypowiedzi uznane za antysemickie.

Kapitulacja McCarthy′ego i innych republikanów wobec kongresmenki rozpowszechniającej poglądy niedorzeczne i niebezpieczne to kolejny dowód, że GOP staje się partią coraz bardziej zdominowaną przez populistyczną prawicę. Przez orientację przedkładającą autorytaryzm nad zasady demokracji, ciemnotę nad naukę i fanatyczną, prowadzoną na wyniszczenie walkę z przeciwnikami w Kongresie nad próby dialogu i porozumienia tam, gdzie to możliwe. Liderzy GOP ustępują jej ze strachu przed utratą głosów milionów sympatyków Trumpa. Ma to znaczenie w prawyborach w Partii Republikańskiej, podzielonej na tradycyjnych konserwatystów i faszyzujących trumpistów, którzy w najbardziej kochających Trumpa regionach zaczynają wygrywać.

Kiedy GOP zerwie z Trumpem?

Moralna degrengolada partii Lincolna, Eisenhowera, Reagana i Johna McCaina to smutne widowisko. Jej przywódcy: McConnell, McCarthy i inni, którzy poparli Trumpa i potakiwali mu przez cztery lata, myślą głównie o posadach i władzy. Swoją postawę racjonalizują przekonaniem, że ocalają „jedność” podzielonego stronnictwa. Prowadzą je jednak w ślepą uliczkę.

Appeasement populistycznej prawicy wyklucza odzyskanie poparcia wykształconych wyborców partii z zamożniejszych przedmieść, którzy od niej odeszli w czasie rządów Trumpa. Jeśli republikanie liczą na odzyskanie większości w Kongresie, muszą zerwać lub przynajmniej zdecydowanie rozluźnić związki z byłym prezydentem i postawić tamę brudnej fali skrajnej, czarnosecinnej prawicy.

Czytaj też: Ameryka powraca. Jaki to sygnał dla świata?

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Fundusz Odbudowy. Po co lewicy romans z PiS?

Inicjatywa i sprawczość. Na dźwięk tych słów politycy polskiej opozycji tracą rozum. Nie tylko lewicy zresztą.

Łukasz Lipiński
27.04.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną